Marcinkowice uczciły 85. rocznicę śmierci powstańca styczniowego, oficera żuawów papieża Piusa IX, rycerza Braci Białych Krzyżowców Sahary, autora dzieł religijnych i filozoficznych, odznaczonego Krzyżami: Virtuti Militari, Fidei et Virtuti, Walecznych, Niepodległości i św. Sylwestra. Dla niego najistotniejszym był tytuł Sodalis Marianus.
Mowa o Adamie Morawskim herbu Dąbrowa. - To człowiek wielkiej wiary, czciciel Matki Najświętszej, kochał Polskę i Kościół, stawał w obronie każdego pokrzywdzonego człowieka. Potrafił pójść pieszo z Francji do Włoch, by utworzyć tam armię broniącą papieża Piusa IX, tzw. żuawów papieskich, ale też walczył w Afryce z handlem ludźmi, którego dopuszczali się Arabowie, sprzedający miejscową ludność jako niewolników do Ameryki - mówi ks. prał. Józef Babicz, emerytowany proboszcz, który zafascynowany jest historią życia Adama Morawskiego z Marcinkowic. - Na Sądecczyźnie, w miasteczkach i miastach, powinny być ulice jego imienia, w Marcinkowicach winien doczekać się pomnika, bo to niezwykły człowiek, być może nawet kandydat na błogosławionego, a co najmniej wolą ludu Bożego mógłby zostać ogłoszony sługą Bożym. Takie wrażenie odniosłem, poznając jego życiorys, czytając jego książki - podkreśla kapłan.
Adam Morawski - jego zdjęcie umieszczone na nowej tablicy nagrobnej.
Beata Malec-Suwara /Foto Gość
To właśnie ks. prał. Józef Babicz 7 lutego przewodniczył Mszy św. w intencji bohatera tej ziemi w 85. rocznicę jego śmierci. Odbyła się w kaplicy dworskiej w Marcinkowicach. Po niej przy tablicy upamiętniającej powstańca styczniowego uczestnicy uroczystości złożyli kwiaty i znicze. Następnie wszyscy udali się do pobliskiego dworu, gdzie Adam Morawski mieszkał od 1921 roku. Tam można było obejrzeć wiele pamiątek zgromadzonych po nim i jego rodzinie - rękopisów, książek, dokumentów, zdjęć, mebli. O Adamie Morawskim, powstaniach i ich przejawach na Sądecczyźnie opowiedział zebranym Bogdan Potoniec z Nowego Sącza, autor książki o powstańcach styczniowych z Sądecczyzny.
Spotkanie poświęcone Adamowi Morawskiemu w 85. rocznicę jego śmierci rozpoczęło się Mszą św. w kaplicy dworskiej w Marcinkowicach. Sprawował ją ks. prał. Józef Babicz, zafascynowany jego życiem i pismami, które po sobie pozostawił. Inicjatorem wydarzenia był Andrzej Piszczek (z lewej), prezes Stowarzyszenia "Parafiak" z Marcinkowic.
Beata Malec-Suwara Foto Gość
Wydarzenie to zainicjowało Rok Pamięci Adama Morawskiego w gminie Chełmiec. Zorganizował je Andrzej Piszczek, prezes Stowarzyszenia Parafiak z Marcinkowic, należący także do Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa. - Do Bractwa Serca Jezusowego należał i Adam Morawski - przypomina pan Andrzej, tyleż samo zafascynowany postacią bohatera związanego z Marcinkowicami, co ksiądz prałat Józef Babicz.
Chciałby, aby muzeum pamiątek po Morawskich, jakie stworzył w pałacyku przed laty nieżyjący już nauczyciel Józef Gościej, badacz regionalnej historii, stało się bardziej dostępne dla chętnych je obejrzeć, było otwarte dla zwiedzających choćby i raz w tygodniu. Przypomina, że wiele mebli będących dzisiaj częścią ekspozycji, uratował przed zniszczeniem i odrestaurował z własnych środków ks. prał. Józef Babicz. Sam zresztą w czasie spotkania opowiadał o tym, jacy znamienici goście zasiadali za znajdującym się tu stołem, m.in. Józef Piłsudski, którego Adam Morawski witał w Marcinkowicach, kiedy ten przyjechał odwiedzić groby legionistów poległych tu w czasie bitwy pod Marcinkowicami podczas I wojny światowej.
Ks. prał. Józef Babicz opowiada zebranym o znamienitych gościach, którzy zasiadali przy tym stole. To m.in. Józef Piłsudski, którego gościł w marcinkowickim dworze Adam Morawski. To jemu dedykowano to spotkanie.
Beata Malec-Suwara /Foto Gość
- Adam Morawski czuł się tym zaszczycony - zauważa ksiądz prałat. - Przyjaźnił się też z Sanguszkami i zaglądał do nich czasem. Jedna Sanguszkówna zakochała się w nim z wzajemnością, ale z jakiejś przyczyny nie mogli wziąć ślubu. Zdaje się, że rodzice im na to nie zezwolili. Wtedy ona poszła do zakonu, a on wstąpił do zmartwychwstańców we Włoszech, ale znalazła się kobieta, która sprawiła, że klasztor opuścił. Jak to ujęła kiedyś w rozmowie ze mną jego praprawnuczka, która mieszka w Warszawie, przez kobietę do zakonu wstąpił i z powodu kobiety z niego wystąpił. Nigdy nie przestał być prawym człowiekiem. Kochał też Matkę Najświętszą. Ze wszystkich tytułów najbardziej cenił sobie przynależność do Sodalicji Mariańskiej. Pod każdym pismem, listem, dokumentem do swojego imienia i nazwiska dopisywał "Sodalis Marianus" - zauważa ks. Józef.
W czasie kazania przywołał fragment jego książki, epilogu, uznając go za jego swoisty testament - list do nas, przepełniony miłością do Maryi i troską o naszą ojczyznę.
Kochajmy, kochajmy Maryję, bo za Jej przyczyną tylko i wtedy tylko Ojczyzna nasza zmartwychwstanie, jeżeli my, nowe pokolenie i lud nawrócą się, jeżeli wychowanie będzie w duchu Bożym i w miłości wzajemnej, jeżeli w całej Polsce zakwitnie na nowo chwała Maryi, nie tylko w domu i w Kościele, ale i w życiu publicznym. Nie w mieczu i w skarbach, ale w krzyżu i Maryi nadzieja nasza i zwycięstwo nasze. Poprawmy się, bo siła nieprzyjaciół naszych jest w grzechach naszych. Czym prędzej się poprawimy, tym prędzej ojczyzna nasza szczęśliwą i wolną zostanie, a moc naszych wrogów, którą dana im została tylko na ukaranie nasze, stopnieje jako śnieg wiosenny pod promieniami słońca. Poprawmy się, poprawmy się i w żalu, skrusze i pokorze wołajmy: Królowo Korony Polskiej, módl się za nami, a Polska zmartwychwstanie. Świat z podziwem uzna w tem rękę Bożą, a my - miłość Maryi.
- czytał słowa Adama Morawskiego ks. prał. Józef Babicz.
Posłuchajcie:
Testament Adama MorawskiegoWięcej na ten temat napiszemy w papierowym, 8. numerze "Gościa Tarnowskiego", który ukaże się na niedzielę 22 lutego, ale do tematu jeszcze w tym roku wrócimy. Nie tylko z tego powodu, że poświęcono go pamięci tego bohatera, ale i z tej racji, że kaplica dworska, którą Morawscy wznieśli w Marcinkowicach, obchodzi w tym roku 100-lecie istnienia. A to niezwykłe miejsce. Andrzej Piszczek zauważa, że we wspomnieniach związanych z jej budową widać, że i wtedy - tak jak dziś - nie brakowało malkontentów, którzy podawali w wątpliwość zasadność jej wznoszenia. "Po co to robić, skoro ludzie zaraz przestaną w ogóle chodzić do kościoła?" - pytali. Minęło 100 lat i ciągle przychodzą, a wieszczących tego rychły koniec i dziś nie brakuje. Kaplica ta nawet przez dwa lata pełniła funkcję kościoła parafialnego.
Kaplica dworska także skrywa wiele ciekawych wątków. Sama wpisana jest do rejestru zabytków. W tym roku przypada 100-lecie jej istnienia.
Beata Malec-Suwara /Foto Gość