• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Lista marzeń

    Joanna Sadowska

    |

    Gość Tarnowski 03/2013

    dodane 17.01.2013 00:00

    W przypadku Piotra pełnoletniość oznaczała nie tylko rozpoczęcie wymarzonych studiów, ale niestety też utratę pomocy finansowej.

    Do niedawna Piotr mieszkał z rodzicami w Dąbrowie Tarnowskiej. W 2011 roku ukończył naukę w liceum ogólnokształcącym o profilu informatycznym i zdał maturę. – W ubiegłym roku zrealizowałem kolejny punkt z listy moich planów. Przeprowadziłem się do Warszawy, gdzie rozpocząłem studia informatyczne – opowiada 19-letni Piotr Radoń. I w zasadzie nie byłoby w tym nic dziwnego, bo tak wygląda życie większości młodych ludzi – nauka w rodzinnym mieście, studia i przeprowadzka. W przypadku Piotra nie jest to takie zwyczajne i proste. Choruje on bowiem na amelię totalną, a każda zmiana w jego życiu to wielkie wyzwanie dla całej rodziny.

    Bariery

    Piotr urodził się bez nóg i rąk. Brak kończyn to niejedyna bariera w normalnym funkcjonowaniu. Od kilku lat w znacznym stopniu pogłębia się u niego skolioza kręgosłupa. Powoduje ona ucisk narządów wewnętrznych, szczególnie na płuca, to z kolei wywołuje duszności oraz częste infekcje dróg oddechowych. Chłopak cierpi też na astmę. Schorzenia te wymagają stałego leczenia, a koszty lekarstw, rehabilitacji i wyjazdów rehabilitacyjnych przerastają możliwości finansowe rodziny Radoniów. Gdy Piotr mieszkał w Dąbrowie Tarnowskiej, problemem było też zwykłe szczepienie czy pobranie krwi. – Musiałem jeździć do Krakowa, bo tu nie było specjalistów umiejących zaszczepić osobę bez rąk i nóg – dodaje Piotr.

    Student i marzyciel

    Pomimo chorób stara się żyć jak każdy zdrowy chłopak. Interesuje się muzyką, informatyką, historią, polityką i prawem. Pasjonuje się lotnictwem cywilnym i pilotażem samolotów pasażerskich. – Od zawsze marzę o tym, aby zasiąść w kokpicie samolotu, aby móc obejrzeć pracę kapitana w czasie całego rejsu. Moim wymarzonym zawodem jest właśnie pilotaż samolotów pasażerskich. Lubię też śpiewać i czytać w internecie ciekawe artykuły. Mam nawet swoją stronę www.piotrekradon.pl. Uwielbiam również sport, najbardziej piłkę nożną. Niestety ze względu na stan zdrowia, większość dyscyplin jest dla mnie nieosiągalna. Może w przyszłości, jak będę miał odpowiednie protezy, stanie się to możliwe. Na razie nauczyłem się grać w szachy – opowiada. Siła woli idzie u niego w parze z pracowitością. Piotr, wymagający całodobowej opieki, nie tylko ukończył z wynikiem bardzo dobrym szkołę średnią, ale dostał się do Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych w Warszawie. To oznaczało przeprowadzkę do stolicy zarówno Piotra, jak i jego rodziców, bez których nie dałby sobie rady. Obecnie rodzice Piotra nie pracują. Mama z pracy zawodowej zrezygnowała już 17 lat temu i całkowicie oddała swój czas choremu synowi, tato jest na bezrobociu.

    Koło ratunkowe

    Mimo trudnej sytuacji materialnej Piotr dalej marzy, tym razem o operacji zmniejszenia skoliozy. – W Polsce ze względu na złożone nieprawidłowości w mojej budowie ciała, lekarze nie podejmą się leczenia operacyjnego – dodaje. Zabieg można wykonać w jednym z amerykańskich szpitali, jednak koszty związane z operacją są bardzo wysokie. To wydatek w granicach 130–200 tys. zł. Piotr wierzy, że kiedyś się uda, mimo że czas działa na jego niekorzyść. Ukończył 18 lat i jednocześnie utracił wsparcie organizacji pomagających dzieciom. Pozostają więc ludzie dobrej woli i instytucje wrażliwe na ludzkie nieszczęście. I to właśnie m.in. do Piotra trafią pieniądze przekazane Caritas Diecezji Tarnowskiej w ramach 1 procenta. – Bardzo chcę stać się samodzielny i rozwijać swoje pasje, lecz bez pomocy innych będzie to dla mnie bardzo trudne. Jakość mojego życia zależy w dużym stopniu od drugiego człowieka – mówi Piotr.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • OBIEKTYWNA
      21.01.2013 00:55
      Nie wszystkie zdania w artykule są prawdziwe.Odnośnie pobierania krwi,to niestety nie jest prawdą,że Piotr musial jeździć do Krakowa DO SPECJALISTÓW,bo ZAWSZE,gdy zaszła koniecznośc pobrania krwi do analizy to Panie Pielęgniarki z Oddz.Dziecięcego w Dabrowie Tarnowskiej słuzyły pomocą i NIGDY takiej pomocy nie odmówiły!Pozdrawiam!
    • autor
      30.01.2013 09:46
      Artykuł powstał na podstawie rozmowy z Piotrem Radoniem i był autoryzowany. Jeśli przez przypadek ktoś poczuł się obrażony to przepraszam.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół