Tak się podziało, że stolicą pasyjnej pobożności w Małopolsce, także z czasów zaborów, stała się Kalwaria Zebrzydowska. – Z naszych stron najszybciej można było się tam dostać pociągiem. Każda z grup pielgrzymów tworzyła tak zwaną kompanię, miała swojego przewodnika, który nie tylko prowadził ludzi po dróżkach, ale przewodniczył wspólnej modlitwie, której nieodłączną częścią był śpiew, ale nie taki jak dzisiaj, lecz dialogowany. Przewodnik śpiewał jako pierwszy, a jego słowa powtarzali ludzie. Żyją jeszcze u nas tacy przewodnicy, jak chociażby Stanisław Kiełbasa, były sołtys w Mszalnicy – opowiada Czesław Muszyński, choreograf i kierownik zespołu Mszalniczanie z Mszalnicy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








