Nowy numer 33/2022 Archiwum

Zżyli się z Zakliczynem

Z perspektywy czasu trzeba przyznać, że miejscowi reformaci spełnili pokładane w nich nadzieje. I wciąż spełniają.

Dokładnie 19 czerwca minęło 400 lat, od kiedy w Zakliczynie został założony klasztor franciszkanów reformatów. Jubileusz miejscowi bracia świętowali w dniu rocznicy – dziękując Bogu, ale też radując się i bawiąc ze społecznością miasta na franciszkańskim jarmarku. Dzień wcześniej odbyła się natomiast arcyciekawa sesja naukowopopularyzatorska.

– Jeśli chodzi o nas, to trzeba zacząć od św. Franciszka – tłumaczy o. Piotr Mróz OFM. Założony przez tego świętego Zakon Braci Mniejszych na fali odnowy w 1517 roku podzielił papież Leon X na Zakon Braci Mniejszych Konwentualnych i Zakon Braci Mniejszych Obserwantów. – Obserwanci pod Wawelem założyli klasztor pw. św. Bernardyna ze Sieny i nazywani byli w Polsce bernardynami. Jednak po 1517 r. ruch odnowy był nadal silny i w łonie samych obserwantów wyłonili się ci, którzy chcieli być jeszcze bardziej wierni regule franciszkańskiej. Nazwano ich reformatami – wyjaśnia o. Piotr. W Zakliczynie powstał klasztor i kościół, który franciszkański historyk o. Pasiecznik nazywa „matką naszych kościołów”.

Trzy powody

Dlaczego w Zakliczynie i dlaczego reformaci, tłumaczyła Ewa Jednorowska, wieloletni nauczyciel zakliczyński, historyk. Decyzję o sprowadzeniu zakonu podjął pan na Melsztynie – Zygmunt Tarło, kasztelan sądecki. – Miało to zapewne związek z wypełnieniem złożonego ślubu dotyczącego dokonania pobożnej fundacji w podzięce za ocalenie życia w niewoli moskiewskiej. Innym powodem dla Tarły, który był żarliwym katolikiem, była intensywna działalność arian w Lusławicach, Czchowie i kilku pobliskich majątkach. Wreszcie dołączenie do grupy wielu magnatów fundujących kościoły i klasztory – mówi Ewa Jednorowska. Niewola moskiewska i cudowne ujście z życiem zdarzyły się, kiedy Zygmunt Tarło pojechał na ślub Maryny Mniszkówny i Dymitra Samozwańca do Moskwy, gdzie pospólstwo wymordowało wiele polskiej szlachty. – Sprowadzenie do Zakliczyna radykalnie i surowo realizujących regułę franciszkanów stanowiło po części odpowiedź na wyznających rygorystyczne zasady arian – przyznaje o. Ariel Krzywda OFM, gwardian zakliczyńskiego klasztoru. Niosąc pokój i dobro przyszło im stawić czoło arianom już po śmierci twórcy ich doktryny Fausta Socyna. Pierwszym przełożonym był o. Cyprian Gozdecki, mąż wielce uczony, który prowadził dysputy i korespondencje z Achacym Taszyckim, kierownikiem szkoły w Lusławicach. – Odniósł niewątpliwy sukces, jakim było nawrócenie w 1644 roku Achacego Taszyckiego, kierownika ariańskiej szkoły w Lusławicach. Sukcesu dopełnił fakt, że jedyny syn Achacego Bartłomiej został zakonnikiem katolickim w zakliczyńskim klasztorze – dodaje Ewa Jednorowska. Bartłomiej ofiarował budynki w Lusławicach franciszkanom, które jednak – oprócz szkoły – zburzono, a materiał z nich zdobyty wykorzystano do budowy klasztoru w Zakliczynie. Pierwszy klasztor był bowiem drewniany i prawdopodobnie spalił się lub zniszczał.

Ośrodek

Od 400 lat franciszkanie są w mieście. – Zżyli się z Zakliczynem, a Zakliczyn zżył się z reformatami i za całą tę działalność oraz doświadczone przez nas dobro jako zakliczynianie chcemy dziś dziękować – mówi Ewa Jednorowska. Burmistrz Dawid Chrobak dodaje, że z franciszkanami nie tylko związana jest piękna historia i tradycja, ale także nasza współczesność. – Klasztor dla wielu ludzi z dalszych i bliższych okolic jest głównym ośrodkiem duchowym – mówi. Doktor Paweł Glugla wspomina reformatora franciszkanów św. Bernardyna ze Sieny: – Pisał, że „w zakonie człowiek żyje czyściej, upada rzadziej, powstaje prędzej, chodzi ostrożniej, odpoczywa bezpieczniej, rosą niebieską bywa skraplany częściej, oczyszcza się rychlej, umiera z większą ufnością i odpłatę bierze od Boga obfitszą”. Co daj Boże zakliczyńskim franciszkanom!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama