Kiedy po tragicznym wypadku lekarze nie dawali Maciejowi żadnych szans, jego żona i znajomi zawierzyli go Matce Bożej z Guadalupe. Miłość i ufność pokonały śmierć, a personel medyczny wprost uznał powrót do zdrowia za niewytłumaczalny.
Był to 12 sierpnia bieżącego roku. Policja tarnowska informowała o zdarzeniu drogowym w lakonicznym komunikacie w następujący sposób:
12 sierpnia, około godziny 11:00 w miejscowości Zgłobice (gm. Tarnów) doszło do poważnego wypadku drogowego z udziałem samochodu osobowego i motocykla. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący samochodem osobowym, 25-letni mieszkaniec woj. świętokrzyskiego, poruszając się prawym pasem w kierunku Wojnicza, na wysokości tzw. „zawrotki” zjechał w stronę lewej krawędzi jezdni, gdzie zderzył się z motocyklem. W wyniku zdarzenia 48-letni motocyklista oraz jego 15-letni pasażer (mieszkańcy pow. brzeskiego) doznali poważnych obrażeń i zostali przetransportowani do Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie. Stan kierującego jest ciężki, natomiast nastolatek znajduje się w stanie stabilnym i pozostaje na obserwacji.
Mąż Zofii, Maciej, wracał z synem na motocyklu z Tarnowa. Wypadek był niezwykle groźny, a obrażenia rozległe. – Sytuacja była bardzo tragiczna, od razu trafił na intensywną terapię – wspomina Zofia. Zostały złamane zatoki nosowe, krew toczyła się do gardła, kłopoty z oddychaniem. – Były stłuczenia płatów czołowych, oprócz tego złamana łopatka, złamany mostek, złamane żebra, stłuczone płuca, pęknięte jedno płuco, była odma. Tych obrażeń było bardzo dużo. Oprócz tego twarz: 12 kości czaszki było pękniętych i przemieszczonych, to jeszcze cała prawa strona, ręka, przedramię było złamane i z przemieszczeniami – relacjonuje Zofia. Stan był bardzo ciężki, było zagrożenie życia. – I tak naprawdę lekarze nie dawali szans życia – mówi Zofia, dodając, że mąż otrzymał również ostatnie namaszczenie. Mimo grozy sytuacji, syn jadący z ojcem ocalał. – Mojemu synowi nie stało się nic. To też naprawdę jest cud, bo nawet naprawdę żadnej kości nie miał złamanej – podkreśla kobieta.
Nowa Jastrząbka. Świadectwo ZofiiW obliczu diagnozy, która nie dawała nadziei, Zofia postanowiła szukać ratunku w wierze, przypominając sobie o wstawiennictwie Matki Bożej. – Czułam, że ja po ludzku, nie jestem w stanie tego objąć swoim rozumem, ani po prostu nie da się tego samemu rozwiązać – wyznaje Zofia. – Od razu przyszło mi na myśl, żeby prosić o zdrowie Boga, bo w Nim była jedyna nadzieja – dodaje.
Tymczasem Joanna, pielęgniarka z Limanowej, która nie znała wcześniej rodziny, dostała SMS z prośbą od szwagierki Zofii, Urszuli, tej treści: „Pani Asiu, proszę o modlitwę za Macieja, który miał wczoraj ciężki wypadek na motorze. Stan krytyczny. Leży na intensywnej terapii w Tarnowie”.
– Miałam jakieś ogromne poruszenie w sercu, że musimy się tam znaleźć dzisiaj na tej intensywnej terapii – opowiada Joanna. Kierowała się ewangelicznym przesłaniem, które tego dnia mocno w niej rezonowało: – Zobaczyłam, co dzisiaj Jezus mówi w swoim słowie. A tam było: „gdzie dwa lub trzej gromadzą się w imię moje, tam ja jestem pośród nich” – wspomina swoje duchowe przeżycia Joanna.
Gdy Joanna dotarła do szpitala, po ludzku, ale i z pielęgniarskiego doświadczenia, oceniła stan Macieja jako beznadziejny. – Miałam taką świadomość, kiedy go zobaczyłam, że nie żyje. Pytałam Pana Boga, po co tu przyjechałyśmy w takim razie – przyznaje szczerze pielęgniarka. Mimo to, kobiety nie poddały się rozpaczy, lecz oparły się na wierze. Do Macieja weszło, jakoś cudem, 9 osób na wspólną modlitwę. Macieja okryły płaszczem Matki Bożej z Guadelupe, przez Jej wstawiennictwo modliły się do Boga, prosząc o cud.
Rozpoczęła się walka duchowa. Joanna modliła się słowami, które sama ledwo rozumiała. – Cały czas w moim sercu brzmiały takie słowa „Boże, wskrześ go” – relacjonuje. – Widzę śmierć, a wierzę, że Bóg może Maćka wskrzesić – opowiada. Rodzina i przyjaciele podjęli m.in. siedmiodniowe Jerycho Różańcowe. W piątym dniu stało się to, co medycznie było niemożliwe. – „Maciek się obudził, jest w pełni logiczny i przytomny. Chwała Panu! To cud!” – Joanna cytuje treść otrzymanej wiadomości od Urszuli. Lekarze również nie kryli zdumienia nagłym zwrotem akcji. – Pani doktor z intensywnej terapii powiedziała: „proszę państwa, to jest cud” – potwierdza Joanna.
Kiedy Zofia z Joanną spotkały się pierwszy raz w szpitalu nie poddały się rozpaczy. Joanna przekazała Zofii kluczowe przesłanie. – Dwa słowa, które wypowiedziała, to były miłość i ufność – wspomina Zofia. – Ja tak bardzo się chwyciłam tych słów, że to była po prostu moja nadzieja – dodaje. Świadectw miłości było więcej. Zofia nie mogła zrozumieć na początku, dlaczego ktoś, kto jej, ani męża nie znał, bezinteresownie przemierza dziesiątki kilometrów, by służyć swoją modlitwą. 13 sierpnia w Czchowie, skąd pochodzi rodzina Zofii, było nabożeństwo ku czci MB Fatimskiej. Tłumy ludzi, mimo wakacji, wielu z nich przyszło specjalnie modlić się o życie dla Macieja. Miłość i ufność nie zawiodły.
Świadectwo Zofia z Joanną wygłosiły w kościele pw. MB z Guadalupe w Nowej Jastrząbce. Obecna była cała rodzina Zofii, z Maciejem, po którym nie było widać, że tak niedawno jeszcze walczył o życie. - Próbujemy tym świadectwem po prostu oddać chwałę Bogu. Przez wstawiennictwo Matki Bożej z Guadalupe spodobało się Bogu przywrócić Maćka do życia na nowo. Tylko Jemu chcemy oddać chwałę przez to świadectwo – tłumaczyła Joanna.
– Myślę, że świadectwo, które słyszeliśmy, jest znakiem tego, że Maryja jest ciągle obecna pośród nas, wyprasza nam potrzebne łaski – podsumowuje ks. Stanisław Łątka, proboszcz parafii Nowa Jastrząbka.