Nowy numer 31/2022 Archiwum

Zapracowała na niebo. Nie tylko dla siebie

Leczyła losy ludzi uśmiechem, rozmową, cierpieniem, a kiedy trzeba było – zdrowych kierowała do szpitala.

Siostry służebniczki dębickie wydały książkę wypełnioną wspomnieniami o śp. matce Celinie Czechowskiej. 24 maja, w 6. rocznicę jej śmierci, w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Dębicy odbył się wieczór poświęcony jej osobie i promujący książkę.

Matka Celina uśmiechała się zewsząd: z okładki, z plakatów, billboardów, a nawet z twarzy ludzi, którzy ją znali. Wydarzenie zorganizowano tak, jak ona ugościłaby wszystkich. Nie zabrakło jej ulubionej muzyki i poezji. Celina Czechowska wstąpiła do zakonu sióstr służebniczek dębickich, mając zaledwie 14 lat. Kiedy przyjmująca ją matka generalna zapytała: „Dziecko, a czego ty tu szukasz?”, odpowiedziała: „Chcę zapracować na niebo”. Ci, którzy ją znali, są przekonani, że zapracowała. Nie tylko dla siebie. W wieku 42 lat została przełożoną generalną i kierowała zakonem przez 18 lat. Kochała siostry i troszczyła się o zgromadzenie, które w tym czasie rozwinęło się liczebnie i terytorialnie. Służebniczki wówczas podjęły działalność misyjną w Boliwii, otworzyły placówki w Rzymie, Niemczech i Białorusi. Zawsze stawała w ich obronie. Szanowała kapłanów, ale kiedy w jej obecności któryś z nich zażartował z sióstr, potrafiła zwrócić mu uwagę, że tak nie wolno. Zależało jej także na wykształceniu służebniczek dębickich, które chętnie posyłała na studia. „W ciągu ćwierćwiecza miałem wiele studentek w habitach, ale o postępy sióstr w teologii pytała tylko święta Matka Teresa z Kalkuty i Matka Celina” – pisze we wspomnieniu o niej ks. prof. Janusz Królikowski. Charyzmatyczny dębicki dyrygent i animator kultury Paweł Adamek uważa, że to ks. prał. Limanówka i matka Celina robili wszystko, żeby został w Dębicy. Przyjechał na rok z Nowego Sącza... 41 lat temu. – Był stan wojenny, kiedy dostałem skierowanie do wojska. Miałem się stawić 3 maja 1982 roku. Był to akurat rok, w którym przypadał jubileusz sióstr w Dębicy. Trwały przygotowania do wielkich uroczystości. Miał przyjechać kard. Franciszek Macharski. Nasz chór miał śpiewać. Z bratem Zbyszkiem przygotowaliśmy oratorium, które planowaliśmy wystawić z siostrami. Dostałem bilet do wojska. Niemożliwe było, żebym mógł dyrygować – wspomina pan Paweł. – Nie wiem, jak to się stało, ale zupełnie zdrowy wylądowałem w szpitalu. Matka powiedziała mi tylko, że zaszkodziło mi dźwiganie węgla i palenie nim w piecach, i że to trzeba leczyć. Leżałem w szpitalu na oddziale zakaźnym przez 2 tygodnie. Zupełnie zdrowy, ale ona wiedziała, że tylko szpital może odroczyć mi wojsko – opowiada. Wspomina także chwile rozmów z matką Celiną, kiedy już nie była przełożoną. – Zawsze z matczyną troską pytała o moje życie, działalność, była ciekawa, co w szkole. Ciągle narzekałem, a ona zawsze mi mówiła, żebym nie narzekał, bo ona się będzie modlić i na pewno wszystko się uda. Musiała gorąco się modlić, bo udaje mi się wszystko, co w życiu robię – uważa Paweł Adamek. Relacja wyjątkowo bliska łączyła matkę Celinę i ks. prał. Józefa Dobosza, wieloletniego proboszcza parafii Miłosierdzia Bożego w Dębicy. Był jej nieustannym towarzyszem. – Łączą nas parafia, wspólny kościół, zaborowska nuta i tradycje, a także rodzinne koligacje – mój chrzestny ożenił się z siostrą rodzoną matki Celiny. Była starsza ode mnie o 12 lat i zawsze ją podziwiałem. Pełna pogody ducha, optymizmu, zasadnicza, a przy tym ciepła. Wyjątkowa – wylicza ks. Józef Dobosz. – Podczas jednego z naszych wyjazdów do Warszawy rozmawialiśmy o siostrach betankach z Kazimierza Dolnego. Matka Celina bardzo to przeżywała. Jedna z sióstr pochodziła z naszej miejscowości. Znała ją osobiście. Powiedziała do mnie wtedy, że chciałaby przyjąć cierpienie na siebie, żeby za te siostry Pana Boga przepraszać i dokonać ekspiacji. Zaniemówiłem – wspomina kapłan. Przeżywa to do dzisiaj, bo ma świadomość, że niedługo potem matka Celina rozchorowała się. Przyszło 10 lat cierpienia i choroby. Jest przekonany, że matka Celina swoim cierpieniem pomogła siostrom betankom uporządkować sprawy, a jej rodaczka, która była jedną ze zbuntowanych sióstr, została wybrana przełożoną zgromadzenia. Sercanin ks. Józef Gaweł uważa, że matka Celina była prawdziwą matką o maryjnych cechach osobowości. Znajomej lekarce dr Bożenie Jaglarz na bezsenne noce zaleciła Różaniec. Każdy, kto ją osobiście znał, coś jej zawdzięcza – uśmiech, którym zbliżała ludzi do siebie, ważną rozmowę, dobrą radę, skuteczną modlitwę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama