Człowiek jednej rzeczywistości

12 marca 90. urodziny obchodzi ks. prof. Michał Heller. O Profesorze pisze ks. dr hab. Tadeusz Pabjan.

Kim jest ks. prof. Michał Heller? Zamiast wymieniać dyscypliny nauk przyrodniczych w których jest specjalistą, dodając do tego filozofię (w różnych jej wersjach, zwłaszcza filozofię przyrody i filozofię nauki) oraz teologię, lepiej powiedzieć krótko – jest erudytą. I to erudytą w tym najgłębszym, pierwotnym znaczeniu tego słowa, bo jest ono dziś często nadużywane: czasem wystarczy przeczytać kilka książek więcej niż inni, by zasłużyć na miano erudyty. Tymczasem w odniesieniu do Hellera słowo to odzyskuje swój pierwotny ciężar gatunkowy. Jego erudycja nie jest dekoracją ani narzędziem budowania wizerunku. Jest naturalnym środowiskiem, w którym się porusza – tak jak dla innych naturalne jest oddychanie.

Kto choć raz słuchał jego wykładu albo czytał którąś z jego książek, ten wie, że mamy do czynienia z umysłem, który swobodnie przekracza granice dyscyplin. Kosmologia, filozofia przyrody, filozofia nauki, matematyka, teologia – w jego opowieści nie są osobnymi wyspami, lecz fragmentami jednego kontynentu. A jednak w tej imponującej panoramie wiedzy nie ma ani cienia popisu. Heller nie przytłacza swoją erudycją. On w pewnym sensie tą erudycją zaprasza swoich czytelników czy słuchaczy. Sprawia, że słuchacz lub czytelnik ma poczucie uczestniczenia w przygodzie myślenia, a nie w pokazie intelektualnej siły.

W tym sensie ks. Profesor jest mistrzem słowa. Nie dlatego, że używa słów skomplikowanych – przeciwnie, jego wielkość polega na tym, że potrafi mówić o rzeczach najtrudniejszych językiem przejrzystym i oszczędnym. Tam, gdzie inni budują gęste konstrukcje z terminologicznych rusztowań, on jednym zdaniem potrafi odsłonić sedno problemu. I dlatego jego czytelnik lub słuchacz nagle czuje że to, co jeszcze przed chwilą wydawało się niedostępną abstrakcją, staje się czymś niemal oczywistym. To szczególny rodzaj jasności, która nie upraszcza świata, lecz porządkuje go tak, by stał się zrozumiały.

Ale erudycja i mistrzostwo słowa nie wyczerpują fenomenu Hellera. Jest on kimś, kto w sposób niezwykle konsekwentny i spokojny łączy w praktyce uprawianie nauki z wiarą w Boga. Nie na zasadzie kompromisu ani nieustannego negocjowania granic, lecz na zasadzie głębokiej wewnętrznej spójności. W jego życiu nie ma rozdwojenia na „laboratorium” i „zakrystię”, na „rozum” i „wiarę”. Jest jedna rzeczywistość, oglądana z różnych perspektyw.

Jako uczony światowej klasy pokazuje, że rzetelne badanie struktury wszechświata nie prowadzi do zanegowania Boga. Jako ksiądz pokazuje, że wiara nie jest ucieczką od rozumu, lecz jego dopełnieniem. Dla wielu ludzi to właśnie on sam – bardziej niż najbardziej błyskotliwe argumenty teoretyczne – stanowi przekonujący dowód, że między nauką a wiarą nie musi istnieć konflikt. W jego osobie te dwa porządki nie tylko się nie zwalczają, ale wzajemnie się inspirują.

Nie sposób przy tym nie wspomnieć o jego kulturze osobistej. W czasach, gdy debata publiczna coraz częściej przypomina pole bitwy, Heller pozostaje człowiekiem dialogu. Słucha uważnie, odpowiada spokojnie, nigdy nie ucieka się do intelektualnej przemocy. Nawet w sporze zachowuje klasę. Szacunek dla rozmówcy – niezależnie od tego, czy jest nim wybitny profesor, student pierwszego roku czy ktoś o zupełnie odmiennym światopoglądzie – wydaje się u niego czymś oczywistym. To nie jest wyuczona grzeczność, lecz naturalny odruch człowieka głęboko przekonanego, że prawda nie potrzebuje agresji.

A obok tej powagi myślenia i konsekwencji działania jest jeszcze coś, co czyni obcowanie z nim doświadczeniem wyjątkowym – ogromne poczucie humoru. Humor subtelny, inteligentny, czasem autoironiczny. Taki, który rozładowuje napięcie i przypomina, że nawet najpoważniejsze problemy metafizyki czy kosmologii można podejmować bez nadęcia. W jego obecności łatwo zrozumieć, że prawdziwa wielkość nie musi być ciężka ani przytłaczająca. Może być lekka – właśnie dzięki dystansowi do siebie.

Dlatego mówiąc o ks. prof. Michale Hellerze, trudno poprzestać na jednym określeniu. Erudyta. Mistrz słowa. Uczony. Kapłan. Człowiek dialogu. Człowiek wielkiej kultury i pogody ducha. Każde z tych słów jest prawdziwe, ale żadne z osobna nie oddaje całości. Być może najtrafniejsze jest to, że w jego osobie rozum i wiara nie toczą ze sobą sporu, lecz wspólnie pracują nad zrozumieniem tajemnicy świata. A on sam – spokojnie, konsekwentnie i z uśmiechem – pokazuje, że taka jedność jest nie tylko możliwa, ale i niezwykle owocna.

Warto przy tej okazji przywołać pewną krakowską anegdotę z roku 2012, już po ukazaniu się Encyklopedii Filozofii Polskiej. Podczas jednej z konferencji podszedł do Michała Hellera jego wieloletni przyjaciel, wybitny logik, Jan Woleński. Przyjaźń ta – jak wiadomo – od lat przekracza światopoglądowe podziały, bo Woleński jest ateistą zdeklarowanym równie konsekwentnie, jak Heller jest konsekwentny w swojej wierze.

Woleński, z właściwą sobie ironią, zagaił: „Michale, niestety w KUL-owskiej Encyklopedii Filozofii Polskiej nie znalazło się miejsce ani dla Ciebie, ani dla mnie”. Była to uwaga półżartobliwa, półpoważna – dotycząca faktu, że redaktorzy nie uznali za stosowne poświęcić osobnych haseł ani jednemu, ani drugiemu.

Heller wysłuchał tej konstatacji z uwagą, po czym – szeroko i serdecznie się uśmiechając – odpowiedział krótko: „Trzeba będzie to opić!”. I obaj z Woleńskim wybuchnęli śmiechem. Nie trzeba w tym miejscu chyba dodawać, że deklaracja Hellera dotycząca „opicia” całej sprawy również była żartem – kolejnym przejawem jego dystansu do siebie i umiejętności zamieniania nawet potencjalnego afrontu w pogodny, przyjacielski epizod.

Tytuł pochodzi od redakcji.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..