• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Dom dla dzieci

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 23/2015

    dodane 03.06.2015 00:15

    Niedługo minie rok od otwarcia najnowocześniejszej placówki opiekuńczo-wychowawczej w Polsce.

    W Odporyszowie pada deszcz. Nisko wiszące chmury zasłaniają majowy przepych ciemniejącej już zieleni. Kilkaset metrów za sanktuarium Matki Bożej droga skręca w prawo obok potężnego „witacza” SIEMACHY. Ulica nazywa się Lipowa, ale Sosnowa pasowałaby bardziej. Grupka dzieci wraca z dorosłą opiekunką ze szkoły. To mieszkańcy domu dziecka wraz z wychowawcą. Dzieci wpadają do głównego hallu, z daleka słuchać głośne „dzień dobry!”. Jeszcze tylko zmienić buty, zostawić tornister, umyć ręce i obiad. Starsze nakładają sobie same na talerze, siadają, gdzie kto chce.

    – Zostałem pochwalony w szkole przez panią od historii – cieszy się jeden z chłopców. Jedzenie dobre, więc szybko znika ze stołu i już za chwilę inny „głodomór” wyciąga zeszyt z ćwiczeniami z matematyki, próbuje narysować rzuty prostopadłościanu, ale musi mu w tym pomóc wychowawczyni. Kamil ma 10 lat. – Prawie jedenaście – poprawia. Tomek jest jego rówieśnikiem. Łukasz jest młodszy i chodzi do trzeciej klasy. Julka to dwunastolatka. – W tym domu jest przede wszystkim dużo przestrzeni. Mamy dwuosobowe pokoje z garderobą, piękną jadalnię z częścią wypoczynkową. Jest obok basen, wkrótce powstanie boisko do piłki nożnej, a nawet stajnia dla koni. Aha, i mamy jeszcze 14 rowerów na wspólne wycieczki – opowiadają moi rozmówcy. Mieszkańcy domu przy Lipowej dobrze zostali przyjęci w Odporyszowie. – W szkole nie ma dużo dzieci, więc dobrze się znamy. Mamy już kolegów i koleżanki, które nas odwiedzają. Ja zostałam nawet przewodniczącą klasy, a ostatnio wygrałam konkurs recytatorski. Mówiłam wiersz o Janie Wnęku, miejscowym rzeźbiarzu i pionierze latania – opowiada Julka. Wychowawcy motywują podopiecznych do kulturalnego zachowania się. Przez cały miesiąc można zbierać plusy lub minusy, a na koniec zostać nawet „domownikiem miesiąca”. – Kłótnie się zdarzają. Ja jak się pokłócę z bratem, to mamy najpierw ciche dni, ale potem się przepraszamy – podkreśla Kamil. W domu nie ma pań sprzątaczek, kucharek czy praczek. – Wszystko mamy robić sami, oczywiście z pomocą pań. Jednak z samodzielnego prania wyszły nici, bo wrzucaliśmy naraz wszystkie rzeczy i się farbowały. Mamy różne dyżury, m.in. sprzątamy nasze pokoje, dbamy o porządek we wspólnych pomieszczeniach – dodają dzieci. Domownicy jeżdżą też na zakupy z wychowawcami. Dom SIEMACHY w Odporyszowie został zaprojektowany i wybudowany od podstaw z myślą o dzieciach. – Cała przestrzeń została tak zorganizowana, żeby była dla nich domem – mówi Iweta Curyło, dyrektor domu. Docelowo może tu zamieszkać 14 dzieci, obecnie jest ich 12. – Z dziećmi pracuje sześciu wychowawców, mamy też wolontariuszy, którzy chcą nam pomagać. Dzieci są oczywiście z dala od rodziców, ale patrząc, na nie można powiedzieć, że są w jakiejś mierze szczęśliwe. Z pewnością pomogła w tym akceptacja środowiska, bardzo miłe, życzliwe przyjęcie w szkole, w której dzieci nie giną w potężnym tłumie, ale są pełnoprawnymi członkami małej społeczności uczniów i nauczycieli. Z pewnością nie są stygmatyzowane – podkreśla pani Iweta. Nowoczesność, pewien dyskretny komfort domu jest traktowany jako standard. – Mamy nadzieję, że nasi wychowankowie kiedyś będą chcieli tego samego, wiedząc jednocześnie, że trzeba na to zapracować. Już teraz się tego tutaj uczą – dodaje dyrektorka. Imiona dzieci zostały zmienione.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół