• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Boże i ludzkie narodziny

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 51-52/2013

    dodane 19.12.2013 00:00

    Żyje się co prawda tylko raz, ale Jezus w sercu człowieka może rodzić się w każdej chwili, tylko trzeba uchylić drzwi. Dzięki temu wielu ludzi otwarło nowy rozdział w życiu.

    Wojciech, maturzystka Martyna, Daniel od narkotyków, mały Maks, który jest dziś dużym Maksymilianem, Renata. W ich życiu Boże Narodzenie to rzeczywistość. Dostali nowe życie.

    Martyna

    Umierała już 3 razy. W tym roku będzie zdawać maturę. – Dwa przypadki były w dzieciństwie, a ostatni parę lat temu. Jednak dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, jak byłam blisko śmierci – wspomina. Kiedy była małym dzieckiem, dopadła ją salmonella. Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, co spotkało ją, kiedy przygotowywała się do I Komunii Świętej. – W dzieciństwie miałam jakieś wysokie gorączki, potem było parę lat spokoju. W II klasie podstawówki zaczęło się na dobre. Jeden szpital, drugi. Leczyli mnie na różne rzeczy, ale nie na to, co mi było – opowiada Martyna.

    Wtedy miała grzybicę płuc. W niedzielę przetransportowano ją do Warszawy. Później dowiedziała się, że jeszcze dzień lub dwa i byłoby po niej. Po paru dniach w śpiączce było prawie 200 kolejnych w klinice. Po drodze wyszła przewlekła choroba ziarniniakowa. Jedyne lekarstwo to przeszczep szpiku. Ale Martynce nie chcieli robić, bo była już „za stara”. Właściwie wtedy zaczęło się umieranie po raz trzeci. Po paru latach możliwość przeszczepu dopuściła klinika w Krakowie. Odbył się w czerwcu 2008 roku. – Jest już wszystko dobrze. Wiem, że rodzice cały czas modlili się o zdrowie dla mnie. Moje życie, dziś widzę to świadomie, to autentyczny dar od Boga – mówi.

    Katarzyna i Masymilian

    Z Katarzyną Duraj spotykam się na kolejnej akcji poszukiwania potencjalnych dawców szpiku, którą jej stowarzyszenie „Kropla” przeprowadza od lat w regionie tarnowskim. – Olek miał 1,5 roku, kiedy zostawiałam go w domu, a ze starszym, wtedy 3-letnim Maksiem, zamieszkałam na jakiś czas w szpitalu – opowiada. Gorączki, fatalne wyniki badania krwi. Lekarze podejrzewali, że to białaczka. Pewności nie mieli. Na konsultację pojechali do Prokocimia. Tam też wielka niewiadoma. Wyniki raz gorsze, raz lepsze. Wzięli szpik do badania. – Najgorsze jest to, kiedy nie wiesz, co jest grane, bo jak diagnoza już jest, to się człowiek mobilizuje, żeby coś zrobić. My nie wiedzieliśmy nic – mówi Kasia. Trudno było to wytrzymać. Nie wytrzymała. – Wsadziłam 2,5-rocznego wtedy Olka w wózek i poszłam na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy – uśmiecha się. We wrześniu w Prokocimiu usłyszała od lekarki: „Proszę mi powiedzieć, co pani zrobiła z dzieckiem. My wierzymy w medycynę, ale wiemy, że państwo szukacie czasem niekonwencjonalnych metod leczenia. Pytam, bo moglibyśmy podpowiedzieć innym rodzicom”. – Powiedziałam, że poszłam w intencji syna na pieszą pielgrzymkę. Prosiłam Boga o zdrowie i życie. Takie lekarstwo – mówi pani Kasia. To było 15 lat temu. Maks jest dziś licealistą.

    Daniel

    Od sześciu lat nie bierze narkotyków. Dziś ma 24 lata. – Jestem z tzw. dobrej, normalnej rodziny. Mój tato zmarł, jak byłem mały, ale mama i babcia wychowały mnie naprawdę dobrze. Byłem blisko Pana Boga, służyłem jako ministrant, z rodziną miałem znakomity kontakt. Mogę powiedzieć, że miałem szczęśliwe dzieciństwo – przyznaje Daniel. Od 6 lat jest we wspólnocie Cenacolo, od roku w Porębie Radlnej pod Tarnowem. – Zaczęło się w gimnazjum – nowa szkoła, nowi ludzie. Chciałem być „równy”. Zaczęły się imprezy, alkohol, kłamstwa w domu, że jest wszystko dobrze. Potem były narkotyki – opowiada. Mama widziała, że coś jest nie tak, ale o marihuanie i innych używkach dowiedziała się, jak Daniela zatrzymała policja. Dostał wyrok, kuratora. I tak myślał tylko o tym, by wrócić do dawnego życia. – Zgodziłem się na Cenacolo na rok, dla świętego spokoju. Po 12 miesiącach nie chciałem stąd wychodzić – przyznaje. – Zobaczyłem chłopaków, których życie bardziej sponiewierało niż mnie, którzy wstają rano, idą do kaplicy, potem z radością biorą się za pracę, są szczęśliwi. Też tak chciałem. Dziś nie narkotyki, a Jezus wypełnia moje życie. On dał mi je na nowo. Czuję się naprawdę wolny. I szczęśliwy – przyznaje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół