W Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym Caritas Diecezji Tarnowskiej w Grybowie odbyły się obchody Światowego Dnia Chorego.
Mszy św. 11 lutego w ZOL Caritas Diecezji Tarnowskiej przewodniczył biskup tarnowski Andrzej Jeż. Eucharystię koncelebrowali dyrektor diecezjalnej Caritas ks. prał. Zbigniew Pietruszka, proboszcz parafii grybowskiej ks. prał. Ryszard Sorota i dyrektor placówki ks. Krzysztof Pach.
W homilii bp Andrzej Jeż, nawiązując do objawień w Lourdes i biblijnych uzdrowień, nakreślił teologię cierpienia. Biskup podkreślił, że chory w Kościele i społeczeństwie pełni rolę szczególną - jest żywym przypomnieniem o kruchości, która wymaga miłości, a nie tylko technicznej obsługi medycznej.
- Jezus, przechodząc przez wioski i miasta, nie pytał jedynie o symptomy choroby. On patrzył w oczy, dotykał i przywracał godność. Dzisiaj, w świecie zdominowanym przez kult wydajności, musimy na nowo nauczyć się, że chory nie jest obciążeniem, ale darem, który uczy nas człowieczeństwa - przekonywał biskup.
Grybów. ZOL Caritas. Powitanie przez pacjentów ośrodka.Hierarcha zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo sprowadzenia opieki nad chorym wyłącznie do sfery biologicznej. - Możemy mieć najnowocześniejsze urządzenia, ale bez wrażliwości serca pracownika, który w chorym widzi swojego ojca, matkę czy dziadka, opieka ta będzie niepełna. Miłość i nadzieja stanowią pierwsze, podstawowe i niezastąpione lekarstwo dla każdego człowieka - mówił bp Jeż. Wyraził przy tym wdzięczność rodzinom, które mimo trudów, decydują się na osobistą opiekę nad bliskimi w domach, nazywając ich „cichymi bohaterami wiary”.
Grybów. ZOL Caritas. Światowy Dzień Chorego. Kazanie bp. Andrzeja JeżaDyrektor ośrodka, ks. Krzysztof Pach przekonuje, choć ludzie zdrowi mogą mieć wrażenie odmienne, że pacjenci ZOL, i życie w ośrodku na poziomie życia wewnętrznego nie różni się od życia poza ośrodkiem. - Nasi pacjenci są dokładnie tacy sami jak my. Owszem, obarczeni pewnie bardziej bólem i cierpieniem, z trochę innymi problemami, ale w niczym nie różnią się co do godności i wartości. Wartość człowieka tkwi w czymś więcej niż w tym, co może zrobić, jak zapracować czy ile zarobić - tłumaczy ks. Pach. W ośrodku przebywa całodobowo 80 pacjentów. Zdecydowana większość jest przykuta do swoich łóżek.
Dyrektor zaznacza, że choć dla świata zewnętrznego takie miejsca kojarzą się wyłącznie z chorobą, to wewnątrz toczy się normalne życie. - Tu budują się głębokie więzi. Nasi pracownicy często mają własne doświadczenia opieki nad starszymi rodzicami i tę wrażliwość przenoszą na oddział. To sprawia, że pacjent czuje się u nas jak w domu, a nie w sterylnym, obcym szpitalu - mówi dyrektor.
Grybów. ZOL Caritas. Udzielanie sakaramentu chorychDla pani Władysławy Święs, która w placówce przebywa już pięć lat, jesień życia w ośrodku Caritas - gdzie jest z konieczności, bo wymaga całodobowej opieki - okazała się odpowiedzią na jej duchowe pragnienia. Mimo sędziwego wieku i problemów zdrowotnych, tryska wdzięcznością za codzienną opiekę. - Bardzo jestem zadowolona, że jestem tutaj, naprawdę. Tu wszystko jest tak, jak trzeba - opieka, dyżury, dosłownie wszystko. Ja pragnęłam kiedyś iść do klasztoru, ale nie było możliwości. A teraz jestem zadowolona, bo tu jest pod okazją tak jak w klasztorze. Jest kaplica, są wspólne modlitwy, a to są dla osoby starszej rzeczy najważniejsze - opowiada pani Władysława.
Pacjentka podkreśla również niezwykłą kulturę osobistą personelu. - Naprawdę tacy są grzeczni, opiekują się mną bardzo. Tu mam spokój, opiekę i modlitwę - dodaje z uśmiechem.
Niezwykłym dopełnieniem wspólnoty ośrodka są wolontariusze, tacy jak Emilia Mikulska z Ptaszkowej, uczennica liceum z Grybowa, i wielu innych. Jej obecność przy łóżkach chorych łamie stereotypy o młodym pokoleniu uciekającym od trudnych tematów.
- Przychodzę tutaj, żeby spędzić z paniami czas, żeby mogły poza tym życiem szpitalnym z kimś porozmawiać, po prostu się wygadać. To nie jest dla mnie strata czasu. Ja uważam, że ja też zyskuję przez to. Mogę nauczyć się czegoś od nich, słucham ich historii z życia, które bywają bardzo poruszające - tłumaczy Emilia. Młoda wolontariuszka zauważa, że kontakt z cierpieniem daje jej unikalną perspektywę na własne życie. - Ludzie często uciekają od takich miejsc, ale tutaj pielęgniarki i my, wolontariusze, staramy się to miejsce rozweselić. To uświadamia, że starość to naturalny etap. Dzięki temu nie ma się potem takiego szoku, że coś złego się dzieje, tylko już wiesz, co może cię czekać i możesz się na to przygotować. Poza tym żyje się inaczej wiedząc, że jest druga strona życia. Żyje się często dojrzalej, mądrzej - przekonuje licealistka.
Obchody zakończyły się apelem biskupa o budowanie „kultury czułości”. - Niech każda pomocna dłoń, każde dobre słowo i każda minuta poświęcona choremu będą naszym wspólnym dziękczynieniem za dar życia” - zakończył bp Andrzej Jeż, stawiając za wzór Najświętszą Maryję Pannę, która trwała przy cierpiącym Synu do samego końca, nigdy nie tracąc nadziei.