• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Dobre serca

    Ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 07/2013

    dodane 14.02.2013 00:00

    To największa parafia w Nowym Sączu, a im więcej ludzi, tym obfitsze miłosierdzie.

    Plac przy bazylice św. Małgorzaty. Wnętrze wielkiej naczepy ciężarówki wygląda jak spichlerz. Zgrzewki słoików z dżemem szybko znikają. Na chwilę tylko lądują w magazynie obok puszek z groszkiem i marchewką, kaszy i ryżu. Do końca lutego wszystko ma być rozdane potrzebującym.

    Coraz więcej biedy

    Tymczasem panie z Caritas przy parafii św. Małgorzaty skwapliwie liczą kolejne partie jedzenia. – To tylko jedna z form pomocy ubogim, w której pośredniczymy – mówi Edyta Tobiasz, od 48 lat wolontariuszka miejscowej Caritas. Cała grupa liczy 16 kobiet, które dzielą żywność, przyjmują i rozdają używane ubrania, a jak trzeba, to wykupią leki, zapłacą za energię, gaz, czasem czynsz, a sporadycznie udzielą zapomogi tym, którzy tej pomocy najbardziej potrzebują. Na święta podopieczni Caritas, w tym więźniowie, otrzymują też paczki żywnościowe, do dzieci przychodzi Święty Mikołaj. Grupa dofinansowuje również wypoczynek wakacyjny dzieciom. – W zeszłym roku nasz przychód wyniósł ponad 200 tys., wydaliśmy niewiele mniej – dodaje pani Edyta. Pieniądze otrzymują z ofiar składanych przez ludzi na cele charytatywne, pomagają też, choć coraz mniej licznie, sponsorzy.

    Ewangeliczne grosze

    – Ludzie wspierają nas m.in. podczas Triduum Paschalnego, kiedy przychodzą modlić się do kościoła. Cieszą też wielkopostne skarbonki Caritas, do których dzieci składają swoje grosze. Dzięki ludziom możemy pomagać, ale biedy jest coraz więcej, zwłaszcza spowodowanej bezrobociem – przyznaje pani Edyta. Wolontariuszki Caritas mają systematyczne dyżury w tygodniu w punkcie pomocy „Dobre serca”, który działa już ponad 20 lat. A jedną z wielu form pracy na rzecz potrzebujących jest także pomoc w wypełnianiu zeznań podatkowych – w ubiegłym roku skorzystało z tego blisko 500 osób. Podopieczni grupy Caritas otrzymują pomoc dwa razy w miesiącu. – Kwalifikuje ich do tego, po rozeznaniu sytuacji, ks. opiekun Krzysztof Franczyk – mówi pani Edyta. Wsparciem objętych jest od 140 do 170 rodzin, zwłaszcza wielodzietnych, a także sporo osób samotnych. Wiedzę o potrzebujących panie czerpią dzięki własnemu wywiadowi środowiskowemu, księżom lub od samych zainteresowanych.

    Dom na osuwisku

    Pora obiadu. Po południowej stronie placu kościelnego mieści się kuchnia dla ubogich, prowadzona przez miejscową Caritas od 23 lat. Największy ruch jest o 12.30. – Dawniej więcej przychodziło ludzi starszych, dziś – młodych, m.in. z ośrodka interwencji kryzysowej. Ludzie najbardziej lubią kapuśniak, grochówkę, żurek i barszcz – mówią Małgorzata Sroka i Dorota Szmit. Kuchnia pracuje od poniedziałku do piątku, a w sezonie jesienno-zimowym także w soboty. Korzysta z niej pan Roman. – Chodzę tu już drugi rok. Trzy lata temu osuwisko zniszczyło dom, a wcześniej zrobiłem w nim kapitalny remont, biorąc kredyt. Dom trzeba było opuścić, lecz raty zostały. Żona schorowana, moja renta ledwie wystarcza na życie, opłaty i raty kredytu, więc przychodzę tu na ciepły posiłek, zabierając go także dla małżonki. Jest bardzo ciężko, choć pewnie mogło być gorzej – zwierza się ze smutkiem. Dziennie kuchnia wydaje około 140 posiłków, daje też chleb, a na niedzielę suchy prowiant. – Niektórzy zjedzą nawet trzy talerze, bo to dla nich jedyny posiłek w ciągu dnia – dodaje pani Małgorzata. W kuchni przygotowywane są też posiłki dla dzieci, które przychodzą do parafialnej świetlicy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół