• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Mapa na torcie

    dodane 07.06.2012 00:00

    Musiały zatroszczyć się o wiele, ale wiele też otrzymały. Bo spotkanie z papieżem jest zawsze wyjątkowym przeżyciem. 


    Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Tarnowa zatrzymał się w Domu Biskupim przy ul. Mościckiego, w którym posługiwały siostry józefitki. To właśnie one troszczyły się m.in. o przygotowanie i wystrój pomieszczeń, przyjęcie gości i przyrządzenie smacznych posiłków. W kronice kurii biskupiej (tom I, s. 78) czytamy: „Nasz dom po kilkutygodniowej wzmożonej pracy porządkowej po głównych remontach, przy pomocy sióstr postulantek, a także sióstr, które w ostatnich dniach przyjechały pomóc, jest już gotowy”. Ojciec Święty mieszkał w prywatnym apartamencie abp. Jerzego Ablewicza. Na tę okazję w Kalwarii Zebrzydowskiej wykonano drewniane meble, m.in. łóżko, biurko, meblościankę. Obecnie znajdują się one w pokojach gościnnych Domu Biskupiego. 
Spotkanie sióstr z papieżem odbyło się zaraz po jego przyjeździe na ul. Mościckiego. Stały cichutko, bo o to je proszono.

    „A Ojciec św. dobrodusznie się uśmiechnął i powiedział: »no teraz rzucajcie się na mnie« i kolejno podszedł do każdej siostry.” Następnego dnia rano józefitki miały kolejną okazję spotkać się z Janem Pawłem II. Siostra wikaria wręczyła papieżowi kwiaty i obraz św. Józefa namalowany przez nowicjuszkę. W grupie sióstr była również s. Leo-
nilla Słowik, znana słuchaczom Radia Maryja, autorka książek kucharskich, a w Tarnowie szefowa kuchni biskupiej. To właśnie ona przygotowywała papieskie menu. – W dniu przyjazdu papież jadł kolację, a następnego dnia śniadanie w małym gronie, obiad i lekki podwieczorek – opowiada s. Leonilla. Na obiad jako przystawka był pstrąg w galarecie i łosoś, następnie zupa piwna i ptysie nadziewane kremem beszamelowym z szynką i serem, na ostro. Było też canelloni ze względu na licznych gości z Włoch. – Z myślą o nich przygotowałyśmy ziemniaki pieczone po włosku, były różne mięsa, sałaty, a na deser owoce, biszkopt z sosem i gruszkami oraz torty – wspomina józefitka. Wypieki były wyjątkowe. – Upiekłyśmy dziesięć tortów, każdy po trzy krążki. Ich przygotowanie zaczęłyśmy dopiero na dwa dni przed przylotem Jana Pawła II
do Tarnowa – dodaje s. Januaria, dziś pracująca w Uszwi. Każdy z nich ozdobiono mapą Polski z zaznaczonym miejscem wizyty papieża, co bardzo spodobało się gościom. – Przygotowanie posiłków było ogromnym przeżyciem, bo bardzo nam zależało, aby wszystko się udało – podkreśla s. Leonilla. •

    Z potrzeby serca

      Ks. Infułat
Władysław Kostrzewa, ówczesny sekretarz
abp. Jerzego Ablewicza 


    – Ojciec Święty, ilekroć przyjeżdżał do Polski, podkreślał, że jeszcze nie był w Tarnowie, a chce tu być z potrzeby serca. W 1986 r.
na 200-lecie naszej diecezji mówił,
że chce do nas przyjechać z darem
– wyniesieniem do chwały ołtarzy córki naszej diecezji bł. Karoliny Kózkówny. Był już bowiem zakończony proces i podpisany dekret męczeństwa.
Zaczęły się więc wielkie przygotowania do wizyty. Ówczesne władze nie były
za bardzo przychylne temu, aby ta wizyta wypadła jak najlepiej. Trasa przejazdu też nie była taka prosta, trzeba więc było o wszystko walczyć. Ojciec Święty wyraził osobiste życzenie spędzenia nocy w Tarnowie. Oprócz przygotowania pałacu biskupiego musieliśmy również zatroszczyć się o miejsce noclegowe
dla świty papieskiej i osób towarzyszących,
których było ponad 30. Na czas pobytu w Tarnowie zatrzymali się oni na plebanii katedralnej. Do miasta przyjechała też komisja watykańska, która sprawdzała wszystko od strony bezpieczeństwa.
Ona decydowała, kto z Ojcem Świętym będzie mieszkał w domu biskupim. Do Tarnowa papież przyleciał dzień wcześniej na lądowisko w Mościcach. Potem było zakwaterowanie i kolacja, a Jan Paweł II był tak uradowany z wizyty, że co chwilę powiększał liczbę osób, z którymi chciał zjeść kolację. Byli na niej m.in. kard. Macharski i kard. Gulbinowicz. Na następny dzień, mimo spędzenia
na modlitwie prawie całej nocy, dziękując za dar beatyfikacji Karoliny, pełen nadprzyrodzonej radości mówił, że dzisiaj będzie dodatkowa radość. Przed samą Mszą św. papież powiedział do mnie: „Będziesz miał arcybiskupa, ale nic na razie nie mów”. Po Eucharystii był obiad, który mocno się przeciągnął, a na nim bardzo dużo kardynałów i biskupów, m.in. z Węgier, Czechosłowacji.
Po posiłku chwila na odpoczynek i nieszpory eucharystyczne na placu Katedralnym. Wcześniej jednak papież nawiedził katedrę, którą dobrze znał,
bo wielokrotnie brał udział w odbywających się w niej uroczystościach. Długo modlił się
przed Najświętszym Sakramentem i Pietą. Po nabożeństwie poszedł jeszcze
na plebanię, gdzie chciał odwiedzić ks. Kosa. Przechodząc koło „swojego” pomnika, zatrzymał się, popatrzył i powiedział: „Nawet jestem podobny”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół