Cuda na wyposażeniu: obraz „Opłakiwanie Chrystusa” z warsztatu włoskiego renesansu, kamienna chrzcielnica starsza niż niejeden zamek w okolicy (trzecia najstarsza w diecezji), gotycki krzyż tęczowy, krypty z dawnymi pochówkami. Cuda po renowacji: odnowione ołtarze, polichromia stropu, oczyszczony mur, wyremontowana elewacja i ściany – kościół odzyskał blask, który widać od progu (na zewnątrz też). I cud odkryty podczas renowacji – bo gdy konserwator zdejmował płótno z bocznego ołtarza, spod niego wyjrzał inny obraz, nieznany, zapomniany od czterech stuleci. – To są rzeczy, o których nikt nie wiedział – mówi Halina Gorgosz, która zna tę świątynię od dziecka. Które pozwalają na nowo się zachwycić. Początki sięgają XIV wieku. – 1335 – mówi Janina Górska, która długo była przewodnikiem po kościele w Wilczycach. Ten rok to pierwsza wzmianka o parafii. Jak ustalił w swojej pracy pochodzący stąd ks. Janusz Miłkowski, suma świętopietrza (podatku papieskiego) była znaczna jak na owe czasy, co oznacza, że wspólnota istniała znacznie wcześniej i była silna. Dlatego uważa, że początki parafii to może już koniec XIII wieku, po kanonizacji biskupa krakowskiego Stanisława Szczepanowskiego, patrona tutejszego kościoła. Wilczyska leżały przy ważnym szlaku handlowym zwanym Drogą Węgierską i były jedną z zaledwie dwóch parafii w całej dolinie Białej. – Kiedyś do tej w Wilczyskach należały wszystkie okoliczne ziemie – dodaje Janina Górska. Z biegiem wieków wydzielały się kolejne parafie. Wilczyska zostały z tym, co ich – z kościołem, cmentarzem i siedmioma wiekami historii.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








