• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Marzenia o sanktuarium

    Joanna Sadowska

    |

    Gość Tarnowski 08/2013

    dodane 21.02.2013 00:00

    – Na świecie dzieją się różne rzeczy, a u nas jest spokojnie – podkreślają zakliczynianie. I bezpiecznie, jak w domu, u Matki.

    Niewiele jest parafii w diecezji, gdzie raz w miesiącu, przez cały rok, w deszczu, śniegu czy słońcu parafianie uczestnicząc w procesji z lampionami, odmawiają Różaniec. Prawie jak w Lourdes, i tam, i tu modlitwa płynie wprost do nieba. A Maryja słucha i wysłuchuje. – Kiedy działo się coś niedobrego, a omijało Zakliczyn, to przypisywano to Matce Bożej. Ludzie zawsze uważali, że szczególnie opiekuje się tym miejscem i je chroni. I dalej tak mówią. U nas jest spokojnie, a na świecie różne rzeczy się dzieją – opowiada ks. Paweł Mikulski, zakliczyński proboszcz.

    Łaska na zgliszczach

    Maryja opiekuje się tym pięknym zakątkiem diecezji już od ponad 400 lat. Obraz, datowany na XVI w., prawdopodobnie jest dziełem krakowskiego artysty. Pochodzi z kaplicy melsztyńskiego zamku, podobnie jak ołtarz boczny z wizerunkiem Chrystusa Przemienionego.

    Namalowany został na płótnie, a następnie naklejony na deski. Przedstawia Madonnę z Dzieciątkiem, która w prawej dłoni trzyma białą różę, symbolizującą czystość i doskonałą miłość. Dzieciątko zaś prawą rączką błogosławi, w lewej trzyma glob ziemski. Do świątyni obraz trafił w 1768 roku. Był to rok, kiedy zakończono budowę nowego, barokowego kościoła, wcześniejszy bowiem, pochodzący ze średniowiecza, spłonął w 1735 roku.

    Lata oddalenia

    Obraz szybko zaczęto otaczać czcią. – Pojawienie się nowego wizerunku Matki Bożej bardzo ożywiło pobożność maryjną zakliczyńskiej parafii. Na przełomie XVII i XVIII wieku obraz był przystrojony w srebrne, pozłacane sukienki, koronę oraz berło – mówi ks. P. Mikulski. Niestety, nie zachowały się one do dziś, podobnie jak liczne wota, ofiarowane Maryi przez lata. Przetrwała natomiast miłość do Matki Bożej Zakliczyńskiej, choć były czasy, kiedy kult został zapomniany i zaniedbany. – Ale Matka w sercach pozostała. Poprzedni proboszcz, ks. Józef Piszczek, dokładał wielu starań, aby kult przywrócić. Mnie też bardzo na tym zależy, bo sam wychowywałem się w cieniu Matki Bocheńskiej, a potem już jako kapłan byłem wikariuszem w bocheńskim sanktuarium – dodaje proboszcz.

    Sanktuaryjny tron

    W zakliczyńskiej parafii podejmowanych jest coraz więcej maryjnych inicjatyw. Przez ponad dwa lata trwała peregrynacja kopii maryjnego obrazu. Od kilku lat w ostatnią sobotę miesiąca odprawiana jest nowenna do MB Różańcowej, a w pierwszą środę procesja z lampionami. Licznie uczestniczą w niej drugoklasiści. – Pod okiem Matki Bożej przygotowują się do Pierwszej Komunii św. Mam nadzieję, że kiedyś to zaowocuje, a Maryja wciąż będzie prowadzić je do Jezusa – podkreśla proboszcz. Codziennie też na internetową skrzynkę intencji przysyłane są prośby z Polski i z zagranicy o opiekę Matki Bożej i św. Idziego, patrona parafii. – Moim marzeniem jest, aby w tym miejscu powstało sanktuarium, nieważne, czy doczekam tego ja, czy mój następca. Ważne, by Matka miała należne tu miejsce – dodaje proboszcz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół