Reprezentacja Polski księży wczoraj w Lublinie po raz 10. sięgnęła po złoty medal Mistrzostw Europy Księży w Piłce Nożnej Halowej. W złotej drużynie grał ks. Krzysztof Iwanicki, jedyny reprezentant naszej diecezji w polskiej kadrze.
Sportowa droga ks. Krzysztofa nie zaczęła się w seminarium, ale znacznie wcześniej, w rodzinnych stronach, gdzie pasja do piłki kształtowała go od najmłodszych lat. - Ja od małolata grałem w piłkę, wiadomo, na osiedlu, potem gdzieś w klubie się grało, więc piłka zawsze była w moim życiu. Pochodzę z Krynicy, ale poważniej grałem w MKS Poprad Muszyna. Zacząłem bodajże trenować i grać od 6 klasy podstawówki aż do matury. W tym czasie występowałem, jeszcze jako junior, w rozgrywkach III ligi - opowiada ks. Krzysztof Iwanicki.
Ta solidna szkoła piłkarska z Muszyny zaprocentowała w Lublinie, choć w reprezentacji Polski tarnowski kapłan musiał porzucić rolę obrońcy, z której słynie w rozgrywkach krajowych, kiedy to na Mistrzostwach Polski w 2024 roku został nawet wybrany najlepszym obrońcą turnieju. W reprezentacji Polski gra z numerem 9 na plecach i stał się częścią ofensywnej machiny, która w fazie grupowej rozbiła Ukrainę 6:0, Kosowo 10:1 oraz Austrię 8:0, a w fazie pucharowej bez straty gola odprawiła Białoruś i w finale Chorwację 2:0.
18th EUROPEAN FUTSAL CHAMPIONSHIP OF CATHOLIC PRIESTS | Final- W kadrze mimo 9 na plecach gram na środku pomocy. Numer nie ma znaczenia. Nawet grając z tyłu miałem dziewiątkę. Teraz, na Mistrzostwach Europy, strzeliłem jednego gola w fazie grupowej - informuje. Gol w finale na 2:0 został także wypracowany przez ks. Iwanickiego. - Naszym atutem jako kadry jest to, że my jako jedyni gramy na dwie piątki. Zmieniamy się tak, że gramy po pięć minut - pierwsza piątka wchodzi, druga piątka pięć minut. Ja jestem w tej drugiej piątce, nazywanej „piątką zamojsko-lubaczowską” - przekonuje ks. Krzysztof Iwanicki.
W pierwszym roku w kadrze Polski od razu sięgnął po złoto.
arch. ks. Krzysztofa Iwanickiego.
Dlaczego jest jedynym reprezentantem diecezji tarnowskiej, w której wielu księży kopie nieźle w piłkę, czego owocem są i medale i niezłe miejsca w rozgrywkach krajowych? Reprezentacja Polski od lat opiera się na tzw. „starej gwardii” z dwóch diecezji: kieleckiej oraz zamojsko-lubaczowskiej. To one od lat dominują w Mistrzostwach Polski, a ich zawodnicy są ze sobą doskonale zgrani. - W Mistrzostwach Polski zwykle wygrywają na zmianę i z tych diecezji pochodzi większość księży w reprezentacji Polski. Są zgrani, po wynikach najlepsi, więc trudno im dobierać z innych diecezji - wyjaśnia ks. Krzysztof Iwanicki. Dostanie się do kadry to nie tylko kwestia talentu, ale też pokazania się, obserwacji. Ks. Krzysztof przyznaje, że był „pod lupą” selekcjonerów przez jakiś czas. - W Mistrzostwach Polski 2 lata temu przepytywali, czy bym w kadrze nie chciał zagrać. Obiecali się odezwać, nie zadzwonili. Po kolejnych mistrzostwach krajowych jednak już dostałem konkretną propozycję. Pierwszy raz pograłem z kadrą Polski jesienią 2025 roku w okresie przygotowań do Mistrzostw Europy - opowiada ks. Iwanicki.
Dla kapłana z Krynicy sport to coś więcej niż tylko wypracowane bramki i trofea. To przede wszystkim warsztat pracy nad sobą i sposób na skuteczne pełnienie obowiązków duszpasterskich, które na co dzień wypełniają jego grafik. - Dla mnie osobiście sport jest przede wszystkim aktywnym odpoczynkiem, a po drugie dbaniem o kondycję fizyczną. Dzięki temu mogę cały dzień pracować, jestem na nogach. Wstaję wcześnie rano, kościół, potem szkoła, wracam, spotkania. Cały dzień jestem na wysokich obrotach. Zamiast wieczorem wyciągnąć nogi to idę grać w piłkę i dzięki temu utrzymuję tę kondycję fizyczną, która pozwala mi pracować. Piłka ma też inne funkcje. Zdarza się, że pozwala na przełamanie pierwszych lodów, kiedy wiedzą, że gram, widzieli mnie gdzieś kopiącego piłkę to czasem wpływa na skracanie dystansu i służy też duszpasterstwu - mówi ks. Krzysztof Iwanicki.
Mistrzostwa Europy odbyły się w Lublinie. Podczas inauguracji w lubelskiej archikatedrze abp Stanisław Budzik, metropolita lubelski podkreślał jednoczącą rolę sportu w Kościele. - Sport uczy nas, jak rywalizować ze sobą z intensywnością, pasją i pragnieniem zwycięstwa, ale bez tracenia szacunku i przyjaźni. Na boisku są przeciwnicy, ale nie ma wrogów. Jedność nie oznacza jednolitości - jedność oznacza naukę tego, jak współpracować i podawać sobie piłkę. Dzisiaj, po prostu będąc tutaj razem, oferujecie inną wizję - wizję Kościoła synodalnego - przekonywał abp Stanisław Budzik w homilii na rozpoczęcie mistrzostw.
Turniej w Lublinie był jednak czymś więcej niż tylko walką o puchar. Jak przypomniał abp Budzik, prawdziwe zwycięstwo dokonuje się na płaszczyźnie budowania wspólnoty. - Grajcie więc dobrze, grajcie ambitnie i cieszcie się grą. Pamiętajcie jednak, że tym, co naprawdę ma znaczenie, nie jest trofeum, lecz komunia, którą budujecie. Niech ten czas wzmocni was w waszej posłudze. Niech Pan, który mieszka pośród swojego ludu i uzdrawia poprzez bliskość, błogosławi waszej przyjaźni - życzył ponad 250 kapłanom z kilkunastu europejskich krajów abp Budzik.