• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Ten, co ostatnią koszulę oddał

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 14/2013

    dodane 04.04.2013 00:00

    Jego grobowiec nigdy nie jest opuszczony. Zdobią go kwiaty, rozświetlają znicze, otacza modlitwa miejscowych i przyjezdnych.

    Są wśród nich ci, którzy modlili się o wstawiennictwo szczawnickiego prefekta ks. Jana i zostali wysłuchani. Ksiądz Jan Kozioł urodził się w Kolbuszowej w 1894 roku. Aż 20 lat pracował w Szczawnicy jako prefekt, czyli stały katecheta. Wcześniej był wikariuszem w Borowej k. Mielca, Zgórsku i Łącku. – Krótko przystrzyżone włosy, ułożone na jeżyka, czyste zadbane ubranie, choć na sutannie pojawiało się z czasem coraz więcej łat – opisuje ks. Jana Halina Mastalska.

    Znikająca bielizna

    Oczkiem w głowie ks. Jana były dzieci i młodzież. Troszczył się o ich rozwój duchowy, zwracając uwagę na modlitwę, adorację, wypożyczając książki religijne, organizując zamknięte rekolekcje szkolne, pielgrzymki. Nie zaniedbywał też opieki nad uczniami z ubogich rodzin, pamiętając o tak zwyczajnych ich potrzebach jak pożywienie i ubranie. – Dzieciom, które straciły ojców w I wojnie światowej, organizował przed lekcjami śniadanie, innym głodnym zanosił kanapki do szkoły.

    Kiedy orientował się, że któreś z nich nie miało butów lub ubrania, dyskretnie kupował potrzebne rzeczy i dawał rodzicom – dodaje Halina Mastalska. Pracujące na plebanii osoby zauważyły, że z pokoju księdza giną białe rzeczy. Okazało się, że obrusy, koszule, pościel i prześcieradła wędrują do najuboższych dzieci na ich pierwszokomunijne stroje. Ks. Jan organizował dzieciom także czas wolny, a to przez konkursy, grę w piłkę nożną i zawody narciarskie. Kiedy uczył także w Krościenku, dzieci ze Szczawnicy szły razem z nim, żeby jeszcze raz go słuchać. A że nie miały butów, bywało, iż ks. Jan niósł z powrotem „na barana” poszkodowanego z zakrwawionymi stopami. Szczawniczanie uważają go za wielkiego organizatora życia społecznego. Dla formacji młodzieży założył Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej i Żeńskiej, a potem także dorosłych. Chciał też pomóc ludziom w lepszym, efektywniejszym gospodarowaniu ziemią. – Dziewczynom zorganizował kurs haftu u sióstr, a chłopców uczył nowocześniejszej uprawy roli – wspomina wiekowy już Wojciech Salamon. Przykładem, że nowe znaczy lepsze były poletka, na których eksperymentowano z nawozami i odmiennymi technikami uprawy roślin. Ludzie podziwiali okazałe buraki i dorodne ziemniaki, które potem pokazywano na specjalnych wystawach rolniczych w okolicy. Ks. Jan uczył także sadownictwa, a jako pierwszy wprowadził w Szczawnicy do użytku pług do okopywania ziemniaków.

    Ostatnia koszula

    Duchowość ks. Jana, jak opisuje ją Halina Mastalska, była zbudowana wokół modlitwy, zwłaszcza adoracji Najświętszego Sakramentu. Sam długo się modlił przed tabernakulum wieczorami w kościele, a także w ciągu dnia, gdy miał wolną chwilę. Do świątyni przyprowadzał też często uczniów na adorację. Do I Komunii św. przygotowywał dwie córki Stefana Swieżawskiego, który uważał ks. Jana za świątobliwego kapłana. Podobnie wyraziła się o nim s. Leonia Nastał, której proces beatyfikacyjny jest w toku. Ks. Jan był jej spowiednikiem. Był również kapłanem o duchowości głęboko maryjnej. Ludzi ujmowało jego ubóstwo i chęć dzielenia się wszystkim z ubogimi. Bywało, że zdejmował z siebie koszulę czy sweter, by oddać bardziej potrzebującym. – Gdy szukano dla niego ubrania do trumny, okazało się, że nie miał ani jednej białej koszuli. Ostatnią podarował rodzinie zmarłego wcześniej niż on parafianina, by mogła skompletować jego śmiertelny przyodziewek. Dopiero siostry ze „Świtezianki” uszyły księdzu koszulę z ich prześcieradła – dodaje pani Halina. Zmarł w 1942 roku, a jego trumnę niesiono na ramionach aż dwa kilometry. Ludzie szlochali, gdy szef Akcji Katolickiej Dominik Malinowski zwrócił się do ks. Jana: „Ty, coś ostatnią koszulę drugim podarował…”. – Pamięć o ks. Janie jest bardzo żywa, a nasz oddział AK chce jeszcze bardziej „wypromować” tego świętobliwego księdza, zwłaszcza dziś, gdy kapłanów tak chętnie się oczernia i znieważa – podkreśla pani Halina.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół