Nowy numer 39/2022 Archiwum

Wielki spływ – Wisła

Diecezja na wakacje. „Płynie Wisła, płynie po polskiej krainie”. Kiedyś większość dzieci, zanim zobaczyła królową polskich rzek, już tak o niej śpiewała.

Antoni Heinrich, autor wydanych przed II wojną światową „Szlaków wodnych Polski”, napisał, że Wisła jest szara. „Nie znajdzie tu wędrowiec emocyji sportowych, pozna za to Wisłę, spinającą niby klamrą kraj cały od gór po morze!”.

Wisła na części swojego ponadtysiąckilometrowego biegu stanowi granicę diecezji tarnowskiej. Z pomiarów kajakarzy wynika, że rzeka stanowi północną granicę diecezji mniej więcej na długości 98 kilometrów. Od Ispiny w parafii Grobla na zachodzie po ostatnie zakątki parafii Borowa koło Mielca na wschodzie. Kajakarze podają (kajaki.org.pl), że odcinek od Krakowa do Niepołomic jest nudny, widać z wody tylko wielkie wały, a ogromne zakola zostały zrobione dla wielkich barek. „Dlatego odcinek ten należy jak najszybciej przepłynąć i o nim zapomnieć”. Co innego dalej. Dalej zaczyna się diecezja tarnowska. Dalej robi się ciekawiej. Na rzece, ale i wzdłuż niej.

Mosty

Wisła stanowiła kiedyś granicę. Przede wszystkim komunikacyjną. Rzeki bywały barierą nie do przebycia. Na naszym odcinku znajdował się drewniany most w Nowym Brzesku-Ispinie, w roku 1986 zastąpiony przez most – dziwo, z jedną jezdnią ruchu i mijankami, który technicznie już od dawna nie spełnia stawianych mu wymagań. Ma być w tym miejscu niebawem nowa przeprawa. Drugi most mieliśmy dopiero w Szczucinie. Wybudowany został w 1925 roku, jako drewniany, kratownicowy. Polacy wysadzili go w 1939 r., a Niemcy zburzyli w 1945 r. Osiem lat później most został odbudowany z wykorzystaniem podpór z 1939 r. Poza nimi do przekraczania Wisły służyły tylko promy. 20 lat temu most w Górkach koło Szczurowej otworzył silnie Małopolskę na Świętokrzyskie. W grudniu 2020 roku otwarto most w Borusowej, który skrócił drogę do Warszawy, ale i połączył nas z Nowym Korczynem, gdzie w 1243 r. zamieszkała na tamtejszym zamku Kunegunda, żona Bolesława Wstydliwego, późniejsza ksieni klarysek w Starym Sączu.

Prom

Prawdopodobnie bezpowrotnie zakończył kursowanie – w listopadzie 2021 roku podano, że do odwołania – prom w Ujściu Jezuickim. Szkoda, bo niektórzy miejsce to i przeprawę uważali za magiczne, bo wsiadało się na prom na prawym brzegu Dunajca, a wysiadało na lewym brzegu Wisły. Z promu można było oglądać miejsce, w którym łączyły się wody. Jedyny prom, którym za jednym zamachem można było przeprawić się przez dwie rzeki. W tym właśnie miejscu przez Wisłę pod Opatowcem przedostał się po bitwie pod Grochowiskami w marcu 1863 roku gen. Marian Langiewicz, dyktator powstania styczniowego. Krwawa bitwa była wygrana, choć ofiar były setki. Po walce Langiewicz z grupą oficerów przeprawił się do Galicji i stanął w Ujściu Jezuickim, gdzie został niestety rozpoznany, zatrzymany i przewieziony do Tarnowa. W tym samym miejscu 24 września 1914 roku Józef Piłsudski nadzorował przeprawę 1. Pułku Legionów Polskich. Z brzegu Dunajca w Ujściu Jezuickim widać dziś posadowiony na brzegu Wisły w Opatowcu pomnik Marszałka. Skoro o powstaniu styczniowym mowa, można przypomnieć, że wiele kilometrów dalej Wisłę przekraczali ochotnicy do powstania z ziemi mieleckiej. W rzece tej stracił życie dowódca 300-osobowego oddziału powstańczego, który wyruszył z plebanii w Gawłuszowicach – mjr Edward Dunajewski. Zginął w jej wodach walczący u jego boku ochotnik Bronisław Lewartowski, syn współwłaściciela Mielca. Wisła to rzeka, w której zanurzona jest polska historia.

Powódź

Niestety, pamięta się raczej historię tragiczną. W 1997 roku, kiedy cała Polska przeżywała powódź, nazwaną później powodzią tysiąclecia, pod wiślaną wodą znalazła się ogromna połać ziemi od Szczucina po ziemię mielecką. Mówiono, że doszło do przerwania wałów wiślanych, ponieważ trzeba było ratować położoną nieco dalej z biegiem rzeki elektrownię Połaniec. Potworna powódź nawiedziła Małopolskę także w 1934 roku. Na Powiślu do dziś są tego ślady. W Samocicach przy drodze koło kościoła stoi pomnik poświęcony poległym na polu chwały mieszkańcom. Na nim znajdziemy tabliczkę służby hydrograficznej, która poziomą linią zaznaczyła poziom wody w 1934 roku. Dziś linia znajduje się na wysokości mniej więcej pół metra. W Karsach (parafia Gręboszów) nad samą Wisłą na kapliczce Matki Bożej, stojącej kilkaset metrów od rzeki, jest podobna czarna tabliczka z linią – tu na wysokości 2 metrów. O Karsach wielu ludzi w Polsce słyszało, jeśli dawniej słuchali radia, bo codziennie nadawano w nim komunikaty o stanie wód w największych rzekach Polski (podawano m.in. stan Wisły w Karsach). We wspomnianym 1934 r. stan rzeki na wodowskazie wynosił 844 cm. W 1970 r. wał przeciwpowodziowy w Karsach miał wysokość 840 cm. Kiedy przyszła powódź w 1997 r., na miejscowym wodowskazie, przy maksymalnej fali wezbraniowej, pokazała się wartość 1006 cm, czyli ponad 10 metrów.

Wisła „na piechotę”

Wreszcie nie sposób zauważyć, że dzisiejsza Wisła na naszym odcinku to inna rzeka niż tysiąc lat temu. Maria Kluba, która opracowała historię Grobli, zauważa, że wiele wskazuje na to, iż we wczesnym średniowieczu Grobla leżała nie na prawym (naszym), ale na lewym brzegu Wisły. – Teorię tę potwierdzają badania geologiczne dwóch pagórów meandrowych z tego terenu – Górki i Skały, które mają identyczną budowę geologiczną z Wysoczyzną Proszowicką po lewej stronie Wisły – stanowiły więc kiedyś integralną całość. Innym dowodem są układy starorzeczy (wiślisk), które licznie występują na terenie wsi; ich obecność świadczy o przesuwaniu się koryta Wisły w kierunku północnym – zauważa Maria Kluba. Świadectw tego, że rzeka przewędrowała na północ, jest więcej. – Z przekazów historycznych wiemy, że w dawnych czasach przepływała koło naszej świątyni – mówi ks. Robert Groch, proboszcz w Bolesławiu. Dziś w prostej linii do Wisły jest spod świątyni niespełna 2 km na północ.

Mały Wawel

W Bolesławiu koniecznie trzeba zatrzymać się na dłużej. Przyjeżdżają tu turyści, szukając „małego Wawelu”. Chodzi o kaplicę nagrobną Stanisława i Katarzyny Ligęzów. – Takie kaplice funeralne są w Polsce rzadkością. Nasza, przy zachowaniu proporcji, przypomina nieco kaplicę Zygmuntowską na Wawelu, dlatego tak nazywany bywa Bolesław – opowiada ks. Robert. – Chociaż w trakcie remontów i przebudów prowadzonych na przestrzeni czterech wieków kościół zatracił pierwotny wystrój renesansowy i barokowy, na szczęście wspomniana wcześniej kaplica Ligęzów oparła się ludzkiej chęci ulepszania tego, co dobre – zauważa Bartłomiej Pawlak, turysta z Krakowa, autor serwisu „Z wiatrem w szprychach”. Ligęzowie postawili późnorenesansową, trochę manierystyczną kaplicę z pięknymi rzeźbami, ale nie zostali tu pochowani. Kiedy rozebrano drewniany kościół, a stawiano murowany, postanowiono połączyć kaplicę z kościołem. Tak oto znalazła się w prawym transepcie świątyni. – Obecny kościół ma niespełna 400 lat, ale parafia swoją historią sięga na pewno XIV, a prawdopodobnie XIII wieku i należy do najstarszych w tym rejonie – dodaje ks. Robert. Wszędzie nad Wisłą będzie widać dawne wieki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy