Nowy numer 38/2022 Archiwum

Brylanty i złoto

Parafię św. Wawrzyńca założyła św. Kinga, księżna, późniejsza klaryska. Za jej przykładem na zakonną drogę wstąpiło tutaj wiele kobiet.

W1269 roku Kinga ufundowała w Biegonicach parafię, którą erygował biskup krakowski. Dzięki księżnej powstał tutaj pierwszy kościół pw. św. Wawrzyńca.

Podczas najazdu tatarskiego świątynia została zniszczona, dlatego w 1287 roku Kinga sfinansowała budowę nowego domu Bożego. Na dawnym grodzisku na Winnej Górze powstała jej staraniem kaplica bł. Kunegundy. Założony przez późniejszą klaryskę klasztor w Starym Sączu wspierał utrzymanie biegonickiej parafii, a siostry przez kilka wieków miały przywilej mianowania tutaj proboszczów. – Historia pokazuje, że nasza parafia wiele zawdzięcza św. Kindze i siostrom klaryskom, dlatego chcieliśmy, by święta była wśród nas obecna w znaku relikwii – mówi ks. proboszcz Piotr Lisowski. Uroczystego wprowadzenia relikwiarza dokonał 10 sierpnia ks. inf. Adam Kokoszka. Podczas Mszy św. dziękowano nie tylko za opiekę księżnej – klaryski, ale także za siostry zakonne pochodzące z biegonickiej parafii. Na Eucharystii miało ich być 10, ale nie wszystkie mogły przyjechać. Wśród obecnych były jubilatki: s. Celina Kądziołka, obchodząca 75 lat życia w zgromadzeniu sióstr felicjanek, oraz s. Maria Witowska, szarytka, od 50 lat w zgromadzeniu. Razem z nimi kolejne rocznice życia konsekrowanego obchodziły Manfreda Kościsz, Barbara Waligóra, Maria Kołodziej, Stanisława Homoncik, Sylwia Chruślicka, Ksaweriana Chruślickia, Agata Wójcik i Marta Szkarłat. – Siostry dają dziś przykład wierności i wytrwałości, zwłaszcza młodym, którym obecnie trudno podejmować wiążące na całe życie decyzje. Siostry, motywowane miłością, całe swoje życie oddały Chrystusowi, bo wiedziały, że to jest jedyna droga do szczęścia na ziemi i w wieczności – mówił w homilii ks. inf. Kokoszka. Brylantowa jubilatka felicjanka s. Celina Kądziołka podkreśla, że nie była to droga usłana różami. – Byłam młodą, zaledwie 20-letnią zakonnicą, kiedy moja przełożona posłała mnie do Oleśnicy. Uczyłam tam 36 godzin tygodniowo w szkole. Miałam już przygotowanie pedagogiczne, więc mogłam to robić. Jednego razu w Oleśnicy pojawiła się grupa 50 osób, które przekonywały mieszkańców do wstąpienia do polskiego Kościoła narodowego. Po agitacji wyjechały, ale miały wrócić za kilka dni, żeby zwerbować nowych członków do tej wspólnoty. Rodzice poprzez dzieci zapytali o opinię mnie, katechetkę, a ja stanowczo im odradziłam, wskazując na fałszywe intencje agitatorów i ich manipulacje. Kiedy przyjechali ponownie, nikt nie chciał dołączyć do narodowego. Dowiedzieli się jednak, że to ja im się sprzeciwiłam. Zobaczyli we mnie wroga. Podobnie jak moja kierowniczka, której pośrednio zwróciłam uwagę na jej niemoralne życie. UB zaczęło mnie inwigilować. Doszło do tego, że zostałam oskarżona o działalność polityczną i na rok zamknięto mnie w areszcie, ale w rygorze więziennym. To był koszmar – mówi s. Celina, która ostatecznie zza krat wyszła dzięki amnestii po śmierci Stalina. – Było wiele trudnych doświadczeń, ale Pan Bóg nigdy nie daje więcej, niż człowiek potrafi znieść. Dlatego wytrwałam w zgromadzeniu aż dotąd. Bóg daje siłę, nawet dzisiaj, bo codziennie obieram ziemniaki w kuchni w naszym domu prowincjalnym – śmieje się siostra mająca 93 lata. Młodsza od niej stażem zakonnym i wiekiem szarytka s. Maria Witowska przeżyła 50 lat w zgromadzeniu jako pielęgniarka. – Gdy byłam dziewczyną lubiłam pomagać osobom starszym. Widać Pan Bóg przygotowywał mnie do takiej posługi w zgromadzeniu, którego charyzmatem jest troska o najbiedniejszych i cierpiących. Przez lata zajmowałam się mężczyznami w domu opieki i muszę powiedzieć, że łatwiej mi z nimi było niż z kobietami – wspomina z humorem swoją pracę jubilatka. Ostatnio w warszawskim domu, gdzie przebywa, opiekuje się uchodźcami. – Nasza posługa nie jest łatwa. Dlatego potrzebujemy pomocy z góry. Bez modlitwy się nie da. Jak jest codzienna Msza św., adoracja, to człowiek ma siłę zobaczyć w innych Chrystusa i podać Mu pomocną dłoń – mówi s. Maria. Kolejnych jubileuszy siostrom życzyli nie tylko księża, ale także świeccy oraz chór Zew Gór z Łącka, który wyśpiewał dla jubilatek koncert pieśni sakralnych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy