Szkoła wiary przejdź do galerii

Pytanie o to, jak wychowywać młode pokolenie to pytanie ponadczasowe. Spędza ono sen z powiek rodzicom, nauczycielom i duszpasterzom każdej epoki. Szczególnego znaczenia nabiera także w czasach współczesnych, gdy przesycony pseudowartościami świat, nieustannie goni za tym, by „mieć”, a nie „być” i bezkrytycznie depcze, to, co dobre, wartościowe i piękne.

Gdzie zatem w dobie podbojów kosmosu, wielkich dokonań naukowych i wszechobecnego konsumpcjonizmu szukać wzorów do naśladowania i jak przekazywać młodym autentyczne wartości? W poszukiwaniu odpowiedzi warto wyruszyć do Pratulina, niewielkiej wioski w województwie lubelskim, w gminie Rokitno, ukrytej wśród nadbużańskich kniei, w malowniczym zakolu rzeki. Niewielu tu dziś rodowitych mieszkańców, a znakomita większość spośród nich to ludzie doświadczeni życiem, w pocie czoła zdobywający powszedni chleb, wierni Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie, pieczołowicie przechowujący w sercach pamięć o swoich przodkach – męczennikach za wiarę [fot.1]. Historię ich życia kryją parafialne kroniki i kościelne archiwa. Ze starych zapisów wynika, że po zawarciu Unii Brzeskiej ziemia ta stała się miejscem zamieszkania unitów - katolików obrządku wschodniego. Ów fakt sprawił, że w II połowie XIX wieku, spłynęła ona krwią męczenników.

Prześladowania unitów podlaskich wzmogły się już w 1873 roku. Dotykały one także mieszkańców niewielkiego Pratulina. W pierwszych dniach stycznia 1874 roku z parafii usunięto unickiego proboszcza i podjęto próbę zastąpienia go prawosławnym duchownym. Osieroceni parafianie postanowili bronić swojej wiary i świątyni, nawet za cenę męczeństwa. 24 stycznia 1874 roku przed pratulińskim kościołem rozegrała się tragedia [fot. 2]. Przybyli na miejsce kozaccy żołdacy, nie mogąc wprowadzić do świątyni „nowego duszpasterza”, otworzyli ogień do bezbronnych mieszkańców wioski, stojących na straży swojego kościoła. W wyniku odniesionych ran śmierć poniosło trzynastu bohaterskich unitów: Wincenty Lewoniuk, Daniel Karmasz, Łukasz Bojko, Konstanty Bojko, Konstanty Łukaszuk, Bartłomiej Osypiuk, Anicet Hryciuk, Filip Geryluk, Ignacy Frańczuk, Onufry Wasyluk, Maksym Hawryluk, Jan Andrzejuk i Michał Wawrzyszuk [fot.3], a stu osiemdziesięciu zostało rannych. Ciała zamordowanych zrzucono bez należytego uszanowania na miejscowym cmentarzu, ku przestrodze dla okolicznych mieszkańców, po czym pogrzebano je pod osłoną nocy na starym cmentarzu, a mogiłę zrównano z ziemią i solidnie udeptano, by nie pozostał po niej żaden ślad. I choć oprawcy dołożyli wszelkich starań, by pamięć o  męczennikach wymazać z dziejów i ludzkich serc, miejscowa ludność nie zapomniała o swoich bohaterach. Miejsce pochówku zaznaczono z czasem kamienną mogiłą, zaś w latach osiemdziesiątych XX wieku, po ekshumacji przeniesiono doczesne szczątki męczenników do miejscowej świątyni. Dziś Kościół czci obrońców pratulińskiego kościoła jako błogosławionych, a miejsce ich męczeństwa stało się diecezjalnym sanktuarium i swoistą szkołą wiary.

Choć od dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się przed pratulińską świątynią, minęło już przeszło sto pięćdziesiąt lat, niewielki Pratulin stale odwiedzają rzesze pielgrzymów. To ludzie różnych stanów i zawodów, starsi i młodsi, duchowni i świeccy. Zatrzymują się przy pratulińskim krzyżu, niemym świadku męczeństwa [fot.4], przyklękają przy relikwiach Błogosławionego Wincentego i jego Towarzyszy, w miejscowym kościele parafialnym [fot.5], skrajem pobliskiego lasu wędrują do miejsca, gdzie przed laty spoczęły doczesne szczątki męczenników [fot.6]. Rozważając w leśnej ciszy Mękę Pańską, mierzą się z życiowymi dylematami, szukają odpowiedzi na nurtujące ich pytania, odkrywają prawdę o sobie i swojej codzienności [fot.7]. Wielu z nich pratuliński las niepokoi, zadziwia i zachwyca zarazem [fot.8]. Mimo upływu czasu, w  trzasku targanych wiatrem konarów drzew, pobrzmiewają tu ciągle jęki umęczonych unitów, lament ich matek i żon, płacz osieroconych unickich dzieci. Mieszają się one z krzykiem współcześnie cierpiących i prześladowanych: z płaczem porzuconych współmałżonków i niekochanych dzieci, ze łzami prześladowanych za poglądy polityczne, z jękiem umęczonych wojną i niesprawiedliwością społeczną.

Na szczęście to nie jedyne odgłosy pratulińskich kniei. W wiosennych podmuchach ciepłego wiatru, wrażliwe ucho odwiedzających to miejsce usłyszy także pieśń chwały. To śpiew bohaterskich unitów, z wiarą i męstwem broniących swojego kościoła. Rozbrzmiewająca w sercach pielgrzymów ich pieśń zwycięstwa, każe pytać o to co wartościowe i pomaga odkryć wiarę, jako szczególną łaskę, dar bezcenny, największy skarb, który trzeba dziś pieczołowicie chronić i nieustannie pomnażać. O tym, że warto to czynić przekonują biografie Błogosławionych Męczenników. Wszak owocem bezgranicznej, heroicznej wiary oraz zaufania Bogu i Kościołowi jest ofiara, którą złożyli [fot.9].

Dziś jako autentyczni świadkowie wiary, pratulińscy męczennicy zapraszają do swojego sanktuarium wszystkich spragnionych ciszy, nękanych życiowymi rozterkami, poszukujących sensu i celu życia. Pokazują im właściwą, życiową drogę i prowadzą dla nich swoistą lekcję życia w duchu wiary i miłości. Przykładem swojego prostego i pobożnego życia zachęcają także przybywających w to niezwykłe miejsce do mężnego wyznawania wiary, życia w zgodzie z jej zasadami i bronienia jej, jeśli zajdzie taka potrzeba [fot.10].

Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK:

Szkoła wiary

« 1 »
TAGI: