• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Zapraszamy do serwisu specjalnego

    Panieńska legenda

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 28/2012

    dodane 12.07.2012 00:15

    O wojach Bolesława Śmiałego, niewiernych żonach i zamku na górze. Opatrzona okolica, niepozorne ślady, a jednak za czymś, co zupełnie spowszedniało, kryć się może ciekawa historia. I to tuż obok nas. Tym razem pod Tarnowem.

    Bardzo znany romantyczny poeta, uczestnik powstania listopadowego, Seweryn Goszczyński niewiele widział godnego uwagi w Tarnowie.

    Koplówki i kanty

    W pisanym w 1832 roku „Dzienniku podróży do Tatrów”, które to dzieło jest uważane za pierwszy polski przewodnik turystyczny, poświęca miastu nad Białą kilka zdań. Owszem, zauważa, że Tarnów „należy do liczby porządniejszych miast w Galicji” i „ma pozór dość wesoły”. Są w nim urzędy i biskup łaciński. Poza katedrą jednak nic, co by zasługiwało na bardziej szczegółową wzmiankę. Reflektuje się jednak i naprawia błąd: „Tarnów jest ojczyzną i mieszkaniem głośnego tu wyrabiacza fajek, niejakiego Kopla”. Jego wyroby były ponoć wyborne, a popyt na koplówki znaczny, skoro kilkaset rocznie woził do Wiednia. Goszczyński sam dwie koplówki sobie zamówił. „Zalecają się i materiałem wybornym, i robotą gustowną”. O ludziach niewiele miał dobrego do napisania. Owszem, zauważył, że „rozwolnienie obyczajów” mniej widoczne jak na Rusi, ale czyni bardzo wyraźny przytyk do miejscowych, dzięki którym „Tarnów wyrobił sobie smutną głośność z szulerki”.

    Prywatna wojenka

    Mieszkając, a właściwie ukrywając się przed represjami carskimi przez kilka miesięcy w Mikołajowicach we dworze Wojciecha Tetmajera (z Adolfem Tetmajerem, ojcem znanego poety Kazimierza, wspólnie chodzili po Tatrach), do miasta niechętnie zagląda. Godniejsza uwagi była dla niego wieś i okolice. „Widok na wzgórza z jednej strony, na lasy ogromne z drugiej, jest i zajmujący i rozmaity”. Ciekawił go Wojnicz z jego bogatą historią: „leży o pół godziny drogi od Mikołajowic. Jeszcze bliżej przechodzi wielki gościniec z Tarnowa do Podgórza Krakowskiego, najdłuższy i najgłówniejszy w Galicji. Ruch jego niemały ożywia tę okolicę”. Legenda mówi, że nazwa Wojnicz wzięła się od wydarzeń z XI wieku, kiedy tu właśnie broniły się żony wojów Bolesława Śmiałego ze swymi kochankami przed wracającymi po dwuletniej wyprawie pod Kijów mężami. W tym miejscu miały zostać pokonane. Na pamiątkę tej wojenki król założył miasto i nazwał je Wojniczem. Romantyczna, krwawa i dramatyczna legenda bardzo spodobała się Goszczyńskiemu. Poszedł jej tropem. Dokąd? Na Panieńską Górę.

    Burza uczuć

    Góra (wysokość 331 m n.p.m.) leży na granicy Wielkiej Wsi i Milówki, jest najdalej wysuniętym na północny wschód wzniesieniem Pogórza Wiśnickiego i stanowi północną granicę Karpat. Goszczyński wchodził od wschodu, czyli od Wielkiej Wsi i Dunajca. Dziś można tak samo uczynić, korzystając z oznakowanej drogi do „Krzyża jubileuszowego”, postawionego w 2000 roku na szczycie. Ewentualnie z niebieskiego szlaku wiodącego z rynku w Wojniczu przez Więckowice na Panieńską Górę do Wielkiej Wsi. Żony rycerzy miały bowiem, odparłszy pierwszy atak, uciec na tę największą wyniosłość. „Ośm wieków temu, pomyślałem sobie, jaki ruch, jaka wrzawa musiały kłócić tę ciszę! Co za burza uczuć najsłodszych i najokropniejszych grała tu przed ośmią wiekami! Z jednej strony mężowie zemstą zajadli z drugiej piękność, występna potrzebą kochania, wściekła rozpaczą”. Na szczycie Goszczyńskiego zastała gęsta mgła, więc musiał schodzić, „zerwawszy kilka fiołków na pamiątkę odwiedzin Panieńskiej Góry” i doznanych na niej wzruszeń.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość
      przewiń w dół