• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Zupełnie inaczej niż u nas

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 11/2014

    dodane 13.03.2014 00:15

    Kościół na Ukrainie. Począwszy od 1991 roku pracowało tam kilkudziesięciu księży z diecezji tarnowskiej. Wielu jest tam do dzisiaj.

    Paradoksalnie tarnowscy księża mogli wyjeżdżać na misje już w latach 70. XX wieku, ale granica wschodnia była dla nich zamknięta. Sytuacja zaczęła się zmieniać po 1989 roku. Za bp. Józefa Życińskiego w 1991 roku księża włączyli się w ewangelizację na Ukrainie. Dzieło to intensywnie kontynuował bp Wiktor Skworc, a obecnie czuwa nad nim bp Andrzej Jeż. Diecezja tarnowska pomaga też w odbudowie i budowie kościołów oraz innych obiektów za wschodnią granicą. Finansowała zakup samochodów dla księży i pomagała im w utrzymaniu. Księża wyjeżdżali do pracy w archidiecezji lwowskiej, kamieniecko-podolskiej, kijowsko-żytomierskiej i symferopolsko-odeskiej. Ważna jest pomoc księży profesorów z Tarnowa, którzy jeździli z wykładami, byli ojcami duchownymi w seminariach, pomagali w prowadzeniu sądów biskupich.

    Od Bałty po Obertyn

    Najdalej na wschód położoną diecezją, w której pracują tarnowscy księża, jest symferopolsko-odeska. – Parafię w Bałcie objąłem 14 września 2005 roku, w święto Podwyższenia Krzyża. Wcześniej, podczas urlopu dziekańskiego w seminarium, przebywałem na Ukrainie i tak mi się spodobało, że i w czasie studiów jeździłem do Kołomyi. Tam poznałem język ukraiński… Po święceniach i pracy w parafii poszedłem z kolegą do bp. Skworca z prośbą o zezwolenie na wyjazd do pracy duszpasterskiej we Włoszech. Biskup zapytał, czemu ja chcę do Włoch, skoro jeździłem na Ukrainę? Odpowiedziałem, że… jak przyjdzie dekret, żeby na Wschód, to będę posłuszny. Stanęło, że na Wschód. Biskup skierował mnie do pracy w diecezji symferopolsko-odeskiej, skąd bp Bernacki pisał prośbę o księży. W Bałcie jestem już 9. rok – mówi ks. Marcin Płaneta, proboszcz i dziekan. W archidiecezji lwowskiej, w Obertynie, gdzie 450 lat temu Jan Tarnowski pokonał Wołochów, pracuje ks. Artur Zaucha. – Na Ukrainę przyjechałem 2 września 2002 roku. Najpierw dwa lata pracowałem w Kołomyi, która była miejscem wprowadzającym w mentalność Ukrainy, w życie tutejszego Kościoła. Zobaczyłem różnice między duszpasterstwem w Polsce, w diecezji tarnowskiej, a Kościołem na Ukrainie. Było zupełnie inaczej niż u nas – mówi.

    Ruiny

    Co zastawali na miejscu księża? Część Bałty, w której pracuje ks. Marcin, nazywała się za czasów I Rzeczypospolitej Józefgradem na cześć założyciela Józefa Lubomirskiego. Józefgrad zaś leżał na rzeczką, która była zarazem granicą z Turcją. W mieście syn Józefa książę Stanisław wybudował kościół ku czci św. Stanisława ze Szczepanowa. – Kościół ma już 250 lat. Był bardzo zniszczony. W latach 30. XX wieku świątynię przejęli Rosjanie, którzy urządzili w niej skład zboża, później była sala gimnastyczna dla dzieci z pobliskiej szkoły, a potem – aż do 1992 roku – dworzec autobusowy. Władze oddały wreszcie kościół tutejszym katolikom, którzy walczyli o zwrot świątyni – mówi ks. Marcin. O wiele gorzej było w Obertynie i w pobliskim Tłumaczu, gdzie pracuje ks. Artur. W Obertynie zniszczony kościół zburzono. – Przechowały się z niego obraz Matki Bożej i dwie piękne figury św. Piotra i św. Pawła, które wymagają renowacji… Ks. Alfons Górowski kupił budynek nieużywanego od lat kinoteatru z myślą o przerobieniu go na kościół. Budynek nie miał rynien, częściowo okien, ze ścian wystawały kable. Strażacy chcieli go zamknąć, zauważyli jednak, że coś się w kościele ciągle robi i nie zamknęli – opowiada ks. Artur. W Tłumaczu kościół wysadzono. Takie sytuacje w większości zastawali księża jadący do pracy na Ukrainę.

    Do roboty

    Pierwsze dekady pracy tarnowskich kapłanów można śmiało nazywać odbudową. Nowy kościół zbudowano m.in. w Strzelczyskach za ks. Andrzeja Ramsa, dziś proboszcza w Chorzelowie. Kolejny powstał w Tarnopolu, gdzie proboszczem jest ks. Andrzej Malig. Kościół ku czci Miłosierdzia Bożego buduje obecnie ks. Wojciech Bukowiec… – Jeszcze przed remontem zaczęliśmy co tydzień odprawiać nowennę do św. abp. Józefa Bilczewskiego, który wspomagał hojnie budowy kościołów, i kiedy zaczął się remont, pojawił się pan Wołodia związany z Obertynem i obiecał pomóc. Prace rozpoczęliśmy 2 kwietnia 2008 roku, żeby nie zaczynać w prima aprilis… To głównie dzięki panu Wołodii udało się wyremontować kościół. Pomagali też mieszkańcy Obertyna, którzy wyjechali po wojnie za granicę, głównie do Francji. Pieniądze płynęły też z diecezji tarnowskiej, m.in. na nagłośnienie. Oczywiście parafianie bardzo dużo dali. Nowenna trwa do dzisiaj, w każdy piątek. Myślę, że to wielka zasługa św. Józefa Bilczewskiego – opowiada ks. Artur. Za remont kościoła zabrał się również ks. Marcin. Księża budowali nie tylko nowe kościoły czy kaplice, remontowali ruiny, ale wznosili również plebanie i domy katechetyczne, a nawet ośrodki wypoczynkowe dla dzieci. Taki ośrodek powstał w Bojanach, gdzie proboszczem i dziekanem jest ks. Krzysztof Sapalski.

    Orka i siew

    – Przez rok chodziłem na lekcje ukraińskiego, a dziś uczę się samodzielnie – mówi ks. Artur. W Bałcie językiem codziennym jest rosyjski. Parafie obejmują niekiedy całe miejscowości i miasta. – Do kościoła chodzi regularnie ponad 100 osób. W większości starszych, których znam już doskonale, wiem nawet, w której ławce siedzą. Opiekuję się też niewielką wspólnotą w Tłumaczu, sąsiednim mieście. W Tłumaczu nie mamy kościoła, spotykamy się w kapliczce na cmentarzu, która na mapach funkcjonuje jako grób, więc spotykamy się w katakumbach… – uśmiecha się ks. Artur.

    Niedzielna wspólnota w Bałcie też liczy 100 osób. – Główny nacisk kładę na duszpasterstwo młodych, żeby coraz bardziej wiązali się z parafią. Ludność pochodzenia polskiego jest coraz starsza i odchodzi, dlatego taka troska o młodych – przyznaje ks. Marcin. Katecheza jest przy parafii. Obejmuje wszystkie grupy ludzi, od najmłodszych do najstarszych. – Polskie duszpasterstwo jest bardziej sformalizowane, większą rolę gra instytucja niż konkretny człowiek. Myślę, że na Ukrainie księża są bliżej ludzi, a ludzie księży. Czuło się od początku ich życzliwość i wielki szacunek. W Polsce ludzie wierzący ukrywają się, nie pozdrawiając na przykład kapłana. A tu, czy jesteś w sklepie, na targu, czy na ulicy – chwalą Boga. To było niezwykłe i bardzo podnoszące doświadczenie – mówi ks. Artur. Księża prawosławni z Patriarchatu Kijowskiego mówią, że dzieci chodzące na katechezę w Bałcie można rozpoznać z daleka. – Pozdrawiają ich po chrześcijańsku, podczas gdy zwyczajnie mówi się tu „zdrawstwujtie” – śmieje się ks. Marcin.

    Młodzi nadzieją

    Troska o młodych to nie tylko katecheza, ale zwyczajne bycie z nimi, organizowanie dla nich wypoczynku, pomocy. – Co roku jako parafia zabieramy grupę młodych na wypoczynek w góry, na przykład do Jaremczy – mówi ks. Artur. Z kolei w Bałcie przy parafii prowadzona jest świetlica dla najuboższych dzieci z rodzin patologicznych i dzieci ulicy. – Mają codziennie posiłki, katechezy, przygotowanie do sakramentu, mogą się wykąpać, uczyć… Coraz więcej jest takich zaniedbanych dzieci, także pod względem duchowym. Coraz częściej udzielam chrztu właśnie siedmiolatkom. Dzieci uczą się modlić, prawd wiary… Główną przyczyną jest ubóstwo, dzieci u nas mają salę komputerową, nauczycielka pomaga im w zadaniach z języka ukraińskiego, uczą się też gotować, siostry szarytki, które pomagają mi w pracy, robią im pranie, zajmują się nimi, bo tego w domu nie mają – opowiada ks. Marcin.

    Niespokojnie spokojnie

    Życie w Obertynie – jak zauważa ks. Artur – toczy się swoim rytmem, choć można zauważyć pewien niepokój, co będzie. Podobnie w Bałcie, którą zamieszkują nie tylko Ukraińcy, Polacy, Żydzi czy Mołdawianie, ale wielu Rosjan. – W Bałcie narobiło się trochę niepokoju po rozbiciu głowy Lenina przed „białym domem”, czyli budynkiem władz. Część władz uciekła, wyszły na jaw duże malwersacje, bo znikły pieniądze przeznaczone na gazyfikację pobliskich wiosek. Ludzie postanowili wziąć władzę w swoje ręce. Ja się o siebie nie boję, bo tu ludzie znają księży, mają do nich szacunek, poza tym wiedzą, że prowadzimy świetlicę, pomagamy. Za zabitych na Majdanie modliliśmy się na rynku w Bałcie, byli obecni dwaj księża z Patriarchatu Kijowskiego, nikogo nie było z Moskiewskiego. – W Bałcie nastroje są prozachodnie, choć mieszka tu wielu Rosjan. Ale znając na przykład życie na Zachodzie, chcieliby żyć w lepszych, godniejszych warunkach – mówi ks. Marcin.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół