Pod Kościołem pw. Miłosierdzia Bożego w Brzesku odbyło się XXII Rozpoczęcie Sezonu Klasycznej Motoryzacji w Brzesku. I jest rekord. W tym roku przyjechały 404 samochody.
Kazanie wygłosił proboszcz parafii, współorganizator zlotu ks. Wojciech Werner – człowiek, który sam jeździ choćby zabytkowym Golfem II i mającymi parę dziesiątków lat Mercedesem CLK, rozumie środowisko od środka. Zaczął od siebie, od własnego, bardzo konkretnego lęku. W Ewangelii było o uczniach na wzburzonym jeziorze, którzy ciemną nocą, pięć kilometrów od brzegu, zobaczyli Jezusa kroczącego po wodzie, ale byli pełni lęku. – Ja przedwczoraj, kiedy swojego Golfa wyprowadzałem po zimowaniu, też się zastanawiałem, odpali, nie odpali. Na wszelki wypadek wziąłem booster, założyłem akumulator, no zakręcił i jednak odpalił. Pomyślałem, że małej wiary byłem – mówił ks. Werner, wywołując uśmiech zebranych. Jak przyznał lęk, czy auto odpali – to nic.
Brzesko. Rozpoczęcie sezonu klasycznej motoryzacji. Wyjazd do kolumny Gosprzydowej (fragmenty).– Boimy się różnych rzeczy. Boimy się o zdrowie, boimy się o swoich bliskich. Boimy się o pracę, przyszłości. Świat jest niespokojny. Doświadczają tego teraz zwłaszcza chrześcijanie w Ziemi Świętej – mówił kapłan, wspominając przyjaciół z Betlejem, którzy dzień wcześniej przyjechali do Brzeska z dewocjonaliami. – Jezus mówi: „Ja jestem”. To znaczy: jestem Bogiem, jestem przy Tobie. Nie bój się. To jest najlepsze lekarstwo. Mieć tę świadomość, że Jezus zawsze jest blisko nas. My nie zawsze jesteśmy blisko Niego, ale On jest zawsze blisko nas – mówił kapłan. – Niech ta świadomość, że On jest, towarzyszy nam na każdym wyjeździe, w każdej chwili naszego życia. On jest przy nas, z nami i to On nas prowadzi. Aczkolwiek to nie zwalnia nas od zdrowego rozsądku i przestrzegania przepisów – zakończył ks. Werner, ponownie wywołując uśmiechy. Po co ksiądz na zlocie starych samochodów? Nie po to, by „uświęcić" hobby. Po to, by przypomnieć – nawet w niszowym towarzystwie pasjonatów, z dala od kościelnych ław – że prawdziwe lęki są inne niż te o akumulator. I że na te prawdziwe jest lekarstwo.
Ks. Wojciech Werner od początku jest jednym z organizatorów zlotu klasyków.
Grzegorz Brożek /Foto Gość
Pytanie o sens kolekcjonowania zabytkowych pojazdów pada na każdym zlocie. Piotr Banaś z Żabna – człowiek z imponującą wiedzą i umiejętnościami technicznymi – odpowiada bez wahania: – Przede wszystkim mają "duszę", są unikatowe – mówi Piotr, śmiejąc się, że słowo „dusza" nieco zaskoczyło stojącego obok księdza Ryszarda Podstołowicza. – Niepowtarzalność, unikatowość. Siedzi się cały czas przy tych samochodach, grzebie się przy nich – dodaje Piotr.
Brzesko. Rozpoczęcie sezonu klasycznej motoryzacji. Kazanie ks. Wojciecha Wernera.Jego główny samochód to Mercedes z silnikiem V12 – 12 cylindrów, 6 litrów pojemności. Samochód robi wrażenie już samym widokiem, ale Piotr wie z doświadczenia, że klasyk potrafi też przyprawić o dreszcze. – W tamtym roku, na zakończeniu sezonu, cudem wróciłem do Tarnowa. Przestało chodzić 6 cylindrów z 12. Strzelał dosyć dużymi płomieniami z tłumika. W nowych samochodach elektronika by pewnie zatrzymała samochód, wyłączyła wszystko. A ten zawsze gdzieś strzeli, pryśnie, ale pojedzie – relacjonuje z uśmiechem.
Po Mszy św. było błogosławieństwo pojazdów i ich właścicieli.
Grzegorz Brożek /Foto Gość
Piotr zwraca uwagę na coś, co odróżnia starą motoryzację od nowej nie tylko estetycznie, ale i technicznie. – Z tego silnika, który jest w serii 200-konny, można zrobić nawet 500. Da się. Bloki silnika te same, głowice trochę rozwiercone, kute tłoki, ale można osiągnąć w tuningowanym aucie dużo mocy. W nowej motoryzacji nie da rady. Głowice z papieru, tłoki z papieru – nie da rady zrobić. A w starej zawsze – przekonuje.
Padają też pytania o sens takich spotkań. Piotr nie ma wątpliwości. – Tutaj praktycznie każdy z użytkowników tych samochodów ma ogromną wiedzę, bo ludzie często sami starają się dużo przy tych samochodach zrobić. Mają ogromną pasję – mówi.
BMW z 1980 roku: dwa lata w garażu, jeden poranek i znowu na drodze. Dawid Mikosiński z Tarnowa przyjechał swoją BMW serii 5 z 1980 roku – autem, które ma już 46 lat, a on sam jest jego właścicielem od lat 19 i jest faktycznie drugim właścicielem pojazdu, bo pierwszym był pan, który gdyby żył miałby dziś ponad 110 lat. Tegoroczny przyjazd na zlot był szczególny – samochód stał w garażu przez dwa lata. – Dwa lata jej nie wyciągałem, właściwie teraz, bo w tamtym roku mi się nie udało dojechać ze względów czasowych. Dwa lata nie było wyciągane, dzisiaj pojechaliśmy do hali ją wyciągnąć, podpompowałem troszkę i auto odpaliło, jakby nie jeździło, nie wiem, od wczoraj. Beemka mnie zaskoczyła – opowiada z wyraźną satysfakcją.
BMW serii 5 z 1980 roku to w tej wersji prawdziwa rzadkość – dwulitrowy silnik sześciocylindrowy, a do tego automat skrzyni biegów, który w europejskich wersjach tamtej epoki był prawdziwą egzotyką. Dawid dopracował auto w każdym szczególe zgodnym z epoką: drewniana kierownica, oryginalne felgi i spoiler z tamtych lat.
– Ja tu kilka detali pozmieniałem, zgodnie z epoką. Felgi z tamtych lat, troszkę ładniejsze niż seryjne, zrobiłem dokładkę z przodu, spojler akcesoryjny. On też wtedy w tamtych latach taki występował. Kierownica też jest drewniana z tamtych lat – opisuje właściciel.
Dla Dawida jazda zabytkowym samochodem to przede wszystkim filozofia spotkań z ludźmi. – Mając takie auto, budzi się radość na drodze u innych. Raczej pozytywne są odbiory tych samochodów. Czasem jakiś sentyment się budzi u innych, bo one kiedyś jeździły w większej ilości, teraz już jest ich coraz mniej – wyjaśnia Dawid. I choć przez 19 lat przejechał BMW zaledwie około 12 tysięcy kilometrów, w tym roku ma ambitne plany. – Zamierzam więcej jeździć. Głównie na zloty, wyjazdy, spotkania. To okazja, żeby poznać fajnych ludzi – mówi Dawid.
Po uroczystościach przy Kościele pw. Miłosierdzia Bożego uczestnicy wyruszyli w trasę do zabytkowego Kościoła Świętej Urszuli z towarzyszkami w Gosprzydowej – kilkanaście kilometrów od Brzeska. Jak przypomniał w kazaniu ks. Werner, to tyle mniej więcej, ile uczniowie płynęli do Kafarnaum. XXII Rozpoczęcie Sezonu Klasycznej Motoryzacji pokazało po raz kolejny, że ta społeczność to coś znacznie więcej niż hobby.
Po co ksiądz katolicki do tego wszystkiego? – On też jest kierowcą, też korzysta z samochodu. No i jeżeli wierzymy w moc błogosławieństwa Bożego, to wierzymy, że Pan Bóg czuwa nad każdym naszym wyjściem i powrotem. Aczkolwiek nie możemy zapominać, że przepisy ruchu drogowego istnieją i praw fizyki człowiek nie przeskoczy. Jest to też pewnie jakieś takie niszowe apostolstwo, niszowe duszpasterstwo. No pewnie nie wszyscy ci ludzie są blisko Kościoła, nie wszyscy są blisko Pana Boga, ale z drugiej strony jeżeli przyjadą na imprezę zorganizowaną przy kościele, przez parafię i klub starych samochodów, to zawsze wygląda jakoś inaczej. Zawsze ktoś powie, że był na fajnej imprezie, którą zorganizował ksiądz. Więc jest to forma apostolstwa, jakiegoś zbliżenia tych ludzi do Pana Boga. Może nie wprost, ale zawsze jest to jakaś okazja, żeby o Panu Bogu coś usłyszeli – wyjaśnia ks. Werner.