• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Pozwólcie nam godnie żyć!

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 09/2013

    dodane 28.02.2013 00:00

    Rolniczy protest. Sytuacja na małopolskiej wsi jest coraz bardziej dramatyczna. Władza przekonuje, że na wieś płynie rzeka pieniędzy, tymczasem chłopi mówią, że trudno związać koniec z końcem.

    Sobota, 16 lutego. Ulicami Nowego Sącza przejeżdża kolumna ciągników rolniczych i samochodów. Zatrzymuje się przed delegaturą Urzędu Wojewódzkiego. Tu protestujący rolnicy składają postulaty. W manifestacji bierze udział około 200 osób. – Na razie niewiele. Dziś w samym Krakowie byłoby nam ciężko się zorganizować, ściągnąć ciągniki, ale mamy kontakty do rolników w całym regionie, którzy są z nami. Jeżeli nic się nie będzie zmieniać, to zorganizujemy w Krakowie o wiele większą manifestację – mówi Wojciech Włodarczyk, przewodniczący Zarządu Regionu „Solidarności” Rolników Indywidualnych. O co chodzi rolnikom? Między innymi o zapewnienie równych warunków konkurencji w UE polskim gospodarstwom, utrzymanie KRUS-u, zabezpieczenie polskiej ziemi dla polskich rolników, dopuszczenie swobodnego handlu produktami regionalnymi przez rolników, wsparcia socjalnego dla mieszkających na wsi, wreszcie zapewnienia pluralizmu w mediach i zaprzestania walki z Kościołem. Postulaty są i ekonomiczne, i światopoglądowe. – Nie chcemy nikomu niczego zabierać, chcemy jako rolnicy godnie żyć. Tymczasem jesteśmy w Polsce obywatelami drugiej kategorii. W Unii Europejskiej polski chłop nie jest traktowany na równi z innymi. Jak długo jeszcze? – pyta Wojciech Włodarczyk.

    Będzie dziad?

    Protestujący rolnicy mają biało-czerwone flagi. Jedną z nich trzyma Stanisław Mrowca z Przyszowej. – Gospodaruję na 7 ha, jeszcze do tego 3 hektary dzierżawię. Niby duże gospodarstwo. Chowam bydło, buhaje i krowy mleczne, około 20 sztuk. Z żoną gospodarujemy, mamy troje dzieci i chorą mamę. Z gospodarki żyjemy, ale bardzo słabo – mówi Stanisław. Jak na warunki małopolskie, przy 10 hektarach, to właśnie jemu powinno być najlepiej. – Jak dzieci idą do szkoły, to ledwie na buty starcza – dodaje. Obok stoi Kazimierz Woźniak z Męciny. – Ja już jestem emerytem i przekazałem gospodarstwo. Tu obok jest syn. Wie pan, czworo dzieci z tej gospodarki wychowałem. Porozjeżdżały się po świecie. Tylko tego zatrzymałem, żeby został na ziemi. Dziś tego żałuję, bom go bardzo obciążył. On płacze czasem, bo nie ma dzieci za co do szkoły posłać. I jak się nic nie zmieni na wsi, to on będzie dziad – przyznaje z goryczą Kazimierz Woźniak.

    Rząd ma nas za nic

    Ludzie na wsi przyzwyczajeni są do ciężkiej pracy. – To jest robota dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Nie ma urlopów, wypadów na weekend. U nas wody jeszcze brakuje, to do temperatury –10 stopni Celsjusza woziłem zwierzętom codziennie z rzeki. Ciężko jest – przypomina Stanisław Mrowca. Ale nie o to chodzi. Z własnej pracy na ziemi nie są w stanie wyżywić swoich rodzin. – To już są rozwiązania systemowe. Rząd ma nas za nic. Za jakie ceny my musimy oddawać mleko czy owoce? W skupie mleko – 80 groszy, a jak idzie pan do sklepu to 2,50 zł. Kto na tym zarabia? Bo nie rolnik – mówi Jan Szewczyk, sołtys z Długołęki Świerkli. Przyznają rolnicy, że nie opłaca się gospodarować. – Kupisz pan dwa warchlaki za 500 złotych, a po paru miesiącach tuczenia sprzedasz pan za 800. To jak tu zarobić? Dołożyć jeszcze trzeba – uważa Maciej Król, młody chłopak, który pomaga ojcu gospodarować w Krasnem Potockim. – Paliwo 50 groszy w górę, a mleko w skupie 20 groszy w dół. Taka prawidłowość – dodaje W. Włodarczyk

    Kwestia wolności

    Ludzie w Polsce zazdroszczą rolnikom KRUS-u, dopłat unijnych. – Nie ma czego zazdrościć. Wie pan, że połowa rolników nie płaci ubezpieczenia KRUS w terminie, bo nie ma nawet tych małych pieniędzy? – pyta Stanisław Mrowca. Z drugiej strony Przyszowej, za górką, gospodaruje na małym areale (2 ha) Wojciech Włodarczyk. – Moje szczęście, że mam rentę. Ale co to za majątek? 500 złotych. Trudno to traktować inaczej niż jałmużnę – mówi. Dopłaty? – Tu nie ma równości. W Polsce jest 700 złotych, a w Grecji ponad 500 euro do hektara, w Niemczech ponad 400 euro. To jak my mamy się czuć? Jesteśmy rolnikami drugiej kategorii – z żalem mówi Maciej Król. To może rolnicy w Małopolsce, skoro nie opłaca im się gospodarować, powinni zastanowić się nad porzuceniem ziemi, sprzedażą i przeprowadzką do miasta? – Przez 7 lat prowadziłem działalność gospodarczą. Miałem ciężarówkę. Ale jak zmarł ojciec, który gospodarował na tej gazdówce, to zostawiłem firmę i wziąłem ojcowiznę, żeby na niej gospodarować, żeby nie zostawić tej ziemi. Posiadanie własnej ziemi dla rolnika jest ważne. Choć nie daje ta ziemia pieniędzy, to przynajmniej na swoim się żyje i daje ona pewną wolność – kiwa głową Stanisław Mrowca z Przyszowej.

    Władza robi w konia

    – Chcemy mieć możliwość produkowania i dzielenia się, bo rolników naprawdę stać na to, aby dobrze i zdrowo żywić polskie społeczeństwo – dodaje W. Włodarczyk. Tymczasem rzuca im się kłody pod nogi. Świeży przykład robienia rolników „w konia” podaje Jadwiga Łopata z Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi. – Uprawy GMO, czyli genetycznie modyfikowane. 28 stycznia wprowadzono prawo, które wprowadza zakaz uprawy, ale nie ma zakazu sprzedaży. Rolnicy manipulowani przez sprzedających kupią ziarno i wysieją, i to oni poniosą za to odpowiedzialność – mówi. Jadwiga Łopata zaskoczona jest trochę, że na protest nie przyszli mieszkańcy Nowego Sącza. – Jako konsumenci powinniśmy cenić polskiego rolnika, bo jeszcze produkuje dobrą żywność – dodaje. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół