Historię obrazu Matki Bożej Kodeńskiej i kodeńskiego sanktuarium usłyszałam jako mała dziewczynka od mojej babci i od razu zapragnęłam odwiedzić to miejsce.
Moje marzenie spełniło się w pewien wiosenny dzień. Prowadziła mnie tu wrodzona ciekawość świata, miłość do historii i chęć odkrywania meandrów ludzkich dziejów.
Kodeń to dziś niewielka osada ukryta pośród pól i lasów w powiecie bialskim, na krańcach Polesia Lubelskiego. Liczy około półtora tysiąca mieszkańców. Lata swojej świetności przeżywała w XVI i XVII wieku, gdy ziemie te były własnością rodu Sapiehów. Dziejowe burze i wojenne zawieruchy sprawiły, że miasto podupadło. Mimo to jest dziś jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w diecezji siedleckiej.
Wszystko za sprawą Madonny Gregoriańskiej, której wizerunek od niemal czterystu lat skrywa miejscowa świątynia parafialna. Aby poznać jego historię, wraz z rodzicami i młodszą siostrą, wybieram się na spacer kodeńskimi zaułkami. Docieramy do Kodnia w sobotnie przedpołudnie. Wita nas cisza i pierwsze promienie wiosennego słońca, nieśmiało przenikające pośród nagich o tej porze roku konarów drzew. Droga prowadzi najpierw do miejscowego kościoła. Nie sposób go nie zauważyć. Strzelista wieża, widoczna z daleka, zdaje się zachęcać, by zajrzeć do środka. Wchodzimy, by pokłonić się Kodeńskiej Pani. Inaczej ją sobie wyobrażałam. Spodziewałam się surowego, królewskiego spojrzenia, pełnego dostojeństwa i powagi, a ujrzałam spokojne, pogodne oblicze Matki, wsłuchującej się od wieków w głos swoich dzieci. Zatrzymujemy się przed obrazem na dłuższą chwilę, wreszcie przynagleni zniecierpliwieniem mojej młodszej siostry ruszamy dalej, w poszukiwaniu śladów przeszłości. Prowadzi nas ku nim stara, kamienista droga, o której na szczęście zapomnieli miłośnicy współczesnych udogodnień i utwardzanych nawierzchni. Miejscowe wróble przyglądają się nam z zaciekawieniem, jakby lekko zdziwione tym, że nie jesteśmy zainteresowani ich śpiewem, powracający z ciepłych krajów sznur żurawi wita się z nami głośnym krzykiem, gdzieś w oddali odzywa się bocian, z zachwytem zachęcający „panią bocianową” do skosztowania nadbużańskich żab.
Po kilkunastu minutach spokojnego marszu przekraczamy starą zamkową fosę, a naszym oczom ukazuje się zamkowa kaplica pw. Ducha Św. (jedyna pozostałość zamku i świetności tego miejsca). To tu, Mikołaj IV Sapieha, zwany przez wielu Pobożnym, umieścił skradziony papieżowi Urbanowi VIII wizerunek Madonny Gregoriańskiej. Nie możemy wejść do środka, bo poza sezonem kaplica jest zamknięta. To uruchamia moją wyobraźnię. Oczami serca widzę Mikołaja klęczącego przed obrazem Matki Bożej w papieskiej kaplicy, w dalekim Rzymie. Przybył tu, by błagać o cud uzdrowienia, a gdy jego modlitwa została wysłuchana, zapragnął zabrać z Wiecznego Miasta, Tę, dzięki, której odzyskał zdrowie. Spotkawszy się z odmową Następcy Piotra, Mikołaj z pomocą papieskiego kościelnego kradnie cudowny wizerunek…
Z zamyślenia wyrywa mnie chłodny powiew wiatru. Pora ruszyć dalej. Wszechobecną ciszę mąci, na przemian, szum Bugu, leniwie wijącego się pośród drzew, starych jak pozostałości murów sapieżańskiego zamku i szelest suchych, zeszłorocznych liści, ścielonych pod naszymi stopami przez silniejsze podmuchy wiatru. Wąska ścieżka prowadzi teraz do kodeńskiej kalwarii, a zaraz potem do kaplic różańcowych. O tej porze roku łatwiej niż człowieka można tu spotkać jeża, który obudził się właśnie z zimowego snu, wiewiórkę rozglądającą się za ulubionymi przysmakami i łabędzia, który niczym niewielka łódź nadbużańskich flisaków wolno opływa widoczny z daleka staw, w poszukiwaniu miejsca na nowe gniazdo. Opustoszałe ścieżki po raz kolejny zaskakują ciszą, która skłania do refleksji nad przeszłością. Wracam myślami do Mikołaja Sapiehy… Długo musiał czekać dumny właściciel Kodnia, aż papież zdejmie z niego kościelne kary, w jakie popadł za swoją zuchwałość i zezwoli, by cudowny obraz Matki Bożej pozostał w Kodniu. I choć postępek bogatego magnata uznać należy za naganny, potomni nazwali go „błogosławioną winą”, bo dzięki niemu Madonna z Guadalupe stała się Matką Podlaskiego Ludu, Wspomożeniem w potrzebie, Obrońcą uciśnionych, Pośredniczką wszelkich łask…
Marcowe słońce powoli chyli się ku zachodowi oświetlając delikatnym światłem okoliczne pola i kodeńską bazylikę. Stara, brukowa droga prowadzi nas raz jeszcze do kościoła. W półmroku klękamy przed cudownym obrazem. Dziękujemy za przeżyty dzień, za wspólną, rodzinną wyprawę i z garstką okolicznych mieszkańców prosimy:
Nasza Pani Kodeńska,
w Twych dłoniach skarb Bożych łask,
więc do Ciebie wołamy:
Maryjo, prowadź nas.
Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK: