W parafii pw. Narodzenia św. Jana Chrzciciele w Brzeźnicy koło Dębicy tradycja kolędowania misyjnego nie tylko przetrwała próbę czasu, ale rozkwita z nową siłą.
W tym roku ponad setka dzieci i młodzieży zamiast wybrać wygodę, ruszyła na kilkukilometrowe trasy, by nieść światło nadziei i realną pomoc rówieśnikom z krajów misyjnych.
Tradycyjnie 26 grudnia, w święto św. Szczepana, w parafiach diecezji tarnowskiej odbyło się uroczyste posłanie kolędników misyjnych. W Brzeźnicy wydarzenie to miało szczególny wymiar – do domów wyruszy kolejnego dnia po posłaniu aż 20 grup kolędniczych. W sumie to ponad 100 osób, w tym uczniowie szkół podstawowych, młodzież ze szkół średnich oraz oddani sprawie opiekunowie.
Brzeźnica koło Dębicy. Obrzęd posłania kolędników misyjnych.Szkoła wiary i relacji
Dla proboszcza parafii, ks. Mariusza Maziarki, kolędowanie to coś więcej niż zbiórka pieniędzy. To konkretna lekcja wiary i wrażliwości. Po okresie pandemii, gdy formy kolędowania były ograniczone, duszpasterz zapytał dzieci o zdanie: czy wolą wystawić scenkę w kościele i zbierać do skarbonki, czy wrócić na drogi parafii, w rejony i odwiedzać rodziny w domach? – Dzieci wybrały tę formę, która bardziej odpowiada ich wrażliwości, czyli spotkanie i relacje. Tylko cztery grupy były za kościołem, a aż 14 chciało iść do ludzi. Cieszę się, że im się chce, że idą. To daje ogromną radość i satysfakcję – podkreśla ks. Maziarka.
Proboszcz ma doświadczenie misyjne – przez osiem lat pracował w Peru, posługiwał również w Niemczech. Doskonale pamięta, jak fundusze od kolędników pomagały w realnych działaniach, np. przy druku Pisma Świętego dla dzieci w Ameryce Południowej. W Niemczech, jak wspomina, kolędowanie jest „świętością” – nawet jeśli w wiosce nie ma dzieci, kolędę prowadzą dorośli. To jest też sprawa narodowa. Zawsze kolędnicy misyjni odwiedzają kanclerza Niemiec.
Brzeźnica koło Dębicy. Jedna z grup zaprezentowała po obrzędzie posłania tegoroczną scenkę misyjną. Gość Tarnowski„Bo my jesteśmy misjonarzami, naprawdę!”
Głównymi bohaterami akcji są jednak dzieci. 11-letnia Ala Wyzina oraz 13-letnia Amelia Ferenc z zapałem opowiadają o swojej motywacji. – Parę lat temu byłam Maryją, teraz aniołem. Zawsze jest tak samo fajnie – mówi Ala. Na pytanie o trudny grudniowy klimat i zmęczenie, dzieci tylko zaprzeczają. – Właśnie fajne jest to, że idziemy razem, że życzliwie nas przyjmują i że możemy coś dobrego zrobić dla dzieci z innych krajów. Mamy taką świadomość, że dzieje się dzięki temu dużo dobra – dodaje Amelia. Ala z przekonaniem dodaje: – Bo my jesteśmy misjonarzami, naprawdę!
Tegoroczne hasło akcji „Jezu, Ty jesteś światłością świata” znalazło odzwierciedlenie w przygotowanych scenkach. Dzieci niosą do domów nie tylko śpiew, ale i przesłanie nadziei, przypominając o dzieciach z Azji, które w tym roku są szczególnym celem pomocy.
Wspólnota pokoleń
Niezwykle budujące jest zaangażowanie starszej młodzieży. Choć teoretycznie w wieku buntu powinni „odpadać”, w Brzeźnicy uczniowie szkół średnich wciąż tworzą własne grupy. Część z nich kolęduje od czasów podstawówki i po prostu nie chce przestać. Sukces akcji to także zasługa opiekunów, takich jak np. Patrycja Żuchowska, która w tym roku wyruszyła na trasę co prawda po raz pierwszy, towarzysząc swojej córce, ale rozumie wagę tego wydarzenia i własnej decyzji. – To, że dzieci robią coś bezinteresownego, jest bardzo ważne. Myślę, że udział rodziców też jest wychowawczy – pokazujemy, że robienie dobrych rzeczy to nasze wspólne zadanie, a nie tylko „obowiązek” dzieci – tłumaczy pani Patrycja. Sama jako dziecko kolędowała i teraz chce przekazać tę pałeczkę dalej.
Finał
Trud kolędowania znajduje swój radosny finał na plebanii. To tam, przy gorącej herbacie i setkach parówek (proboszcz przygotował ich aż 380!), dzieci jutro odpoczną i podzielą się ze sobą wrażeniami. – Wracają zmęczone, ale widać, że dobrze się czują w swoim towarzystwie, nie mogą się wręcz rozstać. To jest bardzo budujące – podsumowuje ks. Mariusz.
W przygotowaniach pomaga s. Barbara Smoła, służebniczka dębicka, która uczy małych misjonarzy, że pomaganie nie zna granic, a wielka misja zaczyna się od zapukania do sąsiednich drzwi. Dzięki ich zaangażowaniu światło nadziei z Brzeźnicy dociera znacznie dalej, niż sięga wzrok.