Niektórzy patrzą na niego jakby był szalony, a on jedynie dzieli się z ludźmi tym, czego sam doświadczył. Podprowadza do Jezusa tych, którzy utracili nadzieję.
Mariusz Barnach mieszka w Rytrze. Ma 50 lat. W 2016 roku, kiedy robił porządki przy domu, podniósł duży kamień, który ważył pewnie z 50 kg, i nagle strzeliło mu coś w kręgosłupie. – Nie mogłem się podnieść. Przez 3–4 miesiące chodziłem do lekarzy, do najlepszych w Nowym Sączu, jeździłem na rehabilitacje. Nieraz zdarzało się, że prosiłem znanego neurologa o wizyty w czasie, kiedy już nie przyjmował, bo nie mogłem wytrzymać bólu, nie mogłem wstać z łóżka, nie mogłem spać, ruszyć głową. Najgorzej było mi siedzieć. Wizyty pomagały jedynie na moment. Po rezonansie magnetycznym okazało się, że potrzebuję operacji, ale prowadzę własną działalność, więc oznaczało to, że nie będę mógł pracować przez miesiąc. Byłem zdesperowany – mówi Mariusz.
Skorzystaj z promocji tylko do Wielkanocy!