• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nasza Teresa od Jezusa

    dodane 14.05.2015 00:15

    Święci żyją świętymi, mówił Jan Paweł II. O beatyfikację Marianny Marchockiej, zakonnicy pochodzącej ze Stróż koło Zakliczyna, zabiegał już św. Rafał Kalinowski.

    W piątek 24 kwietnia kard. Stanisław Dziwisz zakończył proces informacyjny w diecezji krakowskiej. – Akta procesu beatyfikacyjnego jadą do Rzymu. My zaś myślimy o przeniesieniu szczątków matki Marchockiej do bardziej dostępnego miejsca – mówi o. Szczepan Praśkiewicz, postulator procesu beatyfikacyjnego. Szczątki znajdują się teraz pod ołtarzem za klauzurą karmelitanek w klasztorze na Wesołej w Krakowie, bo w tym mieście spędziła większość życia.

    Marianna Marchocka, czyli s. Teresa od Jezusa, była polską karmelitanką, mistyczką. Zanim jednak był Kraków i Rzym, były Stróże. Marchoccy herbu Ostoja należeli do średnio zamożnej szlachty. Marianna urodziła się 25 czerwca 1603 roku w Stróżach. Została ochrzczona przez księdza z pobliskiego Zakliczyna. Wychowaniem dzieci zajmowała się matka. Mała Marianna, od kiedy potrafiła, prosiła Jezusa o dwie rzeczy: czystość i udział w krzyżu. Wyrażała to słowami, które zapisała w autobiografii: „Krzyż, Panie Jezu, Twój, niech będzie żywot mój”. Czesław Gil, karmelita, autor biografii Teresy od Jezusa, pisze, że jako 4-letnie dziecko miała marzenie, aby jako osoba dorosła być zamożną, by budować kościoły. Jako dziecko wznosiła je, z czego się dało. Zresztą wspólnie ze starszą siostrą Elżbietą, która wstąpiła do klarysek w Starym Sączu. Marianna także sporo czasu tam spędziła, jednak jej zainteresowanie wzbudziły przybyłe do Krakowa w 1612 roku z Niderlandów karmelitanki bose, które odznaczały się wyjątkową surowością życia. Tymczasem prowadziła życie normalnej panny z dobrego domu, bywała też na zamku Lubomirskich w Wiśniczu. Mimo niechęci ojca wstąpiła do klasztoru w Krakowie, potem przeniosła konwent do Warszawy oraz założyła nowy we Lwowie. Zmarła w opinii świętości. – Pracujemy nad biografią Marchockiej, by ją wydać i upowszechnić wśród mieszkańców całej gminy. Jesteśmy w kontakcie z zakliczyńskim proboszczem. Bez wątpienia pochodząca stąd, od nas, błogosławiona to nasz powód do dumy, ale i zadanie, by ją poznać – mówi Kazimierz Dudzik, szef centrum kultury w Zakliczynie. Może i naśladować? – To jest święta z wczoraj z przesłaniem na dziś – mówił kard. Dziwisz, podpisując dokumenty procesowe. To przesłanie też trzeba odkryć.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół