W Przecławiu wprowadzono relikwie św. Carla Acutisa. Tego samego dnia dziesięciu chłopców zostało pobłogosławionych jako nowi lektorzy, a młodzież rozpoczęła triduum przed bierzmowaniem. Przypadek? Raczej idealny moment.
Aleksandra Jaje na patronkę bierzmowania wybrała Marię Magdalenę. – Bo jest patronką nawróconych i patronką kobiet – tłumaczy. Gabriela wybrała Marię. Zdaje się, że po prababci i z przekonania. Martyna – Aurorę. Trzy uczennice ósmej klasy z Przecławia, kandydatki do bierzmowania, wiedzą jedno: wybór patrona to nie formalność. Liczy się wzór. Postawa. Historia, którą można wziąć za swoją. 15 marca, w tę samą niedzielę, w której one razem z rówieśnikami rozpoczęły triduum przed sakramentem bierzmowania, parafia dała im do rąk jeszcze jednego. Świętego rówieśnika. Kogoś, kto też miał 15 lat i też musiał wybrać, jak chce żyć.
Przecław. Wprowadzenie relikwii św. Carlo Acutisa.Do kościoła parafialnego w Przecławiu zostały uroczyście wprowadzone relikwie św. Carla Acutisa – włoskiego nastolatka, kanonizowanego w 2025 roku. Za życia zasłynął z eucharystycznej pobożności, codziennej Mszy św. i niezwykłej jak na swój wiek dojrzałości duchowej. Zmarł na białaczkę w 2006 roku. Jego ciało spoczywa w Asyżu – tak jak żył, w bluzie z kapturem, sportowych butach. Ten obraz mówi więcej niż niejeden życiorys świętego. Proboszcz parafii, ks. Krzysztof Orzeł, mówi jasno: relikwie mają sens tylko wtedy, gdy stają się zaproszeniem, nie eksponatem. – Mamy relikwie wielu świętych w parafii, ale one nie są po to, żeby je tylko gromadzić. Zapraszają nas, by za pośrednictwem tych świętych zwracać się do Boga i inspirować się ich postawą – mówił proboszcz. – Ten patron jest szczególnie ważny. Dał świadectwo wiary eucharystycznej w dzisiejszych czasach. Bo uczestnictwo w Mszy św. to nie obowiązek – to dar. Trochę o tym darze zdaje się czasem zapominamy – mówi.
Przecław. Fragment kazania ks. Piotra Ryndaka. Słowo o św. Carlo Acutisie.Uroczystości wprowadzenia relikwii przewodniczył ks. Piotr Ryndak, asystent KSM Diecezji Tarnowskiej, który wygłosił też kazanie. Nawiązał do historii powołania króla Dawida, który był najmłodszym synem Jessego, zapomnianym, niedocenianym, wysłanym na pastwisko, bo nikt nie obstawiał, że to właśnie on zostanie królem Izraela. A jednak to jego wybrał Pan Bóg. – Człowiek widzi to, co zewnętrzne. Pan Bóg patrzy w serce, Bóg patrzy inaczej niż człowiek – mówił ks. Ryndak. Nie mówił tego z dystansu. Wyznał, że gdy szedł do seminarium, jego własna mama obstawiała, że drogę powołania wybierze raczej jego brat bliźniak Paweł. – Paweł księdzem nie jest, ja jestem. Pan Bóg patrzy inaczej niż człowiek – powiedział.
Carlo Acutis, jak mówił "miał świadomość, że jest wartościowy, że ma w sobie wiele dobra. Jego programem na życie była chęć przyciągnięcia do Jezusa. I kiedy przychodzi choroba, w wieku piętnastu lat, właśnie waszym wieku, on się nie załamuje, ale mówi do swojej mamy: "Cieszę się, że umieram, bo nie przeżyłem w swoim życiu ani jednej minuty, w której miałbym zrobić coś, co by się Panu Bogu nie podobało" – przypominał kaznodzieja. – Wszyscy rodzimy się jako oryginały, a wielu umiera jako kopie – mówił Carlo Acutis. On sam chciał być oryginałem – przypominał ks. Ryndak i do tego samego zapraszał młodych parafian z Przecławia.
Aleksandra, Martyna i Gabriela śpiewają w scholi parafialnej od początku tego roku. Angażują się, szukają miejsca w parafii. I teraz, wybierając patrona na bierzmowanie, szukają też wzoru na życie. – Myślę, że Carlo Acutis ma szansę być nam bliski. Przez to, że jest współczesny, trochę taki jak my – mówiła Ola. Nie święty z odległych wieków, nie postać z witrażu, a rówieśnik, który grał w gry, znał internet i jednocześnie codziennie szedł na Mszę św. Który wybrał świętość nie dlatego, że ktoś mu ją nakazał, ale dlatego, że chciał. – I tego samego parafia życzy bierzmowanym – podsumował ks. Orzeł.
W czasie tej samej Mszy św. 10 chłopaków zostało pobłogosławionych do pełnienia funkcji parafialnych lektorów. Jednym z nich jest Jan Adamski – trzynastolatek z siódmej klasy, ministrant od czwartej klasy. Przez lata obserwował lektorów z dystansu ministranta. – Patrzyłem na ich doświadczenie, wiedzę liturgiczną, umiejętność trzymania ręki na pulsie liturgii, że zawsze wiedzą, jak pomóc, co trzeba zrobić. Imponowało mi to. Chciałem być kiedyś taki jak oni – mówi. Teraz jest. Zapytany o stres przed czytaniem odpowiada spokojnie. – Najważniejsze jest uświadomić sobie, że robię to dla Pana Jezusa, który mnie tu sprowadził. Czytam dla Niego i dla ludzi, którzy chcą słuchać Jego słowa – tłumaczy. Rozumie też, że lektorat to nie tylko rola liturgiczna. – Zostając lektorem świadomie podejmuję zadanie bycia świadkiem. Wiem, że trzeba dawać przykład, stawiać sobie większe wymagania. To mobilizuje, żeby być lepszym człowiekiem – dodaje.
Dobrowolnie, świadomie. Dla Boga. Tak samo wybierał Carlo Acutis. Nie zewnętrzny przymus, lecz wewnętrzna decyzja. Nie dlatego, że muszę – ale dlatego, że chcę.