Nowy numer 38/2022 Archiwum

Sam nie walczę

Kolejny raz stromą drogą usianą kapliczkami różańcowymi szli apostołowie trzeźwości.

Na osiedlu Żakówka w parafii Kamionka Wielka, gdzie 20 lat temu zostały poświęcone kapliczki różańcowe, 7 sierpnia odbyło się modlitewne spotkanie osób zaangażowanych w duszpasterstwo trzeźwości, członków grup wsparcia, duszpasterzy, parafian i harcerzy.

– Intencja jest co roku ta sama. Prosimy o trzeźwość w naszej ojczyźnie – mówi pan Jan z grupy Pokora, z par. Kamionka Wielka. Wspinając się pod stromą górę, ludzie, którzy przyjeżdżają na Żakówkę z różnych stron diecezji, a nawet spoza niej, nie tylko odmawiają Różaniec, ale i mają okazję wysłuchać świadectw osób, które weszły na drogę trzeźwości. Fizyczne zmaganie się ze stromym podejściem jest obrazem ich wysiłku. Dawid rok temu uczestniczył w Różańcu na Żakówce. Słuchał wtedy świadectw innych. W tym roku poproszono jego. – Ucieszyłem się, bo chcę zaświadczyć o mocy, jaka płynie z modlitwy różańcowej. Sam jej doświadczyłem, otrzymując przez ręce Maryi uwolnienie od nałogu alkoholowego. A poprosiłem Ją pięć lat temu o pomoc, bo zaczęło mi się sypać życie. Najpierw zdrowie, leżałem pół roku. Czułem też, że sobie nie radzę jako człowiek. Maryja jednak czuwała nade mną i postawiła na mojej drodze księdza, który stwierdził, że jestem uzależniony. Rozmowa z nim potwierdziła moje przypuszczenia, a domysły stały się pewnością. Ksiądz powiedział mi też, że potrzebuję wspólnoty, która będzie mnie wspierała na drodze do trzeźwości. Zawierzyłem siebie Maryi i cztery lata nie piję. Co więcej, nie walczę o to, żeby nie pić. To może brzmi jak paradoks, ale wynika z mojego charakteru i pasji, którą jest sport. Przez lata udowadniałem sobie, że dam radę, że mogę brać sprawy w swoje ręce – jak sportowiec. Wychowałem się w rodzinie z problemem alkoholowym i wiedziałem, jak straszne skutki wywołuje ten nałóg. Bałem się, że sam stanę się alkoholikiem, dlatego pomyślałem, że zaprzyjaźnię się z alkoholem i będę mógł go kontrolować – ale to on przejął kontrolę nade mną. Myślałem, że jako sportowiec wygram walkę z uzależnieniem, że potrafię udowodnić, że moje ciało, zdrowie są nie do złamania. Okazało się, że są. Dlatego nie walczę, choć to nie znaczy, że nic nie robię, by być wolnym od nałogu. Szukam wsparcia w Bogu, w modlitwie, w zawierzeniu Maryi, we wspólnocie. A wspólnota jest bardzo ważna. Uważam ją za wielką łaskę Bożą i nie wyobrażam sobie zdrowienia bez niej. Dzięki wspólnocie zrozumiałem bardzo wiele spraw, dostrzegłem moje problemy w innym świetle – mówi mężczyzna. Robert trafił na terapię siedem lat temu. Z początku nie mógł sobie poradzić z tym, że on, wolny człowiek, daje się zamknąć na miesiąc leczenia, ale z czasem jego opór malał. – 7 sierpnia sześć lat temu poprosiłem moją terapeutkę o pozwolenie pójścia do kościoła i odbycia spowiedzi. Pierwszy raz, przed Bogiem, powiedziałem wtedy na głos, że jestem alkoholikiem. Przez 15 minut ryczałem jak dziecko. Po terapii bałem się, że sam sobie nie poradzę. Od kolegi usłyszałem, że muszę trafić do wspólnoty AA, która pomoże mi wytrwać. Przez rok dałem radę. W tym czasie przeżyłem tragedię – śmierć mojego szwagra, który mając zaledwie 34 lata, zmarł z powodu choroby alkoholowej. Gdyby nie moja żona i wspólnota, nie dałbym rady wytrzymać. Daję też świadectwo, że wszystko jest możliwe dzięki modlitwie. Po sześciu latach nie oddałbym trzeźwości za żadne skarby świata. Zyskałem wolność, ale i zaufanie innych. To wszystko jest w moim życiu związane z sierpniem. W tym miesiącu przestałem pić. W sierpniu cztery lata temu uczestniczyłem z żoną i córką w Różańcu na Żakówce. I teraz czekam na tę modlitwę każdego roku – mówi Robert.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy