Nowy numer 25/2022 Archiwum

Przestrzelone cyborium

Ksiądz Stanisław Wilk zginął, ratując jako sanitariusz rannego kolegę z partyzanckiego oddziału. Nie był uzbrojony. Jego jedyną bronią był Chrystus, którego nosił na piersi.

Przypadający 29 kwietnia Dzień Pamięci Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego przywołuje biskupów, księży, diakonów i braci zakonnych, którzy zginęli zamęczeni przez Niemców i Rosjan podczas II wojny światowej.

Z pewnością dodać należy do nich i siostry zakonne z różnych zgromadzeń, płacących tę samą daninę krwi co duchowni. Wielu z nich zostało ogłoszonych świętymi i błogosławionymi, inni są w drodze na ołtarze. Czy do ich grona dołączy ks. Stanisław Wilk ze Zdrochca? Miejscowość leży niedaleko Radłowa. W 1913 roku powstała tutaj niezależna od parafii w Radłowie ekspozytura. Cztery lata później w domu Jana i Anny przyszedł na świat Stanisław, jako jeden z kilkorga ich dzieci. Dariusz Dybisz, mieszkaniec Zdrochca, zafascynowany historią swojej miejscowości, parafii i kościoła, wiele razy opisywał postać ks. Stanisława, widząc w nim wzór kapłana i Polaka, oddanego Bogu i ojczyźnie. – Ksiądz Stanisław ukończył szkołę podstawową w rodzinnej miejscowości. Później uczył się w II gimnazjum w Tarnowie. A po maturze wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego. Święceń nie przyjął jednak w Tarnowie, lecz w Błoniu, gdzie mieściły się seminaryjny dom i tymczasowa kaplica. W niej 9 sierpnia 1942 roku Stanisław został wyświęcony na księdza przez bp. Edwarda Komara, ówczesnego administratora diecezji – opisuje pan Dariusz.

Siostra Anna

Niedługo po święceniach odbyła się Msza prymicyjna ks. Stanisława w zdrocheckim kościele. Zachowały się z tego dnia zdjęcia, a na jednym z nich prymicjant stoi razem ze swoją siostrą Anną, otoczony dębowym wieńcem niesionym przez dziewczęta ubrane w krakowskie stroje. Anna jako jedyna z rodziny pojawia się w takiej scenerii i nie jest to przypadek, że właśnie ona jest tak blisko swojego brata. – Zanim został księdzem, dwa razy w miesiącu odwiedzała go w seminarium. Z ogromnym poświęceniem pomagała bratu, dostarczając mu niezbędnych rzeczy. Wieczorami wyruszała pieszo ze Zdrochca do Tarnowa, aby uniknąć niemieckich patroli, i już następnego dnia rankiem zjawiała się z powrotem w rodzinnej miejscowości – podkreśla jej zasługi pan Dariusz. Siostrę ks. Stanisława, a swoją ciotkę, pamięta pani Maria ze Zdrochca, która z pietyzmem przechowuje prymicyjne fotografie. – Często po nie sięgam, opowiadając o ks. Stanisławie swojej rodzinie, dzieciom i wnukom. Ciotka Anna poświęciła się dla swojego brata. Sama nie założyła własnej rodziny. Była krawcową, dużo szyła, a tym, co zarobiła, wspomagała swojego brata już w czasie jego edukacji w gimnazjum i w seminarium. Zajmowała się też strojeniem kościoła. Z opowieści wiem, że nosiła na ciele sznur pokutny. Mówiło się, że należała do jakiegoś zgromadzenia, a może była tercjarką i ów sznur był wyrazem jej głębokiej duchowości – zastanawia się pani Maria. W każdym razie jej poświęcenie dla brata nie poszło na marne. – Ksiądz Wilk był wszechstronnie uzdolniony. Nie tylko intelektualnie, ale także językowo. Został dostrzeżony przez swoich przełożonych, którzy mieli zamiar skierować go na studia do Rzymu – podkreśla pan Dariusz.

Wolny w niewoli

Trudno powiedzieć, czy te plany zostałyby zrealizowane, trwała przecież wojna, a wielu księży uczestniczyło w podziemnym życiu ojczyzny pod niemiecką okupacją. Tak było też z ks. Stanisławem. – Od 1942 roku pracował jako wikariusz w Pilźnie. Głosił płomienne kazania. Nie bał się mówić o umiłowaniu Boga, człowieka i ojczyzny. Był również wykładowcą w polskim tajnym nauczaniu „Kuźnica”. Organizacja ta tworzyła także dębicką Państwową Komisję Egzaminacyjną, organizującą m.in. tajne egzaminy maturalne – opisuje nie tylko kapłańską pracę ks. Stanisława pan Dariusz. Takie egzaminy odbywały się m.in. w mieszkaniu kapłana, który od 1943 roku był także kapelanem pilzneńskiej placówki Armii Krajowej oraz partyzanckiego oddziału „Dzwon”. Ksiądz Stanisław przyjął pseudonim Witraż, ale posługiwał się także innym – Rański. – Wówczas każdy oddział partyzancki posiadał swojego kapelana. Ich zadania wymienia Jerzy Śląski w książce „Polska walcząca: Noc. Solidarni”, pisząc, iż: „spowiadają żołnierzy, udzielają im Komunii św., opatrują rannych, grzebią poległych. Często wykonują ryzykowne zadania bojowe i giną. Kapelani byli w pełni świadomi losu, jaki ich czeka, gdy wpadną w ręce wroga. Mimo to nie opuszczali powierzonych ich opiece duszpasterskiej oddziałów nawet wtedy, gdy zaciskał się wokół nich pierścień okrążenia, a szanse wyjścia z niego z życiem były minimalne” – przywołuje historyczny komentarz pan Dariusz.

Z Jezusem na sercu

Czy tak było w nocy z 7 na 8 czerwca 1944 roku? Oddział „Dzwon” chciał zniszczyć tartak w Czarnej, z którego Niemcy wywozili dużą ilość tarcicy. Maszyny udało się unieruchomić, ale nie obyło się bez ofiar. – Okoliczności tej sytuacji opisuje Adam Popiel w książce „III Zgrupowanie Armii Krajowej na Ziemi Pilzneńskiej”: „Grupa atakująca budynek administracyjny została ostrzelana z pistoletu maszynowego, ranę otrzymał strzelec Juhas”. Pomocy rannemu udzielił ks. Stanisław Wilk ps. Witraż, Rański, który brał udział w walce w charakterze sanitariusza bez broni. Podczas udzielania pomocy rannemu ksiądz został ugodzony następną serią, odnosząc ciężką ranę w brzuch. Dowódca akcji nakazał odwrót, zabranie rannego na kocu i ukrycie w młodniku do czasu sprowadzenia lekarza oraz przewiezienie na melinę. Po przewiezieniu na leśniczówkę, gdzie czekał już dr Zygmunt Wójcik z Pilzna, ks. Stanisław Wilk zmarł i został pochowany w lesie” – dzieli się swą wiedzą pan Dariusz, dodając na podstawie innego świadectwa, że kula, która zraniła śmiertelnie kapłana, przeszyła na wylot cyborium zawieszone na jego szyi, w którym nosił konsekrowane Hostie na wypadek podania Wiatyku umierającym. Ciało księdza zostało pośpiesznie pochowane w lesie. Dowiedziano się jednak, gdzie się znajduje, i po zakończeniu wojny w 1945 roku zostało odnalezione, a następnie przewiezione do Zdrochca. Po Mszy św. pochowano je z wielkimi honorami w kwaterze wojskowej na parafialnym cmentarzu.

Ksiądz jak witraż

Ksiądz Stanisław został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Tablicę poświęconą jego pamięci odsłonięto w kościele parafialnym w Pilźnie. Nazwisko kapłana zostało także uwiecznione na tablicy w tarnowskiej katedrze obok 28 innych tarnowskich księży zamordowanych w czasie II wojny światowej. Widnieje też na epitafium w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie. Na cmentarzu w Zdrochcu jego nagrobek znajduje się pośród innych upamiętniających żołnierzy i ofiary ostatniej wojny światowej. Można powiedzieć, że karta z historią jego życia została włożona do księgi tragicznej historii, którą duchowni dzielili razem ze świeckimi. Pan Dariusz podkreśla, że ks. Stanisław był niezwykłym kapłanem. – Był oddany sprawom boskim i ludzkim. Nie szukał własnej chwały, lecz niósł bezinteresowną pomoc bliźnim. Ratował życie: sakramentami, modlitwą, duchowym pokrzepieniem. Podnosił żołnierzy na duchu, dodawał siły słabym, troszczył się o młodzież, przywracał wiarę wątpiącym i tym, którzy byli na skraju załamania. Pozostał niezłomny, ukazując nam, jak w obliczu tego ostatecznego wyzwania do końca zachować odwagę, godność i wierność Chrystusowej Ewangelii. Sądzę, że godnym uznania byłoby podjęcie działań zmierzających do wyniesienia go na ołtarze, a także innych księży, którzy mogliby dołączyć do grona 108 beatyfikowanych męczenników z okresu II wojny światowej – konkluduje mieszkaniec Zdrochca. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama