O polichromii szczucińskiego kościoła rozpisywała się na początku XX wieku ogólnopolska prasa i… Tadeusz Boy Żeleński. Przeszło 100 lat później przypomniała o tym parafialna grupa teatralna.
Kościół pw. św. Marii Magdaleny w Szczucinie, zbudowany w 1748 roku, został na początku XX wieku powiększony według projektu Jana Sas-Zubrzyckiego. Barokowej nawie głównie zaczęły odtąd towarzyszyć dwie nawy boczne, a całość gmachu ozdobiła postawiona wcześniej smukła wieża.
Powiększony kościół domagał się jednolitej polichromii, która łączyłaby wizualnie, stylistycznie i estetycznie starą nawę główną z bocznymi. Ówczesny proboszcz ks. Tomasz Łączewski, być może za namową Ksawerego Bogusza, przedstawiciela świeckich, oraz burmistrza Karola Rudnickiego, postanowił wystąpić do Muzeum Narodowego w Krakowie, aby zorganizowało ono konkurs na wykonanie malowideł w szczucińskim kościele. Prosił jedynie, by konkursowe jury postawiło projektantom wysokie wymagania. Szeroko opisuje tę historię dr Krzysztof Struziak, znawca dziejów Szczucina.
Pierwszą nagrodę zdobył Karol Frycz i to jemu zlecono wykonanie polichromii. Krakowski artysta miał wówczas nieco ponad 30 lat. Stanął do konkursu, mając już za sobą bardzo bogatą ścieżkę edukacyjną. Studiował architekturę w Monachium, malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Naukę w rzemiośle artystycznym kontynuował następnie w Wiedniu, Paryżu i Londynie. Powróciwszy do Krakowa, szybko odnalazł się w ówczesnym świecie artystycznym i literackim tego miasta, należąc do elity krakowskiej bohemy początku XX wieku.
Wybór Frycza na autora polichromii musiał być nie lada wyzwaniem dla parafii i Szczucina, małego wówczas galicyjskiego miasteczka, które leżało na granicy zaboru austriackiego i rosyjskiego, i – jak opisuje „Biesiada Literacka” w 1909 roku – mającego jedynie rynek i zaledwie trzy ulice, domy przeważnie drewniane, w których zamieszkiwało 1,5 tys. osób.
W takiej jednak, w porównaniu z Krakowem czy Lwowem, mieścinie, wsi prawie, powstało w latach 1908–1909 niezwykłe dzieło, które sprawiło, że Szczucin znalazł się „na pierwszych stronach” ówczesnych gazet, podawany w zamieszczonych tam artykułach jako wzór do naśladowania w dziedzinie sztuki sakralnej. Dziennikarze chwalili nie tylko kunszt Frycza, ale i odwagę oraz zmysł estetyczny tak ks. Łączewskiego, jak i przedstawicieli parafii.
Secesyjną polichromię, którą przed stu laty przyjeżdżano oglądać z dalszych i bliższych stron, z czasem pokrył kurz, pod którym ukrył się niezwykły blask malowideł. Po ponad stu latach od ich namalowania pojawił się jednak kolejny szczuciński proboszcz – ks. Zygmunt Warzecha, który w ostatnim czasie razem z parafianami, dzięki ich ofiarności oraz zdobytym datkom zewnętrznym, zaczął odnawiać kościół. 25 stycznia tego roku kard. Stanisław Dziwisz poświęcił odnowione na razie tylko prezbiterium, ale już sam widok odrestaurowanej polichromii tej części kościoła wprawia w zdumienie i zachwyt.
O historii powstania polichromii, której piękno ponownie zostało pokazane, postanowiła opowiedzieć parafialna grupa teatralna, która pod kierunkiem Krystyny Szymańskiej, według scenariusza Moniki Kosińskiej, przygotowała inscenizację sztuki „Dawno temu w Szczucinie”.
Szczucin. "Dawno temu w Szczucinie"Aktorzy w niezwykle barwny sposób opowiedzieli nie tylko o samym fakcie powstawania polichromii, ale także o wybitnych i zasłużonych dla Szczucina postaciach jak ks. Łączewski, Ksawery Bogusz czy burmistrz Rudnicki. Na scenie pojawił się oczywiście Karol Frycz, ale także Tadeusz Boy Żeleński, który całą tę malarsko-kościelną historię opisał nawet w jednym ze swoich utworów, naśladujących dawne pieśni dziadowskie.
"Dawno temu w Szczucinie" - pieśń dziadowskaDzięki Monice Kosińskiej, autorce tekstu, można było zaznajomić się z wieloma autentycznymi wiadomościami na temat polichromii, Karola Frycza, szczucińskiej parafii i miasteczka. Autorka sięgnęła tutaj do wielu tekstów źródłowych, jak chociażby ogólnopolskie recenzje, które zostały opublikowane tuż po powstaniu polichromii.
Wartością sztuki jest również i to, że udało się zespołowi przywołać dawną atmosferę Szczucina, który zamieszkiwali Polacy i Żydzi, ludzie prości i wykształceni, inteligencja i targowe przekupki. Oglądając przedstawienie można było na chwilę znaleźć się w świecie, którego już nie ma, a jedynym jego świadkiem jest szczuciński kościół i znajdująca się w nim polichromia.
Docenić wreszcie należy dopracowane w szczegółach kostiumy i oszczędną, a zarazem wymowną scenografię.
A kiedy już obejrzało się, przy pełnej widowni, przedstawienie, musiało się koniecznie pójść do kościoła i na własne oczy zobaczyć odnowione prezbiterium.
Zespół teatralny nie ma na razie sprecyzowanych planów co do wystawienia sztuki w najbliższym czasie. Z pewnością należałoby jednak pokazać przedstawienie tak w samym Szczucinie, jak i poza nim. Byłaby to zdecydowanie świetna promocja parafii i zaproszenie do odwiedzenia szczucińskiego kościoła. A może pomogłoby to w znalezieniu darczyńców, którzy chcieliby wesprzeć dzieło odnowy pozostałej części polichromii?