Nowy numer 26/2022 Archiwum

Maryja zrobi to lepiej

– Sadząc marchewkę w ogrodzie, słuchałam zawierzenia Matce Bożej i pomyślałam, że chciałabym oddać Jej swe życie – wspomina Agata Ogorzały z parafii w Starym Sączu.

To powierzenie się w całości Maryi było związane z indywidualnymi rekolekcjami Oddanie 33, które stają się coraz bardziej popularne w diecezji. 1 stycznia zaczęły się na przykład w parafiach Brzezna i pw. MB Nieustającej Pomocy w Mielcu. Przeprowadza się je indywidualnie, na podstawie książki, w której jest wszystko, co potrzeba na każdy z 33 dni.

Agata Ogorzały z parafii pw. św. Elżbiety w Starym Sączu odbyła rekolekcje i poprosiła proboszcza ks. Marka Tabora o możliwość zawierzenia się Matce Bożej przed Najświętszym Sakramentem. Informację o tym podała w internecie, na stronie Fundacji Tota Tua. – Kiedy w 34. dniu miałam przyjść z różą, żeby swe życie zawierzyć Maryi, dowiedziałam się, że będzie nas w sumie 8 osób. Ależ byłam zaskoczona, kiedy okazało się, że przyjechało z różnych stron nie 8, a 50 osób! To jest znak, że Matka Boża działa – opowiada. Pani Agata z innymi tworzy przy parafii wspólnotę Szkoła Słowa Bożego „Miriam”, której opiekunem jest ks. Dariusz Król. – Pomyślałam, że zaproponuję te rekolekcje członkom naszej wspólnoty – mówi.

Pierwsze rekolekcje

– Zakupiłyśmy książki, po jednej dla każdego, także dla naszych księży, do których następnie poszłyśmy, prosząc, by zechcieli nam towarzyszyć w tych rekolekcjach – wspomina Anna Górska. Każda z 11 osób we wspólnocie miała kapłana, który prowadził ją indywidualnie, choć rekolekcje nie wymagają takiego towarzyszenia. – Dla poczucia bezpieczeństwa, dla rozwiania wątpliwości uczestnicy potrzebowali kierownika, więc gdy panie dały nam książki, siłą rzeczy trzeba było przeczytać, wejść w rekolekcje, przeżyć je. Na końcu my sami zawierzyliśmy się Maryi – opowiada ks. Darek. Technicznie rekolekcje polegają na tym, że przez 33 dni codziennie czytamy, rozważamy treści na dany dzień, modlimy się. – Mnie najwygodniej było rano, kiedy domownicy jeszcze spali, zapalić świece, otworzyć książkę. Były dni, że przeczytałam tylko kawałek, bo zatrzymałam się na zdaniu, które mnie poruszyło, były takie, że wszystko „przerobiłam” – objaśnia Zuzanna. Teksty pochodzą z Ewangelii, z „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii de Monforta, są teksty Alicji Lenczewskiej i o. Emila Neuberta. Ksiądz Darek mówi, że najważniejsza jest jednak w każdym dniu modlitwa. – Dobrze, jeśli ktoś może uczestniczyć w Mszy św., ale najważniejsze to przemodlić to, co przeczytaliśmy, posłuchać Matki Bożej – mówi.

Drugie rekolekcje

Rekolekcje Oddanie 33 zaowocowały zawierzeniem się Matce Bożej przez członków wspólnoty Szkoła Słowa Bożego „Miriam” i kapłanów, którzy towarzyszyli rekolektantom. – Czekałyśmy, co zdarzy się potem, bo Matka Boża działa i coś musiało się wydarzyć. Wreszcie doczekałyśmy się tego, że ks. proboszcz ogłosił, iż rozpoczniemy rekolekcje Oddanie 33, tym razem dla całej parafii, dla chętnych – mówią panie. Widzą w tym działanie Maryi. Zaczęły się zapisy. – Zgłosiło się 70 osób, w tym kilku mężczyzn, z czego bardzo się cieszę. Zgłoszeni utworzyli grupy dzielenia, które spotykały się co 2 tygodnie. Ale wiem, że poza nimi było nawet kilkadziesiąt innych osób, które odprawiały rekolekcje indywidualnie – ks. Dariusz opowiada o tym, jak wyglądała druga tura Oddania. Szybko rekolekcje zaczęły pracować w tych, którzy je podjęli. Opowiadali, że mieli siłę po ludzku hamować się, kiedy byli zaczepiani, z pokorą przyjąć krytykę, zasłużoną, a nawet tę niesprawiedliwą. – Poza tym w grupach dzielenia było bardzo emocjonalnie. Niektórzy z uczestników wprost nie mogli doczekać się tego, aby podzielić się swym doświadczeniem rekolekcji. Ta chęć dzielenia była głęboka i bardzo radosna – przekonuje Agata Ogorzały. Wielu z uczestników rekolekcji było tzw. katolikami z ulicy, bez uprzedniej formacji we wspólnotach. Jednak zadziałało, i to czasem od pierwszych dni.

Ona jest przezroczysta

Trwa renesans pogłębionej pobożności maryjnej. To fenomen czasów, w których żyjemy: Wojownicy Maryi, Męski Różaniec, Oddanie 33. – To dlatego, że przełamuje się przekonanie, że Maryja stoi na drodze do Jezusa, że może przeszkadza, że może lepiej prosto do Niego, bez pośredników. Bo naprawdę pragnieniem Chrystusa było, by ludzie przychodzili do niego przez Maryję – przekonuje Inez Mackiewicz ze wspólnoty Miriam. Matka Boża niczego nie zostawia sobie, wszystko oddaje Jezusowi. Natalia Kiernicka ze starosądeckiej wspólnoty podkreśla, że nikt jak Maryja nie poznał Jezusa. – Miała go 30 lat pod swoim dachem. Ona wie, jak trzeba żyć, postępować, by podobać się Bogu. Oddając życie Maryi, wiemy, że Ona odda je Jezusowi, ale wpierw oczyści, uszlachetni – mówi Natalia. Wiesława Borgieł książkę „Oddanie 33” ma przy sobie. – O, tu cytuje się słowa o. Emila Neuberta, że Jezus przekazał, aby ukochać Maryję, bo Chrystus tak Ją kocha, że o cokolwiek poprosimy Go przez Nią, On to spełni – pokazuje.

Teraz działa też kto inny

No i ludzie proszą. O rzeczy małe i wielkie. Matka Boża, jak przekonują, działa. – Dzięki Oddaniu 33 znalazłam więcej czasu na rzeczy ważne, życie zaczęło się układać lepiej – zapewnia Wiesława. Natalia opowiada, że nauczyła siebie i innych zawierzać Maryi codziennie, co owocuje głębokim pokojem serca i radością. – Prosiłam Mateńkę, żeby mój mąż się zawierzył, i to się stało. Wziął udział w rekolekcjach i przyszedł na nabożeństwo uwielbienia, i był zadowolony – mówi Agata, która sama uroczyście zawierzała się już 4 razy. – Codziennie ponawiam tylko skrócony akt zawierzenia, bo ogień, do którego nie dorzuca się drewna, może w końcu wygasnąć – dodaje. Zuzanna pracuje w przychodni. Czas jej rekolekcji Oddania 33 przypadł na początek pandemii. – Były codziennie nowe informacje, polecenia, dyspozycje, niepokój, nawet strach. Przypomniałam sobie, że mogę te sprawy oddać Maryi, modlić się. Wsiadałam do samochodu i w drodze do pracy oddawałam Matce Bożej siebie, pacjentów, współpracowników. Przestałam się bać i niepokoić – przyznaje. Ksiądz Darek mówi, że to wcale nie jest tak, że oddanie się Maryi czyni z nas próżniaków, że możemy otrzepać ręce, o nic się nie starać, bo teraz działa kto inny. – Nic podobnego – twardo bierzemy życie, które nas męczy i boli, tylko wiemy, że trud, pracę, serce oddajemy Matce Boskiej. Nie zwalnia nas to z szukania pomocy, z podejmowania wysiłków, ale do naszych ludzkich trosk zapraszamy Matkę Bożą – mówi. – Zawierzenie Maryi sprawia, że po przeżyciu tych rekolekcji przestajemy się szarpać ze swoimi pomysłami, które często w praktyce powodowały pogorszenie sytuacji. Wzrasta zaufanie, że Maryja to zrobi lepiej, zatroszczy się, jak trzeba – dodaje.•

Jestem spokojna

Anna Górska – Moja córka jest teraz w ośrodku leczenia nerwic i terapii. Wszystko zaczęło się dziać, kiedy pierwszy raz zawierzaliśmy się Maryi. Córka oznajmiła, że nie będzie chodzić do kościoła. Chciałoby się wybić z głowy takie pomysły, ale Bóg zmienia nasze serce. Pozwalamy żyć człowiekowi tak, jak chce. Nie chcemy go zmieniać na swoją modłę. Maryja wlewa pokój w serce, poczucie, że skoro to jest dziecko Boga, dziecko Matki, to Ona się zawsze o nie upomni, cokolwiek by się działo. Mam przekonanie, że będzie dobrze. Nic nie zastąpi tego pokoju serca, tego, że nie rwę włosów z głowy, tej świadomości, że mam się modlić, troszczyć, kochać. Zuzanna Rejowska – Moje dziecko nie chodzi do kościoła od kilku lat. Mówi, że nie wierzy, nie uznaje. Może powinnam się wściekać, złościć, zmuszać, odchodzić od zmysłów, ale jest inaczej. Nie mam lęku o to dziecko. Mam przekonanie, że oddałam je Maryi, i nie boję się, że mu się w sensie duchowym stanie coś złego. Wiem, że Maryja zatroszczy się o nie i nie damu zginąć. Inez Mackiewicz – Moim owocem oddania jest zmiana postawy. W pierwszym dniu rekolekcji jest mowa o uniżeniu i pokorze. Im bardziej się uniżam, tym więcej miejsca robię łasce Bożej. Widzę to u siebie. Zawsze chciałam, żeby stawało na moim, zawsze byłam wyrywna – widząc problem, chciałam go rozwiązywać, wpadając na jakiś pomysł, już widziałam, jak to powinno być, a gdy ktoś miał inną wizję, czułam ogromny dyskomfort. Od jakiegoś czasu gryzę się w język, więcej milczę i czuję radość z tego, że się wycofuję. I wiem, że to nie z mojego starania. To łaska, która przyszła jako owoc tych rekolekcji.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama