Tarnowscy misjonarze posługują na trzech kontynentach – w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. Gdy opowiadają o swojej pracy, można odnieść wrażenie, że wokół każdego z nich zawsze ktoś jest – ludzie wciąż oczekują w kolejce na spotkanie. Z zewnątrz mogłoby się wydawać, że taki ksiądz nie może czuć się samotny. Jednak czasem ciągła obecność ludzi bywa ciężarem, zwłaszcza gdy ma ton roszczeniowy. Często, szczególnie w pierwszych latach swojej posługi, ksiądz- -misjonarz mierzy się z przeświadczeniem, że w lokalnej wspólnocie jest postrzegany jako „bankomat”, przedstawiciel organizacji charytatywnej, medycznej czy edukacyjnej. Oczekuje się od niego pieniędzy, projektów humanitarnych, skutecznych interwencji w konfliktach społecznych, natychmiastowego rozwiązania problemów, które nawarstwiały się od lat. W tej całej palecie wyobrażeń może się zdarzyć, że tylko nieliczni zapytają z życzliwością: „Jak się czujesz?”, „Czy nie jesteś zmęczony?”, „A może pomodlimy się za ciebie?”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








