Parafia, która nie dała się zgasić

W Grywałdzie, gdzie śpiewają do swojego patrona: „naucz nas, święty Marcinie, kochać bliźniego w tej łez dolinie”, 11 listopada celebrowano nie tylko odpust, ale też powrót parafialnej wspólnoty, która przez cztery wieki była jak żar pod popiołem. Nigdy nie zgasła.

Jeśli ktoś kiedyś zechce napisać powieść o małej wiosce, która wbrew historii, wojnom i biedzie, nie pozwoliła umrzeć własnej wspólnocie i Kościołowi, niech zacznie od słów Bogusława Waksmundzkiego, który mówi o Grywałdzie tak, jakby słuchał bicia jego serca od siedmiu wieków. – Zaczęło się od św. Kingi. Grywałd jest miejscowością, która została zasiedlona na prawie magdeburskim z polecenia sióstr klarysek – mówi. Być może jednymi z pierwszych mieszkańców byli osadnicy niemieccy ze Spisza i Śląska. To tłumaczyłoby nazwę wsi, oznaczającą tyle, co „Zielony Las”. Możliwe, że lokacja była pod koniec XIII wieku. Parafia powstała niewiele później. – W 1330 roku pleban z Grywałdu był świadkiem założenia Kamienicy, a w 1335 roku pleban Urban z Grywałdu założył Dębno Podhalańskie.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

E-BOOK DLA WSZYSTKICH SUBSKRYBENTÓW

ADWENTOWA SZKOŁA MODLITWY