Jeszcze tylko w Niedzielę Słowa Bożego będzie można zobaczyć w mościckim kościele misterium radosnej drogi Różańca, czyli... "(Nie)znane jasełka".
Kurtyna, wielość plansz, stanowiących trzy rzędy różnorodnych scenografii, obrazujących Nazaret, Betlejem, domy gospodarzy, którzy Maryi i Józefa nie przyjęli, szałas pasterzy, pałac Heroda, świątynię jerozolimską. Wszystko tak przygotowane, by można było dekorację ustawić i usunąć w mniej niż pół godziny.
- Rozwiązanie scenograficzne wymogła na nas konieczność szybkiego jej ustawienia i usunięcia tak, by zdążyć ją rozstawić po Mszy św. i kościół szybko przygotować po spektaklu na kolejną. Wszystkie scenerie są dynamiczne, na kółkach, przewożone, a wszystko po to, by mogły nas wprowadzić w nastrój miejsc, w których rozgrywają się poszczególne sceny naszego misterium radosnej drogi Różańca, które zatytułowaliśmy „(Nie)znane jasełka” - wyjaśnia spiritus movens całego przedsięwzięcia ks. Bogdan Mikołajczyk, wikariusz w Tarnowie-Mościcach, autor scenariusza, scenografii oraz reżyser „(Nie)znanych jasełek”.
On także zadbał o większość strojów dla aktorów, profesjonalne nagłośnienie, na które złożyło się kilkanaście albo i więcej mikroportów i mikrofonów. Dynamiczne są nie tylko dekoracyjne plansze, ale i całe misterium. Tu wszystko dzieje się sprawnie jak w filmie, by w niemal półtorej godziny móc opowiedzieć jak najwięcej. W tym tkwi też tajemniczość owego tytułu „(Nie)znanych jasełek”, gdyż jasełka zwykle ukazują jedynie czas narodzenia Jezusa, a tu wszystko zaczyna się od zwiastowania Maryi, że zostanie Matką Syna Bożego, a kończy w chwili, kiedy Jezus ma już 30 lat i opuszcza Nazaret. Pokazane to jest wymowną sceną nawiązującą do znanego obrazu „Pożegnanie z Nazaretem”. Wszystko dopełnia piękna muzyka i śpiew aktorów, bo momentami to „filmowe” misterium przeradza się w musical. Wzrusza, wzbudza podziw, stwarza przestrzeń do przemyśleń. Posłuchajcie jednego z utworów:
"(Nie)znane jasełka" - NoelMisterium chwali miejscowy proboszcz ks. prał. Jacek Nowak. - Spektakl jest niezwykły, bo zrobiony z ogromnym rozmachem, z dbałością o szczegóły i z dbałością o wierność Ewangelii, o wierność Biblii, co jest bardzo ważne. Ks. Bogdan, który jest też autorem scenariusza, oparł go na tekstach biblijnych. To są teksty z Pisma Świętego i aktorzy mówią Pismem Świętym. Widać, jak się tym modlą, że te słowa, które wypowiadają, nie są tylko odgrywane. To walor tego misterium, bo tak trzeba te jasełka nazwać - mówi proboszcz.
W całe to przedsięwzięcie zaangażowanych jest ponad 40 aktorów w różnym wieku, od seniorów po przedszkolaków, nie tylko z mościckiej parafii, ale także Zbylitowskiej Góry, Rudki czy Woli Radłowskiej. - Duch Święty to sprawił, że w takim gronie się tutaj spotkaliśmy. Pokazana przez nas historia, mimo że nam doskonale znana, to jednak ciągle wpływa na nas, kształtuje nas duchowo, wzbogaca, obdarowujemy się tym nawzajem, co przeżywamy, co jest w nas - mówi Sylwia Nalezińska, która zagrała w misterium rolę jednej z żydowskich kobiet.
Działaniem Ducha Świętego jest, jak mówią aktorzy, także atmosfera, jaka wśród nich panowała podczas prób. - Choć zaczynały się i kończyły bardzo późno, w ogóle nie czułam zmęczenia, ale radość. Cały czas chodzę uśmiechnięta, bo wszyscy są tu życzliwi, serdeczni i szczęśliwi. Mam tu własnych szoferów, którzy kłócą się o to, kto ma mnie odwieźć do domu. Ta atmosfera wśród nas jest naprawdę niesamowita. Jakby celem, dla którego tutaj się spotkaliśmy, nie było samo przedstawienie, ale ta droga, jaką przebyliśmy, żeby je zrobić, ten proces tworzenia tych relacji między nami. To jest dla mnie niesamowite. Naprawdę. Poza tym ks. Bogdan tak dobrał każdemu z nas role, że nie wyobrażam sobie, by ktoś miał być w innej - mówi Emilka, licealistka, która zagrała rolę Maryi, będąc niemal w Jej wieku.
Rola Józefa przypadła Jarkowi z Woli Radłowskiej. - Nie jestem z tej parafii. Pochodzę ze Szczucina, a teraz mieszkam w Woli Radłowskiej. Koleżanka z pracy była na pielgrzymce rowerowej z grupą z Tarnowa i tak poznała ks. Bogdana, ona pierwsza się zgłosiła do występu. Kiedyś w pracy zapytała, czy chciałbym wziąć udział w tym udział, a ja od razu powiedziałem, że pewnie. Zrobiła mi zdjęcie, wysłała księdzu, a on odpisał, że pasuję na Józefa i tak nim zostałem - opowiada Jarek.
Dla niego ten czas to jak sentymentalna podróż do młodzieńczych lat, kiedy występował w szkolnych teatrach, wtedy też jasełkowych spektaklach. Ze sceną jest oswojony również jako były gitarzysta i wokalista rockowego zespołu. - To przedsięwzięcie skłania jednak i do przemyśleń, te jasełka rzeczywiście dają ku temu przestrzeń, bo droga Świętej Rodziny nie kończy się w betlejemskiej szopce, ale tutaj możemy śledzić kolejne etapy dorastania i dojrzewania Jezusa. To jest atut, potwierdzony także opinią znajomych, którzy byli na pierwszym występie i mówili, że nie spodziewali się tego, a były też osoby, które uroniły łezkę - mówi sceniczny Józef.
„(Nie)znane jasełka” miały swoją premierę 11 stycznia. Kolejny spektakl odbył się 18 stycznia. Zobaczyć je można jeszcze w najbliższą Niedzielę Słowa Bożego 25 stycznia w mościckim kościele o godz. 14.