Fotografia jak terapia przejdź do galerii

Pamięć mojego smartfona jest wypełniona tysiącami zdjęć - natury, ludzi, zabytków…

Życie człowieka jest paletą różnych barw - od jasnych i ciepłych, do ciemnych i zimnych. Nauczyło mnie tego… życie. Kiedy patrzę na nie z pewnej perspektywy stwierdzam, że codzienna szarość przeplatała się radością i szczęściem. Domowe, rodzinne obowiązki, praca zawodowa, która była moim wyborem i powołaniem, tworzyły mozaikę różnorodności każdego dnia.

Przyszedł dzień, gdy szarość jakby bardziej wkroczyła w moje życie. A stało się to za sprawą choroby - trudnej, przewlekłej, nieprzewidywalnej. Choroba to mroczność w sercu, w duszy, to smutek i troska w oczach najbliższych, przyjaciół. ( zdj.1) Zapowiadało się długie leczenie. Przymusowa rezygnacja z pracy, ale przecież nie z życia! Postanowiłam na miarę swoich fizycznych możliwości robić to, na co wcześniej nie miałam czasu. Były to spacery po najbliższej okolicy ze smartfonem w kieszeni. Były to różne pory dnia. Wczesne poranki, godziny południowe, wieczorne zachody słońca. Czasami przemierzałam te same trasy, czasami zbaczałam w inną ścieżkę. Szukałam tzw. „miejscówek”, z których ujęcia byłyby najbardziej oryginalne i zaskakujące. ( zdj.2,3,4,5 ). Kolory nieba i cud budzącego się dnia, zachody słońca - każdego dnia inne. Spacery zatem miały dla mnie podwójną wartość - terapeutyczną i estetyczną. Lubiłam wyjścia w samotności i ciszy. Ks. Ireneusz Wójcik napisał kiedyś:

„Są takie dni podobne do siebie, gdy brakuje słów, strof i pieśni, nie ma myśli, pozostaje wtedy Cisza”. Spacery w ciszy i otaczającym pięknie świata… Zawsze można było uchwycić coś innego, zaskakującego. Spacery po lesie, w którym odkrywałam drzewa zaplątane w piękny, zielony bluszcz. Wyglądało to urzekająco. Jednak, kiedy wniknęłam głębiej – wiedziałam, że ten piękny bluszcz w sumie czasami przeszkadza w rozwijaniu się drzewa, przytłumia dostęp do światła ( zdj.6,7). Podobnie jest z chorobą, która nie zawsze współpracuje z naszym organizmem.
I tak fotografia stała się moją pasją. Dostrzeganie i uwiecznianie tego, czego nie dało się zauważyć wcześniej przez pośpiech, pracę i wiele innych różnych zajęć. Na jednym ze spacerów przy drodze zauważyłam drzewo, którego korona ukształtowała się w formie zielonego serca ( zdj.8). Od razu pomyślałam, że nawet natura zachęca do miłości, zgody i wybaczania. Kiedyś popatrzyłam w górę i zobaczyłam fantastyczne niebo, na którym obłoki ułożyły się w białe kropeczki, tworząc podniebne ścieżki… ( zdj.9). Ścieżki nie zawsze proste… Jak w życiu. Okazuje się, że niebo często zaskakuje. Podczas któregoś spaceru, moim oczom ukazała się oryginalnej urody chmura, która przypominała UFO albo małego bączka, którym bawiłam się w dzieciństwie… (zdj.10).

I tak pamięć mojego smartfona jest wypełniona tysiącami zdjęć - natury, ludzi, zabytków… Kiedy moje samopoczucie ulega pogorszeniu, oglądam zdjęcia, szukając w zakamarkach pamięci, gdzie i w jakich okolicznościach je zrobiłam. Od razu czuję się lepiej… Czasami ludzie w szpitalnej przychodni pytają - do kogo się tak uśmiecham, patrząc w ekran telefonu… Wtedy zwykle pokazuję fotografię i opowiadam historię z nią związaną.

Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK:

Fotografia jak terapia

« 1 »
TAGI: