Nowy numer 31/2022 Archiwum

Prawda i pamięć

Kiedy ruszali z mocną pomocą dla Ukrainy, pojawiały się pytania, czy to nie przesada i czy znają historię.

Znaliśmy i znamy historię. Tym bardziej trzeba pomagać – mówi ks. Waldemar Ciosek, proboszcz par. pw. Ducha Świętego w Mielcu. Moralność chrześcijańska nakazuje przyjść z pomocą potrzebującemu.

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili” – mówił Jezus, a w innym miejscu: „Miłujcie nieprzyjaciół swoich”. – Ja byłem niesamowicie zbudowany, kiedy moi parafianie tak żywo, z takim zaangażowaniem, ofiarnością, otwartym sercem ruszyli, aby pomagać. Trzeba pomagać, a pomoc chrześcijańska odbywa się bez względu na to, kim jest ten, komu pomagamy. Bez względu na jego wyznanie, narodowość. Pamięć o bolesnej karcie relacji polsko-ukraińskich nie mogła nas odwracać do naszych potrzebujących pomocy sąsiadów plecami... – mówi ks. Ciosek.

Gorący kartofel?

W tej samej parafii 15 maja odbyło się wydarzenie historyczno-społeczno-kulturalne, upamiętniające 79. rocznicę banderowskiego ludobójstwa, dokonanego przez OUN-UPA na Polakach na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej (Galicji Wschodniej) i na Lubelszczyźnie. Przygotowane zostało wspólnie przez parafię oraz Instytut Pamięci i Dziedzictwa Kresów im. red. ppor. Lubomira Radłowskiego w Rzeszowie. Prelekcjom głoszonym przez cały dzień przez prof. Adama Kulczyckiego towarzyszyła wystawa IPN Lublin „Niedokończone Msze wołyńskie” o martyrologii duchowieństwa. Ksiądz Ciosek przyznaje, że temat trudnej historii polsko-ukraińskiej jest dziś jak gorący kartofel w rękach. – Zastanawiałem się, czy wchodzić w to, ale jednak po pierwsze my sami musimy znać tę historię, pamiętać o ofiarach, po drugie ta bolesna rana jednak jest ważnym elementem naszych relacji z Ukrainą. Łatwiej budować przyjaźń, kiedy znamy i uznajemy trudne karty naszych relacji. Wtedy nasza przyjaźń jest dojrzała i nie jest naiwna. Na gruncie moralnym zaś jesteśmy zobowiązani, by pamiętać o naszych przodkach, którzy niepochowani, spoczywają w ukraińskiej ziemi – konstatuje ks. Waldemar.

Dywan nie jest potrzeby

Profesor Kulczycki pokazuje na wystawie karty martyrologii duchowieństwa. Ksiądz Karol Baran, przecięty w korycie piłą na pół. Siostry zakonne zapędzone do drewnianego domu i spalone. Na koniec o. Wrodarczyk, którego UPA morduje, nagiego rzucając na ziemię i wyrywając mu serce. Poza nimi setki tysięcy innych. – Trzeba o tym i tych ludziach pamiętać. Trzeba też prosić Boga, byśmy z narodem ukraińskim bardziej się bratali, niż dzielili – mówi prof. Kulczycki. Apogeum rzezi wołyńskiej przypada na 11 lipca 1943 roku. – Dowódca UPA Roman Szuchewycz zdecydował, że należy „wyczyścić z plew i kąkolu ziemię ukraińską”. W czasie zaplanowanego ludobójstwa zginęło 200 tys. Polaków. Ofiar po stronie ukraińskiej jest około 20 tys., z czego około 18 tys. zamordowali Ukraińcy za pomoc Polakom, za to, że nie włączyli się w akcję ludobójstwa. 2 tys. Ukraińców zabili Polacy w samoobronie czy akcjach odwetowych. Polskie ofiary leżą w 2 tysiącach dołów śmierci. Problem jest dziś taki, że polska strona prowadzi rozmowy z Ukrainą, by móc ekshumować ofiary ludobójstwa. Parę razy udało się uzyskać zgodę i przeprowadzić ekshumację. Robi to dr Leon Popek z IPN w Lublinie. Jednak zasadniczo Ukraina takich zgód nie wydaje, a uzależnia je od spełnienia przez stronę polską dziwnych warunków – mówi prof. Adam Kulczycki. Dziś często ludzi, którzy zadają pytania o Wołyń, heroldowie politycznej poprawności obejmują towarzyskim ostracyzmem, bo Ukraina jest w tragicznej sytuacji. – Ja jestem teologiem po studiach w Paryżu, habilitację z socjologii robiłem w Strasburgu, znam kilka języków i uważam się za człowieka o otwartych horyzontach. Mnie chodzi o prawdę i pamięć. Nie jestem uprzedzony. Temat jest, owszem, delikatny i drażliwy, ale nie można zamieść go pod dywan i zapomnieć, bo w grę wchodzi polska racja stanu – zapewnia prof. Kulczycki. – Niedawno rozmawiałem z moim kolegą red. Romanem Szostakiem ze Lwowa i on ma cichą nadzieję, że ten konflikt spowoduje, że przyjaźń polsko-ukraińska utrwali się na stulecia. Ja sobie tego naprawdę serdecznie życzę – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama