Nowy numer 25/2022 Archiwum

W Kim pokładam nadzieję?

Dziś wszystko wygląda inaczej niż w Wieczerniku. Od wieków stałe są jednak dwa elementy: włożenie rąk i namaszczenie krzyżmem świętym.

Biskup Stanisław Salaterski 29 marca bierzmował najpierw młodzież w Łabowej (kandydaci z Maciejowej i Łabowej), a następnie dwukrotnie w kościele pw. MB Niepokalanej w Nowym Sączu.

Najpierw 190 kandydatów z parafii w Nowym Sączu-Zawadzie i Nawojowej, a potem 210 młodych z jezuickiej parafii kolejowej, czyli wspólnoty pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Sączu. Odnosząc się do czytanej tego dnia Ewangelii, hierarcha przypomniał, że włożenie rąk od czasów apostołów było widzialnym znakiem mocy Bożej. Namaszczenie krzyżmem świętym zostawia niezatartą pieczęć sakramentalną, ale także jest znakiem przynależności do Chrystusa i Kościoła. – Oba te znaki podkreślają łączność z apostołami, z całym Kościołem, jedność wspólnoty Kościoła. Wprowadzają was w obowiązki apostolskie tych, którzy przyjmują bierzmowanie – mówił bp Stanisław. Z sakramentu bierzmowania wypływają konkretne zobowiązania. – Przyjęcie bierzmowania zaprasza nas na drogę jedności w Kościele, drogę przywracania jedności przez posłuszeństwo Jezusowi, Pismu Świętemu, nauczaniu apostołów, nauczaniu Kościoła. To także zobowiązanie do wierności tej samej nauce, którą głosili pierwsi apostołowie i Kościół przez wieki. A apostolstwo to wyzwanie, by odważnie opowiadać o tym, w Kogo wierzę, w Kim pokładam nadzieję, Kto pomaga mi godnie żyć – tłumaczył młodym bp Salaterski. Podjęcie tych zobowiązań dla osoby, która świadomie troszczy się o swoje życie duchowe, powinno być obiektywnie względnie osiągalne. – No i takie rzeczywiście jest, choć są okoliczności zewnętrzne, które to mocno komplikują. Klimat dla otwartego wyznawania wiary, przyznawania się do Jezusa nie jest dziś dobry, bo łatwo zderzyć się z krytyką – przyznaje tegoroczna bierzmowana Emilia Ryba z Maciejowej. Wraz nią były bierzmowane Patrycja Matyjewicz i Łucja Cabak z Łabowej. Łucja, zastanawiając się nad darami Ducha Świętego, mówi, że dar męstwa jest dziś chyba najbardziej im potrzebny. – Żeby umieć się zmierzyć z trudnymi nawet doświadczeniami. I dar mądrości, żeby umieć pokierować, rozeznać swoje miejsce na świecie, swoje powołanie życiowe – mówi. – W naszym wieku niektórych już ciągnie do dorosłości, którą chcą układać na swoich warunkach, ustanawiając swoje zasady. Już je poustalali i według nich żyją, a wierność Jezusowi i zasadom wiary trochę nie współgra z tym, jak wielu przystępujących do bierzmowania żyje – przyznaje Patrycja. Ojciec Wojciech Kowalski, jezuita z Nowego Sącza, duszpasterz młodzieży, mówi, że młodzi przeżywają bardzo trudny czas. – Czasem widać, że nie da się za bardzo ruszyć z duchowym przygotowaniem, że nic nie idzie do przodu. Wtedy próbujemy zostawić im dobry obraz Kościoła, Pana Boga, próbujemy nie zatrzaskiwać im przed nosem drzwi do darów Ducha Świętego, zwłaszcza że młodzi chcą przystąpić do sakramentu bierzmowania – mówi o. Wojciech. Wspomina swoje bierzmowanie w 1987 roku. – Na przygotowania chodziliśmy do salek katechetycznych. Ja i dwóch moich kumpli non stop robiliśmy jakieś cyrki. Że ksiądz nas nie wyrzucił… Mógł to zrobić wiele razy. Myślę, że nie wyrzucił nas, bo nas przejrzał. Nie widział w nas tylko tych łobuzów, na których wyglądaliśmy i na których miano zasługiwaliśmy. Przed bierzmowaniem egzaminy już się odbyły, ale myśmy na nich nie byli. Wezwał nas i przepytał Krystiana najwyższego z nas. Nic nie wiedział. Byliśmy wszyscy ignorantami. Ksiądz wiedział, że na tym, co mamy, trudno budować wiedzę o darach Ducha Świętego. Jednak nas przepuścił, nie wyrzucił. Przystąpiliśmy do bierzmowania. Kiedy wspominam tę sytuację, mam przed oczami obraz Boga, który ocala ignorantów i łobuzów – opowiada ojciec Wojciech Kowalski SJ.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama