Wszystko ma swój czas… przejdź do galerii

Od przyrody można uczyć się pokory w przyjmowaniu tego, co jest, i robieniu tego, co do mnie należy.

Pamiętam. Był czas pandemii. Wówczas pierwszy chyba raz uświadomiłam sobie, że bez względu na okoliczności, przeciwności losu i ograniczenia, przyroda robi to, co do niej należy. Była wiosna, świat się jakby zatrzymał, a my utknęliśmy w naszych domach, z wytycznymi co robić, a czego nie. Ograniczono nam kontakty społeczne, wydano szereg zaleceń, musieliśmy dostosować nasze życie zawodowe, a nawet rodzinne do odgórnych zaleceń i nowych zasad na czas kryzysu.

Będąc w domu (a zarazem jednocześnie online w przedszkolu i szkole moich dzieci, w swojej pracy, która przeniosła się do wirtualnego świata w ekranie komputera), spoglądałam za okno z zachwytem, że drzewo rosnące nieopodal, po drugiej stronie pustej wówczas ulicy, wypuszcza pąki a następnie świeże, zielone listki, na przekór ciszy i zatrzymaniu, w którym wówczas trwaliśmy.

Ze zdziwieniem słuchałam śpiewu ptaków – urozmaiconego wielogłosem różnych gatunków koncertu, którego nie zagłuszał sznur aut zmierzających w różnych kierunkach. Każde wyjście na spacer, wycieczka do lasu, czy na działkę to była celebracja, zachwyt nad pięknem wracającego po zimie życia.

Rośliny jakby nic nie robiły sobie z tej nieustannej kwarantanny, nie udzielał im się niepokój, stres i zdenerwowanie. One realizowały plan zapisany gdzieś dawno, głęboko, że po czasie wegetacji i zamrożenia przychodzi czas powrotu do życia, czas kwitnienia. I że to musi się zadziać, bez względu na okoliczności. Bo przyszedł czas.

Pamiętam, że wówczas zaczęłam się przyglądać z uważnością płatkom kwiatów, pąkom na drzewach, żyłkom na liściach. Aparat pozwalał mi powiększyć te małe cuda natury, by jeszcze bardziej się nimi zachwycić, by zatrzymać to piękno na dłużej i móc do niego wracać.

Dzisiaj czas pandemii mamy za sobą, choć trudne sytuacje, niespokojne wydarzenia są naszym udziałem na co dzień. Tamten czas wiele mnie nauczył. Staram się szukać sensu w słowach, że „Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” (Koh 3, 1) patrząc na to, co dzieje się w moim mikroświecie.

Konkretnym owocem jest też nieustanny zachwyt nad pięknem przyrody obserwowanej w każdej porze roku. Przyglądanie się jej z bliska, z bardzo bliska okiem obiektywu, daje mi poczucie, że życie w każdym jego przejawie i postaci to dar. A porządek, który obserwuję w cyklu przemian wynikających z pór roku przekonuje mnie, że to co się dzieje ma swój cel i jest w tym jakiś mądry porządek. Potrzebny jest czas obumierania i wegetacji, by mogło narodzić się coś nowego, niezbędny jest czas kwitnienia, by pojawiły się owoce.

Ten wiosenny zryw i świeżość, determinacja do odrodzenia wzruszają mnie najmocniej. Na tym, co pozostało, co umierało jesienią i zimą, rodzi się nowe. Tło do intensywności kolorów wiosennych kwiatów stanowią martwe, brązowe, zasuszone liście. Jakże to wymowne. Ale przyszedł czas. I stare ustępuje miejsca nowemu. Na szczęście.

Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK:

Wszystko ma swój czas

« 1 »
TAGI: