• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Pod okiem św. Cecylii

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 47/2013

    dodane 21.11.2013 00:00

    Szkoła organistów. W tym roku i w całej swej historii ma najwięcej uczniów. Nie tylko z diecezji tarnowskiej. To dobrze „wróży” kulturze muzycznej regionu.

    Dawno, dawno temu, bo 1 września 1837 roku powstała w Tarnowie szkoła organistów. Była potrzebna. – Poziom muzyki i śpiewu w liturgii był niski. Jednym z powodów był brak zrozumienia liturgii i wyczucia „stylu kościelnego”. Stąd częste uprawianie repertuaru operowego lub koncertowego przez organistów. Innym powodem zeświecczenia muzyki w kościołach była sytuacja polityczna – pisze w historii duchowieństwa diecezji tarnowskiej ks. dr Marek Łabuz. Zaborcy dążyli do obniżenia poziomu wykształcenia społeczeństwa, co znacząco odbijało się na edukacji organistów. – Skutki tego stanu rzeczy były opłakane. W czasie nabożeństw w kościołach i na Mszach św. wierni najczęściej milczeli. Tylko wyjątkowo lud śpiewał przy akompaniamencie instrumentów – dodaje ks. Łabuz.

    Organiści w diecezji tarnowskiej w tamtych czasach nie wyróżniali się pod tym względem od innych. – Przeciętny repertuar ogółu organistów stanowiły wyuczone na pamięć najbardziej niezbędne melodie liturgiczne i najczęściej używane polskie pieśni kościelne, a także mazurki, walce, krakowiaki… Żeby to zmienić, powstała szkoła dla organistów. Niestety, wkrótce upadła.

    Promieniowanie

    W Kościele w tym czasie zaczęła kiełkować reforma śpiewu kościelnego i muzyki liturgicznej. „Nowinki” dotarły również do diecezji tarnowskiej. Poprawę opłakanego stanu kościelnej kultury muzycznej postawił sobie za zadanie bp Ignacy Łobos. W jednym z listów do księży skarżył się, że nędzna, karykaturalna gra organistów zamiast chwalić Boga i budować wiernych, znieważała kościoły i gorszyła parafian. I znów przyczyną tego stanu był brak dobrych szkół kształcących organistów, ale też i bieda i niski status grających w kościołach. Biskup Łobos postanowił to zmienić i 125 lat temu reaktywował szkołę organistowską, którą prowadziło założone wcześniej Towarzystwo św. Wojciecha, zajmujące się krzewieniem kościelnej, i nie tylko, kultury muzycznej w diecezji. Na efekty pracy kapłanów i świeckich pedagogów nie trzeba było długo czekać. – Kiedy w Wiedniu urządzano Wiec Organistów, tylko Tarnów i Lublana mogły się pochwalić swoimi osiągnięciami. Diecezjalna Szkoła Organistów w Tarnowie była jedną z nielicznych tego typu placówek w kraju. Wydała wielu dobrych organistów, a dowodem tego są słowa jednego z uczestników zjazdu organistów z Galicji, jaki odbył się w 1911 roku we Lwowie: „Organiści ze szkoły tarnowskiej promieniują na całą Galicję” – pisze ks. Łabuz.

    7 lat z klawiszami

    A jak jest dziś? – Na pewno nie jest idealnie, daleki jestem od hurraoptymizmu, ale docierają do mnie głosy, że nasi organiści są dobrze przygotowani do pełnienia posługi w kościołach – mówi ks. dr Grzegorz Piekarz, dyrektor DSO w Tarnowie. W tym roku akademickim szkoła ma najwięcej uczniów, bo aż 130. Są nie tylko z diecezji tarnowskiej, ale również spoza niej. Nauka w szkole odbywa się na dwóch poziomach. Pierwszy stopień to 5 lat, drugi trwa 2 lata. – Generalnie uczniowie mają przedmioty muzyczne i liturgiczne, m.in. indywidualne lekcje gry na fortepianie i organach, wspólne zajęcia są z kształcenia słuchu, harmonii, zasad muzyki, gry liturgicznej, organoznawstwa, prowadzenia chóru, liturgiki, prawodawstwa muzyki liturgicznej, historii muzyki, emisji głosu. Studenci II stopnia mają zajęcia z kontrapunktu, semiologii gregoriańskiej, literatury organowej, harmonii modalnej – mówi ks. Piekarz. W szkole nie obowiązują unijne parytety, ale od kilku lat coraz więcej dziewcząt i kobiet uczy się gry, dziś to około 25–30 procent wszystkich uczniów. Są też siostry zakonne i jeden kleryk. – Czterech chłopaków, którzy skończyli naszą szkołę, jest dziś w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie. Mamy osoby, które zaczynają od zera, ale też i takie, które są po akademiach muzycznych i posiadają tytuł doktora – opowiada ks. Piekarz.

    Nie ma „zmiłuj”!

    Galicja to już przeszłość, więc trudno powiedzieć, by organiści z Tarnowa promieniowali na cały region, ale… – Od kilku lat nasi uczniowie uczestniczą w konkursach, w tym ogólnopolskich, i nie powiem, że zawsze, ale przeważnie przywożą laury. Chcę tu wspomnieć chociażby o Kamilu Grzelaku, Krystianie Rąpale czy Józefie Curyło. Od 6 lat przyjeżdżają do nas prowadzić warsztaty profesorowie z polskich uczelni muzycznych. Na warsztatach gościmy też uczniów z innych szkół z Małopolski, Podkarpacia i innych ośrodków w Polsce – mówi ks. Piekarz. To efekt wspólnej pracy i pedagogów, i uczniów. Ale nie tylko. – Mamy w szkole jeden z najlepszych instrumentów w Polsce, jeśli chodzi o podobne placówki, jak również szkoły muzyczne podstawowe i średnie. Uczestnictwo w konkursach bardzo rozwija naszych uczniów i widzę, że nie muszą lękać się nawet studentów akademii muzycznych – mówi Wiesław Kaczor, nauczyciel gry na organach. Ten, kto chce zostać organistą, musi jednak, obok posiadania wrodzonych predyspozycji, jak słuch muzyczny, śpiew, kochać to, co robi i będzie robił. Zamiłowanie zaś potrzebuje treningu. – Jak ktoś chce zdobywać laury i cieszyć się swoimi umiejętnościami, musi ćwiczyć nawet 4 do 5 godzin dziennie. Nie ma „zmiłuj”! – dodaje ks. Piekarz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół