Nowy numer 4/2023 Archiwum

Zwornik wiary

Wspólnota wierzących była spoiwem, które połączyło ludzi przybyłych tu w 1947 roku.

Binczarowa koło Grybowa przez wieki była wsią łemkowską. Parafia greckokatolicka istniała już w 1581 roku. W czasach II wojny mieszkało tam 130 łemkowskich rodzin. Część wyjechała na Wschód w 1945 roku. Resztę wysiedlili komuniści w 1947 roku w ramach akcji „Wisła”. − Na te tereny przybyli nowi mieszkańcy z Kąclowej, Ptaszkowej i Dąbrowy Tarnowskiej – informuje ks. Tomasz Wierzbicki, sercanin, proboszcz parafii.

Sercanie, którzy od 1949 roku duszpasterzowali w pobliskiej Florynce, zaopiekowali się nowymi mieszkańcami Binczarowej. W 1951 roku bp Jan Stepa przy miejscowej cerkwi utworzył rzymskokatolicką parafię pw. św. Stanisława, biskupa i męczennika. − I wiara katolicka, kościół, parafia były tym, co przecież różnych ludzi połączyło. Do dziś nie mamy tego, co mają inni, że od wieków, z dziada pradziada kultywują lokalną tradycję, obyczaje – choć powoli to budujemy. Różnice się trochę pozamazywały. Mamy jednak nadal wiarę, która nas i dziś jednoczy – mówi Anna Radzik, parafianka.

Znak wiary

26 listopada parafia Binczarowa zakończyła obchody jubileuszu 70-lecia. Na sumę przyjechali m.in. księża rodacy i byli proboszczowie. − To, że się spotykamy w świątyni, by dziękować Bogu za te 70 lat, to znak, że nie zmarnowaliśmy daru czasu. Musimy jednak pamiętać, by dobrze go wykorzystywać, żeby był czas na spotkanie z Bogiem, na modlitwę – mówił w kazaniu ks. Antoni Obrzut, pochodzący z Binczarowej michalita.

Jako wotum parafia wybudowała plenerową drogę krzyżową. − Bogu na chwałę, ludziom na pożytek. By ją przemierzać, ale też jako znak wiary dla naszych dzieci, wnuków – tłumaczy A. Radzik. − Dotyka nas jak innych, choć może nie w takiej skali, podobny problem, jakim na przykład jest laicyzacja – mówi proboszcz. Droga krzyżowa o długości 3300 metrów prowadząca od kościoła pod górę, do granicy z Kąclową, zbudowana z kamiennych głazów z tabliczkami, jest znakiem tajemnic, o które – przechodząc obok – można się niemal dosłownie potknąć, nie wchodząc nawet do kościoła. − Jest impulsem, żeby się zatrzymać, przemyśleć, pomodlić – zapewnia Marzena Szyszka, sołtys Binczarowej, inicjatorka jej powstania.

Nie sami

Z tym pomysłem było tak.  − Miałam kiedyś okazję uczestniczyć w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Była długa, 38 km. Był czas na modlitwę, refleksję. Towarzyszyło temu zmęczenie. To było dla mnie bardzo mocne duchowo doświadczenie. Nie każdy pójdzie na EDK, ale plenerowe nabożeństwo Drogi Krzyżowej jest namiastką tego, co można przeżyć na EDK – opowiada Marzena Szyszka. Kapłani zaakceptowali pomysł. W kwestii finansowania wspólnota poszła ścieżką rodzinnych czy indywidualnych fundacji poszczególnych stacji. − W zasadzie w dniu, kiedy ogłosiliśmy tę ideę, zgłosili się fundatorzy na wszystkie stacje – mówi ks. Tomasz. − Niektórzy mieli nawet trochę pretensji, że nie zdążyli, a też chcieli wziąć na siebie budowę jakiejś stacji – dodaje A. Radzik. − Parafianie w tym dziele okazali dużą ofiarność – dodaje kapłan. − Ta droga krzyżowa na 70-lecie to jest znak, że w kolejne lata chcemy iść nie sami, ale z Chrystusem – mówił w homilii ks. Antoni Obrzut.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy