• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Kaplica jak błogosławieństwo

    dodane 05.09.2013 00:00

    Gromadzi raptem dwustu, trzystu wiernych. Ale siła w nich taka, jaka w tysiącach.

    Znajdujemy się prawie dokładnie w miejscu, w którym Grybów spotyka się zarazem z Ptaszkową i Kąclową. Kościoła z głównej drogi nie widać. Choć kaplica dziś należy do parafii w Grybowie, to stoimy jednak w Ptaszkowej. Fundament wiary W 1940 roku Katarzyna i Piotr Gurbowie ofiarowali 8 morgów pola na to, żeby stanęła tu kaplica. Mimo działań wojennych, ludzie wzięli się do roboty. – W czasie wojny stały tu tylko fundamenty, nic więcej, a jednak na tych fundamentach stawiano, przynajmniej w święto patrona, św. Piotra, ołtarz i odprawiano Msze – opowiada Tomasz Bochenek, którego rodzina od lat opiekuje się kaplicą. Marzenia o budowie zrealizowali po wojnie. Ludzie wiedzieli, że z nową władzą ludową łatwo nie będzie. – Po tym, jak naprawili tunel na Kamionce i ruszyły pociągi, koleją sprowadzili tu barak z byłego obozu w Pustkowie koło Dębicy i postawili na fundamentach – dodaje Tomasz. Tak minęło 20 lat. Mieli kaplicę, małą, ciasną, ale własną. W 1965 roku dostawili prezbiterium, dwie zakrystie i przedsionek z wieżą. Dziś cały czas coś przy kaplicy ta mała społeczność robi.

    W ostatnim czasie zostały odnowione ołtarze i odmalowane wnętrze. Kościółek został ocieplony i dostał nową instalację elektryczną. Teraz kończą robić ogrodzenie. – Ludzie są tu bardzo przywiązani do tej świątyni. Najlepszy dowód to fakt, że tak bardzo o nią dbają – przyznaje ks. Rafał Mirosławski, wikariusz z Grybowa, opiekun kaplicy. Cenny eksponat Patrycja Bochenek i Paulina Tokarz we wrześniu zaczęły naukę w szkole ponadgimnazjalnej. – W czasie wakacji przyszedł nam do głowy pomysł, by zrobić wystawę z różnych przedmiotów, nieużywanych rzeczy przechowywanych w kaplicy – mówi Patrycja. Dostały pozwolenie. Przez tydzień, przy współpracy krajana z Podjaworza ks. Stanisława Gurby, przejrzały wszystkie szafy, powyciągały eksponaty, wyczyściły je, opisały i przygotowały wystawę w kaplicy. – Ciekawe są stare XIX-wieczne mszały, także skrzypcowe ornaty i – najstarszy eksponat – puszka na komunikanty z 1708 roku – pokazuje Patrycja Tokarska. Wystawę zwiedziło kilkaset osób. – To są przedmioty, których ludzie nigdy z bliska nie widzieli. Teraz mogli to zrobić. To też nauka historii Kościoła i liturgii. Wreszcie to są rzeczy z Podjaworza, to nasza historia – mówią dziewczyny. Odwiedzający wrzucili do koszyczka prawie tysiąc złotych dobrowolnych ofiar.

    – Byłem za tym, by za swoją pracę i zaangażowanie część ofiar wykorzystały i wyjechały na jakąś wakacyjną wycieczkę, ale dziewczyny nie chciały – mówi ks. Rafał. – Ważniejszy jest remont tej naszej kaplicy. Chciałyśmy, aby te środki w 100 procentach poszły na ten właśnie cel – mówią. Nasze miejsce Stąd do Ptaszkowej są 4 kilometry, a 6. do Grybowa. 50 lat temu to było strasznie daleko. – Przyszłam tu mieszkać w 1952 roku. Biednie tu było, prawie koniec świata – śmieje się babcia Pauliny, Janina Bochenek. Msza była raz w miesiącu. W niedziele chodziło się do Ptaszkowej. – Małe dzieci były, to ja leciałam do Ptaszkowej na 8 rano i biegiem musiałam wracać, żeby mąż mógł na 11 pójść. Ta kaplica to było błogosławieństwo. Czekaliśmy na to – wspomina. Dziś jednak jest dobry dojazd, są samochody. Czy kaplica na Podjaworzu dla 200, 300 ludzi co niedzielę jest potrzebna? – Dziś to tym bardziej przecież. Należymy do parafii w Grybowie, ale tu, na Podjaworzu, gromadzą się ludzie, tu się modlą, tu pracują przy kaplicy. To miejsce nas łączy – dodaje pani Janina. Tak żywa wspólnota jest wartością, której podjaworzanom mogą inni pozazdrościć.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół