• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Dom życia

    dodane 13.02.2014 00:15

    Niektórzy mówią „umieralnia”. Owszem, jest w tym słowie trochę prawdy. Tak naprawdę jednak hospicjum to dom gasnącego, ale nabierającego nowego sensu ludzkiego istnienia.

    To było wtedy, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o hospicjach. Rok 1989, kanonizacja bł. brata Alberta Chmielowskiego. Od tego się zaczęło.

    Dzieło wielu ludzi

    – Jan Paweł II na drugi dzień po uroczystości spotkał się z Polakami i poprosił, by angażowali się bardziej w dzieła miłosierdzia. Po tym myśmy założyli Stowarzyszenie Pomocy św. Brata Alberta – wspomina ks. prał. Józef Poremba, emerytowany proboszcz w Dąbrowie Tarnowskiej. W toku rozmów pojawił się problem osób nieuleczalnie chorych, pozostających bez opieki w domach. Zapadła decyzja, by spróbować wybudować dla nich dom. – Przedstawiłem pomysł w kurii. Uznano, że jest dobry, bo to konkretna potrzeba, której trzeba zaradzić – dodaje ks. Poremba. Sam jeździł prosić o środki na budowę Polonię w USA. Dzięki życzliwości bp. Życińskiego cegiełki rozprowadzano w ponad 200 parafiach diecezji. Jest to zatem dzieło wielu ludzi w diecezji. – Musieliśmy projekt zmodyfikować, ograniczyć, w porównaniu z marzeniami, ale i tak się udało. To ważne dzieło – podkreśla ks. Poremba. Od 1999 roku w Dąbrowie Tarnowskiej działa w jednym budynku Hospicjum św. Brata Alberta i Dom Pomocy Społecznej Caritas Diecezji Tarnowskiej.

    Nowe życie

    – Dwa podmioty pod jednym dachem – to rodzi pewne formalnoprawne trudności – mówi Urszula Mróz, dyrektor hospicjum. Jedno nie zmienia się wcale: najważniejszy jest tu cierpiący człowiek. Łóżek w hospicjum jest 17. – W ciągu 15 lat mieliśmy 2530 pacjentów. Oczywiście z uwagi na charakter miejsca większość z nich odeszła. Czynimy, co w naszej mocy, by być przy nich do końca, uśmierzyć ich ból, zarówno fizyczny, psychiczny, duchowy i uczynić ostatnie chwile ich życia dobrymi – dodaje dyrektor Mróz. Ksiądz Józef Poremba, który dziś jest kapelanem ośrodka, przyznaje, że są przypadki nawróceń, jak i sytuacje, że przy łóżku umierającego pogodziła się zwaśniona rodzina. – Wiele ludzkich kłopotów życiowych tu się rozwiązuje. Przez doświadczenie choroby, cierpienia ludzkie istnienie zaczyna nabierać nowego sensu – mówi kapłan. To jest piękne, choć z perspektywy kończącego się życia dramatyczne.

    Dzieło miłosierdzia

    Do hospicjum kieruje lekarz, a pobyt w placówce jest całkowicie bezpłatny. – Przypominam to zawsze, bo nie wszyscy o tym pamiętają – podkreśla dyrektor Mróz. Hospicjum ma kontrakt z NFZ. Pieniędzy jednak nie starcza na wszystko. – Oszczędzamy tam, gdzie możemy, ale nigdy na chorym. Dlatego wdzięczni jesteśmy za każdą ofiarę, przekazaną złotówkę, która pomaga nam nieść pomoc – mówi. Gdyby hospicjum nie było dziełem miłosierdzia, tylko działalnością gospodarczą, trzeba by szybko zwinąć interes. – To nie jest łatwa praca. Codziennie stykamy się ze śmiercią, wielkim cierpieniem, smutkiem, żalem – chorego i jego rodziny, ale wiemy, że tym cierpiącym trzeba pomóc, bo jeśli nie my, to kto ma to uczynić? – pyta retorycznie siostra oddziałowa Katarzyna Mróz. Przeciętnie pacjenci w dąbrowskim hospicjum przebywają trzy tygodnie. – Staramy się przez ten czas wspierać chorych i rodzinę, by czas odchodzenia przeżyli w spokoju, pogodzeni ze sobą – dodaje Marcin Wróbel, psycholog. W hospicjum pracuje świadomy wyzwań i potrzeb chorego profesjonalny zespół medyczny. Śmierć człowieka wiele zmienia. Najbardziej dotyka tych, którzy pozostali, stanowiąc dlań wyzwanie na każdą chwilę ich żywota.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół