• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Różowe babeczki z lukrem

    dodane 03.12.2015 00:15

    Dziewczynki przychodziły pośpiewać, stworzyły paczkę dobrych koleżanek, stały się niemal rodziną.

    Dziewczęca schola w Zbylitowskiej Górze działa od 15 lat. Zaczęło się wcześniej. – Byłyśmy wtedy po Komunii, czyli w III klasie, kiedy ksiądz proboszcz zaprosił nas do śpiewania psalmów w czasie Mszy św. – wspomina Barbara Szewczyk-Podsiadło, lekarz, zaczynająca specjalizację z pediatrii. – Grupa psalmistek powstała, by zainicjować pracę duszpasterską z dziećmi. Dziewcząt psalmistek było prawie 10 – mówi ks. Józef Kaczmarski, proboszcz parafii. – Miałyśmy 2 czy 3 zespoły i wymieniałyśmy się na niedzielnych Mszach. Ćwiczyłyśmy w starym budynku parafialnym. W zimie było tam bardzo chłodno – wspomina z uśmiechem Klaudia Wzorek. Śpiewały, bo lubiły. – Dla nas śpiew był zawsze formą modlitwy, dawał nam radość i chyba innym też – dodaje Anna Janus. Wtedy przyjechała na plebanię Anna Strzesak i zaproponowała ks. Józefowi, że poprowadzi psalmistki i utworzy scholę. Było to 15 lat temu.

    Potrzebne w Kościele

    W tym czasie przez grupę przewinęło się ponad 100 dziewcząt. W szczytowym okresie śpiewało w niej i przychodziło na spotkania nawet 50 z nich. – Właściwie można przyjąć, że był czas, że wszystkie dziewczyny w wieku szkoły podstawowej z parafii były w scholi – przyznaje ks. Józef. Śpiewały na Mszach, apelach, czuwaniach, nabożeństwach. – Fakt, że udzielały się muzycznie, dużo w tym względzie zespół robi nadal, ale jest to w gruncie rzeczy grupa duszpasterska – mówi ks. Kaczmarski. Anna Strzesak wyjaśnia, że uczestnictwo ze śpiewem w liturgii jest dla dzieci ważne. – To daje istotne poczucie tego, że są potrzebne w Kościele. Przez nasze próby, spotkania odbywa się też formacja religijna i liturgiczna. Przygotowujemy na nabożeństwa raczej pieśni, a nie piosenki, dopasowujemy do roku liturgicznego, czegoś się tu uczymy i to nas łączy – mówi. Ks. Józef dodaje, że schola to także szkoła życia. – Zwłaszcza że przez wiele lat próby odbywały się u Strzesaków w domu, kiedy dziewczęta żyły też życiem tej rodziny – dodaje.

    Szkoła życia

    – Bywało, że siadałyśmy na próbie wokół wielkiego stołu, na którym leżał jeszcze suszący się makaron domowej roboty – wspomina z uśmiecham pani Ania. – Nieraz wspólnie z dziewczynkami piekłyśmy po próbie ciasteczka, a w ogrodzie odbywały się zabawy. Zawsze wspierał mnie mąż, zwłaszcza że mieliśmy małe dzieci, a ja zajmowałam się scholą – dodaje. Z okazji 15-lecia zespołu w Zbylitowskiej Górze odbyło się spotkanie rocznicowe. Były śpiewy, świętowanie, zabawa. I wspomnienia. Co dziewczęta najlepiej pamiętają? – Spotkania w domu pani Ani i wycieczki – pisze Marysia Witek. – Nie zapomnę nigdy pierwszej solówki – zapisała Marysia Strzesak. – Najmilej wspominam wspólne zabawy w ogrodzie – notuje Paula Florek. – Nie zapomnę różowych babeczek, które piekłyśmy – pisze Patrycja Kuklińska. – Bo tak naprawdę, to my stanowiłyśmy wielką rodzinę – mówi mi Barbara Szewczyk. Justyna Tokarz dziś studiuje, była w scholi 7 lat, dziś jest w grupie młodzieżowej. – Ja nie zapomnę, gdy kiedyś pomyliłam się podczas psalmu – śmieje się. – Naprawdę jednak zbliżyłyśmy się tu do Boga, znalazłyśmy swoją grupę, zawarłyśmy przyjaźnie, które trwają do dziś, i zapracowałyśmy na piękne wspomnienia – mówi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół