Mało który święty został obdarzony tyloma nadzwyczajnymi darami na raz co ta drobniutka posturą, a wielka duchem i czynem józefitka rodem z Milówki.
W 30. rocznicę śmierci s. Otylii Sachy (1911-1995) siostry józefitki zorganizowały w swoim domu zakonnym w Tarnowie sesję poświęconą jej misji i życiu, zatytułowaną jej słowami: „Wielbiłam, kochałam, wynagradzałam”. Jeden z prelegentów, ks. infułat Adam Kokoszka, mówił do przybyłych, że mało który święty został przez Boga obdarzony tyloma nadzwyczajnymi darami na raz co s. Otylia. Zafascynowany lekturą dwóch książek o niej autorstwa s. Stefanii Jaworskiej, przekonywał, że słowo „fascynacja” właściwie jest za małe, by po ich przeczytaniu oddać swoje zauroczenie życiem i duchowością s. Otylii. - Trudno pozostać tylko czytelnikiem tych książek - wyznał.
Jeden z prelegentów, ks. infułat Adam Kokoszka, mówił do przybyłych, że mało który święty został przez Boga obdarzony tyloma nadzwyczajnymi darami naraz co s. Otylia Sacha.
arch. Zgromadzenia Sióstr św. Józefa w Tarnowie
Wydarzenie, które rozpoczęło się Mszą św., zgromadziło wielu świadków jej życia, m.in. z Zakliczyna i Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie posługiwała. Wzięło w nim udział 12 kapłanów, m.in. księża proboszczowie z Wojnicza i Porąbki Uszewskiej, wiele sióstr, także osoby z Milówki, Grabna i okolic, Tarnowa czy Krakowa. Łącznie ok. 150 osób. Sesja składała się z dwóch części: wykładowej oraz świadectw. Pierwszą poprowadziła s. Oktawia Górka - przewodnicząca Komisji ds. Rozkrzewiania Pamięci o S.M. Otylii Sacha. Oprócz ks. infułata Adama Kokoszki o wyjątkowej józefitce i czasach, w których wzrastała, opowiedzieli s. Stefania Jaworska, dzięki której tak wiele o s. Otylii dziś wiemy, oraz ks. prof. Janusz Królikowski.
Wydarzenie rozpoczęło się Mszą św. pod przewodnictwem ks. infułata Adama Kokoszki, obok w koncelebrze ks. prof. Janusz Królikowski (z lewej) i sercanin ks. Józef Gaweł (z prawej), który przed laty także pisał o s. Otylii.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość
Ks. infułat Adam Kokoszka był pełny podziwu dla zrodzonego już w dzieciństwie pragnienia świętości s. Otylii, bogactwa jej wewnętrznych przeżyć, mistycyzmu, charyzmatu kontemplacji, zażyłości i całkowitego zanurzenia się w Sercu Bożym, a co warto zauważyć - nie tylko data prowadzonych przez nią pierwszych zapisów słów, jakie kieruje do niej Pan Jezus, pokrywa się z datą spisywania „Dzienniczka” przez s. Faustynę, ale też ich klimat jest bardzo podobny. Mało tego, Pan Jezus mówił s. Otylii o s. Faustynie. Ta wyjątkowa józefitka miała przy tym także zdolność przenikania dusz ludzkich, wizje przyszłości, rozmawiała z duszami zmarłych, odczuwała fizycznie obecność Szatana, który bał się jej modlitwy. Ksiądz infułat mówił także o jej mistycznych zaślubinach z Chrystusem, a także o tym, z jakim oddaniem troszczyła się o chorych, cierpiących, opuszczonych, oddalonych od Boga, nazywając ją samarytanką, aniołem dobroci, polską Matką Teresą z Kalkuty, ukrytą perłą zgromadzenia.
Przenikającej ją Bożej obecności doświadczyła już w 4. roku życia. Tęskniła za tym doświadczeniem i szukała go potem wiele razy w swoim życiu. Mając kilkanaście lat, poszła na piechotę ze swojej rodzinnej Milówki do kościoła w Porąbce Uszewskiej, żeby świadomie rozeznać swoje powołanie. - Kiedy weszła do kościoła, uklękła, żeby jak inni się modlić, i wtedy usłyszała: „Nie dla ciebie życie małżeńskie. Ty wstąp do klasztoru Oblubieńca mego”. Głos był tak realny i wyraźny, że zaczęła się rozglądać, kto tak głośno w kościele mówi. Zobaczyła, że wszyscy w są skupieniu, więc dalej się modliła i znów usłyszała to samo: „Ty wstąp do klasztoru Oblubieńca mego” - opowiada s. Karmela Pasieczna, która także należy do powołanej przez zgromadzenie Komisji ds. Rozkrzewiania Pamięci o S.M. Otylii Sacha.
- Głupio się jej zrobiło, że inni są skupieni, a ona się tak kręci, ale kiedy trzeci raz usłyszała to samo, wtedy zrozumiała, że to są słowa Maryi, która wskazuje jej na św. Józefa. Wiedziała, że jest cudowny obraz świętego u sióstr benedyktynek w Krakowie, więc pomyślała, że to tam ją Maryja zaprasza. Napisała do sióstr, ale one odpisały jej, że jest za młoda. „Przyjdź, jak skończysz 18 lat”. Ale któregoś dnia, kiedy wychodziła ze swojego parafialnego kościoła, podeszła do niej kobieta z pytaniem, czy nie chciałaby wstąpić do klasztoru, bo ona ma siostrę rodzoną w klasztorze św. Józefa. Nie miała wątpliwości, że to znak. Od razu zdecydowała się na wstąpienie do naszego zgromadzenia we Lwowie. Miała wtedy 16 lat - kontynuuje opowieść s. Karmela.
Mimo że s. Otylia zmarła 30 lat temu i s. Karmela nie miała możliwości poznać jej osobiście, to łączy je wielka zażyłość. Poznała ją już kilkanaście lat temu. Sama na co dzień doświadcza wstawiennictwa i prowadzenia s. Otylii. Docierając do świadków jej życia, przekonuje się, że jej przykład miał ogromny wpływ na to, jak te rodziny dziś żyją. Mimo że wielu z nich to już starsze osoby, dla których niemałym trudem był przyjazd do Tarnowa, albo mówili wcześniej, że nie będą mogli dotrzeć ze względu na opiekę nad chorym bratem czy siostrą, to jednak jakimś cudem przyjechali na sesję albo nagrali swoje wspomnienie, albo wysłali kogoś z rodziny w zastępstwie. Dla s. Otylii.
W wydarzeniu wzięło udział bardzo wiele osób, które pamiętają s. Otylię, m.in. z Zakliczyna i z Ostrowca Świętokrzyskiego. Z tego ostatniego przyjechało do Tarnowa blisko 20 osób.
arch. Zgromadzenia Sióstr św. Józefa w Tarnowie
Słuchając świadectw tych ludzi, trudno oprzeć się myśli, że Sercem Jezusa dla ludzi się stała, by do Niego przyprowadzać każdego spotkanego człowieka. Zdobywała ich dla Boga uśmiechem, zwyczajną rozmową, pomocą, płynącym od niej pokojem, troską o tych, którymi nikt już nie chciał się zająć. Podejmowała w ich intencji wyrzeczenia i ofiary, mimo że sama chorowała na gruźlicę od 20. roku życia. Siłę i motywację odnajdywała w krzyżu Chrystusa, Eucharystii, adoracji, pokucie. Całkowicie, szczerze i wiernie Jezusa kochała.
Dzięki s. Stefanii Jaworskiej zgromadzenie posiada rękopis s. Otylii, w którym ona opisuje swoje przeżycia i duchową drogę, a także 150 świadectw zebranych po jej śmierci w Zakliczynie i Ostrowcu Świętokrzyskim od osób, które ją znały.
arch. Zgromadzenia Sióstr św. Józefa w Tarnowie
O tym, dlaczego warto poznać s. Otylię i się z nią zaprzyjaźnić, mówiła z kolei s. Stefania Jaworska, dzięki której tak wiele wiemy o tej drobniutkiej posturą, a wielkiej duchem i czynem józefitce. Dzięki niej zgromadzenie posiada rękopis s. Otylii, w którym ona opisuje swoje przeżycia i to, jak Jezus ją prowadził. Siostra Stefania Jaworska pełniła rolę przełożonej zgromadzenia, kiedy s. Otylia była już emerytką. To ona poprosiła ją, by opisała swoją duchową drogę. Pierwsze takie zapisy s. Otylia prowadziła 50 lat wcześniej na polecenie ówczesnej matki Pauliny, ale po jej śmierci zaprzestała pisanie. Zapisy jej przeżyć z młodości zaginęły w czasie wojny. Zachował się jedynie mały notes ze słowami, jakie Pan Jezus kierował do niej w początkach życia zakonnego. Po 50-letniej przerwie, mimo że już słabiutka, ale z niezwykłą trzeźwością umysłu starannym odręcznym pismem zapisała 375 zeszytowych stron wspomnień, mówiąc, że to zaledwie okruchy jej przeżyć.
Po śmierci s. Otylii, posługująca razem z nią w Zakliczynie i Ostrowcu s. Kazimiera z inicjatywy s. Stefanii zebrała około 150 świadectw od osób, które ją znały. Dziś świadków i świadectw przybywa. Niektórzy w domach do dziś mają jej zdjęcia, bo - używając chociażby tytułów książek inspirowanych jej życiem - była niezwyczajna w zwyczajności, pokorna, zatopiona w Bogu, w jej duszy toczył się z Nim dialog miłości, a ona okazywała Mu ją w każdym napotkanym człowieku. Nie zmarnowała ani jednej chwili, by świadczyć o Bożym Sercu.
Tytuły trzech książek o s. Otylii wydanych w 2024 roku. Nakład pierwszej, najobszerniejszej jej biografii "Niezwyczajna w zwyczajności" autorstwa s. Stefanii, już się wyczerpał.
arch. Zgromadzenia Sióstr św. Józefa w Tarnowie
Każdy, kto znał s. Otylię, posiada jakieś pamiątki z nią związane lub prywatnie modli się za jej wstawiennictwem, proszony jest o kontakt z siostrami józefitkami w Tarnowie przy ul. Mościckiego 34.