Nowy numer 5/2023 Archiwum

Historia nierychliwa

Zostały niespełna trzy lata do stulecia parafii, ale wszystko cokolwiek jodłownickim parafianom uda się zrobić, podziwiać będą współcześni, a podziękuje im za to historia.

Jest rok 1585. W sąsiednim, leżącym ledwie 4 km dalej, Szczyrzycu cystersi są już od 350 lat. W tymże roku właściciel miejscowych dóbr Przecław Niewiarowski herbu Półkozic funduje z modrzewia kościół w Jodłowniku.

Przed śmiercią zapisuje w testamencie wieś i dobra temu z zakonów, który wyprawi mu pochówek. Cystersi ruszyli po śmierci pochować ciało sąsiada, ale – są na to przekazy – gdy wracali do klasztoru, napotkali ich przybywający z Krakowa dominikanie, których było więcej, i którzy – krótko mówiąc – odbili ciało Niewiarowskiego. – Dominikanie w niezbyt chlubny sposób uprzedzili cystersów ze Szczyrzyca i pochowali darczyńcę w swoim kościele w Krakowie – komentuje Władysław Chorązki, piszący o cheraldyce jodłownickiej. Tak Jodłownik w 1595 roku przeszedł w ręce dominikanów. W jodłownickiej świątyni widać ślady tego czasu, bo na polichromii znajdziemy portrety dominikańskich świętych, także obraz św. Tomasza. Nie cieszyli się jednak długo Jodłownikiem i dobrami, bo w wyniku kasat józefińskich stracili je w roku 1782. Opiekę nad Jodłownikiem przejmuje proboszcz ze Skrzydlnej. Sprawiedliwość dziejowa wypełnia się i wyrównuje rachunek krzywd w 1869 roku, kiedy opiekę nad kościołem przejmują cystersi z pobliskiego Szczyrzyca. – Początkowo przyjeżdżali tutaj z posługą sakramentalną tylko w niedziele i święta. W tym czasie remontują niszczejącą świątynię modrzewiową. Wymieniają dach, odnawiają wnętrze, zakładają cmentarz, budują drewniany most na rzece – opowiada o. Ignacy Rogusz OCist., proboszcz parafii. W latach 1914–1915 budują plebanię, zamieszkuje tu wtedy duszpasterz o. Alojzy Tajduś OCist., który w 1925 roku zostaje pierwszym proboszczem. – Za 2–3 lata będziemy obchodzili stulecie naszej parafii. Od pewnego czasu trwają prace konserwatorskie przy starym, fundowanym przez Niewiarowskiego kościele, który nieprzerwanie od prawie 450 lat stoi w tym samym miejscu. Chciałbym, by jego renowacja stała się wotum dziękczynnym składanym Bogu z okazji jubileuszu – mówi ojciec proboszcz. Nie jest to łatwe. Na razie odrestaurowywanie idzie etapami. Najpierw, parę lat temu, opracowano plany, wydano pozwolenia, udało się zabezpieczyć, wzmocnić konstrukcję dachu i wieży. – Teraz musimy rozsądnie gospodarować i starać się nadal o jakieś dotacje, bo trudno byłoby nam samym udźwignąć finansowy ciężar kompleksowej renowacji – przyznaje Piotr Grzyb z rady parafialnej. Niedawno wróciła z konserwacji piękna ambona. 20 tys.przekazało na ten cel starostwo, ale ponad 40 tys. musiała wyłożyć parafia. Jest nadzieja, że uda się zdobyć jakieś fundusze na konserwację dwóch bocznych ołtarzy, ale trzeba będzie niemało dołożyć z własnych środków. – Prace etapami są możliwe w pewnym zakresie. Wymiany poszycia dachu, gontu, etapami nie da się zrobić, a koszt jest ogromny – tłumaczy Piotr Grzyb. Łącznie wartość programu renowacji sięgnie pewnie 1 mln zł. – Ale nie można świątyni zostawić swemu losowi, trzeba pomóc ją ratować, bo to jest perła Jodłownika. W sumie jedyny, największy, najstarszy zabytek naszej miejscowości – przekonuje P. Grzyb. Od 45 lat wspólnota ma nowy kościół, ale nadal używa starego. – W sezonie w piątki odprawiamy tu Msze św., okazjonalnie śluby. To nasza wizytówka, a Małopolska chwali się nim od wielu lat w ramach szlaku architektury drewnianej – dodaje o. Ignacy. – Zrobimy, ile damy radę, ale mam nadzieję, że nie zostaniemy sami i że uda się znaleźć sprzymierzeńców – dodaje Piotr Grzyb.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy