Poszukiwany przejdź do galerii

Odnajdę Cię i powiem ludziom, że JESTEŚ!

Właściwie, to byłeś zawsze i na wieki będziesz! Ludzki rozum nie może tego objąć, a co dopiero „maskotkowy”?

Mój spacer zaczyna się od miejsca, w którym ludzie szukają Miłości. Ta, która miała być -arche świata jest tutaj - w kościele…

Ale od początku! Na początku był chaos… Tak jak w mojej lwiej głowie przed poznaniem Prawdy.  Coś śpiewali, czegoś szukałem… w końcu postawili mnie w szopce, żebym pilnował owiec. Śmiali się panowie lektorzy, że jestem wilkiem w owczej skórze i że to niedobry pomysł, bym się tu zatrzymał… Ale jakiś mały człowiek odpowiedział im mądrze, że Leo - niegroźny, prawdopodobnie wegetarianin i przyjaciel cielątka. Jestem mu wdzięczny.  Chciałbym, aby ludzie usłyszeli to, że lwy i baranki żyją w zgodzie.   Ucieszyłem się z wywodu mojego obrońcy, ale zamarzyłem na chwilę opuścić to wspaniałe miejsce. Mówisz i masz!          

Przyszła ona - biało czarna, energicznie wzięła mnie za łapy i włożyła do plecaka. CSSMA mówiła coś, że będę Onezymem i że się przydam. Nie rozumiem wszystkich słów ludzi. Szliśmy przez park. Pozwoliła mi trochę zaczerpnąć powietrza, bo akurat wyjmowała chusteczki i zanim je znalazła, zdążyłem przyjrzeć się okolicy. Wkrótce zostałem uwolniony. Nie wiedziałem, że jestem taki sławny! Ryknąłbym z radości, ale przecież jestem miłym lwem i niestety nie zaprogramowali mnie na ryczenie. Takie tam małe oszustwa były, że ksiądz proboszcz z telefonu odtwarzał ryczenie mojego prototypu z Afryki. Mali ludzie przytulali mnie, czochrali grzywę, robili irokeza, a nawet miniwarkoczyki. Dobrze, że CSSMA powstrzymała ich przed akcją „kolorowe pasemka”. Pochowali flamastry i zaczęli słuchać. Ja też. Byłem trochę oburzony, że po takim wejściu powiedziała zdawkowo, „że dziś jest z nami Leo, który wreszcie odnalazł największy skarb w życiu”. Reszta nie była o mnie, tylko o Nim, o moim Przyjacielu z kościoła.  Słuchałem o Tym, Który był, jest i będzie. Chłonąłem historię Miłości, która przyszła i zmienia świat. Dzieci, bo tak mówiono do tych uroczych istot, też słuchały. Śpiewały, że to On jest królem. Zawstydziłem się. Dobrze, że pluszowe lwy się nie rumienią. Oj Leo, Leo - pomyślałem…Królem jest Bóg! Potem wszyscy rysowali i kolorowali. Przyznam szczerze, że powstało kilka moich portretów, ale …gdzieś tam…z boku obok Lwa z Judy. Po całym dniu zmęczony, ale szczęśliwy wróciłem do Niego. Siedziałem na kamieniu, zwrócony w stronę Jezusa, Maryi i Józefa aż do 2 lutego. Przychodzili mali ludzie, klękali, wrzucali pieniążki do aniołka, przesyłali buziaczki Boskiemu Dzieciątku, a ja - bodygard stałem na straży.  Nie mogę nic powiedzieć, ale mogę dać im do refleksji, po której domyślą się - że ON JEST NAJWAŻNIEJSZY.  I nie tylko w kościele św. Wawrzyńca, ale wszędzie. Bo jak powiadał św. Bonawentura - Bóg jest Jedynym, który ma swoje centrum wszędzie, a swoje granice nigdzie.

Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK:

Poszukiwany

« 1 »
TAGI: