• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Naski Stasiu

    Beata Malec-Suwara

    |

    Gość Tarnowski 23/2016

    dodane 02.06.2016 00:02

    Podegrodzianie modlili się o wyniesienie na ołtarze o. Papczyńskiego od wielu lat. Prosili o to nawet samego papieża. Dziś jego kanonizacja to nagroda także dla nich.

    Byliśmy u Ojca Świętego dwa razy, ale za pierwszym razem nie udało nam się dojść tak blisko – opowiada pani Janina Lorczyk z Podegrodzia. Dopiero 15 października 2003 roku – Krzysztof Bodziony, dyrektor miejscowego GOK-u, pamięta to dokładnie. – Takich dat się nie zapomina – mówi.

    Ze łzami w oczach prosimy

    Byli sporą grupą z zespołem „Podegrodzie”, wszyscy w strojach regionalnych. Pani Janina wyhaftowała dla papieża stułę, jej mąż zrobił różaniec z orzechów, a córka kamizelkę honorowego Lacha podegrodzkiego. Jan Paweł II przyjął ich na audiencji. Byli naprawdę blisko. Ojciec Święty nie zapytał ich, skąd przyjechali, ale „czego pragniecie?”. – Byłam chyba najbliżej niego. Klęcząc przed nim powiedziałam, że jeżeli to jest możliwe, prosimy o wyniesienie na ołtarze o. Papczyńskiego – mówi pani Janina. „Naprawdę tego chcecie?” – pytał. Doskonale go znał, wspomniał o nim podczas kanonizacji św. Kingi w Starym Sączu. „Ze łzami w oczach prosimy” – powtórzyła. – Cała się trzęsłam, patrzyłam mu wtedy w oczy, pamiętam ten jego wzrok do dzisiaj. Zamarł, wstrzymał wręcz na chwilę oddech, patrząc w moje oczy. Do dzisiaj czuję ciarki, a kiedy stamtąd wyszłam, to już nie wiedziałam, czy to naprawdę się zdarzyło – przyznaje podegrodzianka. – Papież się modlił.– wyjaśnia ks. Józef Wałaszek, proboszcz Podegrodzia, który też tam wtedy był. – To był znak.

    Wy się docekocie

    – Kiedy byłam malutka, dziadek, bardzo oczytany człowiek, miał modlitwę do o. Papczyńskiego, którą od dawna ludzie się tu modlili w domach. I my, ile nas było, klękałyśmy z dziadkiem – wspomina Janina Lorczyk. – Dziadek zawsze mi tak godoł: „Jo sie nie docekom, ale wy się docekocie, ze ojciec Papczyński będzie świętym”. – Nieroz godom do niego, że jo sie wstydze juz prosić – przyznaje pani Lorczykowa, ale prosi, o dalszą opiekę i za duszami, a na zmianę dziękuje. – Bo tak trzeba, roz prosić, a roz dziękować – dopowiada Józef Lorczyk, mąż Janiny. Czują jego opiekę. Doświadczają cudów za jego wstawiennictwem. Także tak spektakularnych jak te, które wykorzystano przy procesie beatyfikacyjnym czy kanonizacyjnym. Zdarzyły się w Ełku, w parafii, której proboszczem jest ksiądz pochodzący z Podegrodzia.

    Prawdziwych mężczyzn nam potrzeba

    Życie Papczyńskiego to gotowy scenariusz na film, a jego myśli są bogactwem dla Kościoła. Niektórzy się dziwią, że dopiero teraz odkrywanym. W 2007 roku, w roku jego beatyfikacji, a więc po ponad 300 latach, po raz pierwszy przetłumaczono na język polski wszystkie jego zachowane pisma. Senat Rzeczypospolitej Polskiej w 2011 roku uznał go za godny naśladowania wzór Polaka oddanego sprawom ojczyzny. Ojciec Stanisław wzywa nas dziś tak samo, jak ponad trzysta lat temu: „Prawdziwa wolność polega na przestrzeganiu praw, i to bardziej praw Boskich niż ludzkich. Narodziliśmy się nie dla samych siebie, lecz dla Ojczyzny. […] Prawdziwych mężczyzn nam potrzeba, a nie nicponi, nie mętów społecznych. Dajcie Ojczyźnie Polaków, nie pachołków, to jest dajcie ludzi silnych, odważnych, zdolnych do wielkich wysiłków, zaprawionych do walki, przygotowanych do brania udziału w naradach. Tego, abyś i ty był taki, oczekuje i domaga się Ojczyzna” – przypomina słowa Papczyńskiego Episkopat Polski w liście odczytywanym w ostatnią niedzielę. Gdy miał 23 lata, wstąpił do zakonu pijarów. Nie mogąc się pogodzić z rozluźnieniem reguły i jej liberalizacją w tym czasie, chciał go zreformować. Ostatecznie, mając ponad 40 lat, założył pierwszy polski zakon męski – zgromadzenie księży marianów, które dzisiaj posługuje w Polsce i na wszystkich kontynentach.

    Człowiek mistyczną świątynią Boga

    – Papczyński był jednym z najwybitniejszych myślicieli XVII wieku. Skończył gruntowne studia – zauważa ks. Józef Wałaszek, proboszcz z Podegrodzia. Papczyńskiego kształcili pijarzy w Podolińcu, potem jezuici w Jarosławiu i we Lwowie. Z kolei, kiedy wstąpił do zakonu pijarów, miał znakomitego nauczyciela Jana Dominika Franco, który był wychowankiem św. Józefa Kalasantego, założyciela pijarów. Otarł się także o szkołę franciszkańską, dominikańską i jezuicką w Warszawie. Przy tym bardzo pracowity. Nie do uwierzenia, że kiedy był dzieckiem, nie szła mu nauka, wyleciał nawet ze szkoły. Dziś trudno czytać jego pisma bez komentarza, to swoisty język mistyczno-religijny, barokowy, łacina. – Przede wszystkim fascynuje duchowość. Wprowadził w swoim nauczaniu fundamentalne zagadnienie antropologii. Jego nauczanie o człowieku było rewolucyjne na tamte czasy – zauważa kapłan. Kiedy człowiek baroku nazywa siebie „wątłym i niebacznym”, nie wierzy w siebie, Papczyński mówi, że jest mistyczną świątynią Boga, podkreśla ludzką godność i chwałę. – Dziś, kiedy godność człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci jest zagrożona, jego słowa zyskują na aktualności – zauważa ks. Wałaszek.

    Obumarły płód ożył

    Błogosławiony z Podegrodzia patronuje dzieciom nienarodzonym i rodzinom pragnącym potomstwa. Sam zresztą cudem się urodził. Jego matka, będąc w widocznej ciąży, w czasie burzy wypadła z łodzi do Dunjaca. Żarliwie modliła się do Matki Bożej o ocalenie dla siebie i dziecka. – Na chrzcie dali mu na imię Jan. Na pamiątkę Jana Chrzciciela. To swoiste odwołanie do cudu, który się dokonał nad brzegiem rzeki – zauważa podegrodzki proboszcz. W parafii NMP Królowej Apostołów w Ełku, gdzie proboszczem jest ks. Jerzy Owsianka, pochodzący z Podegrodzia, zdarzyły się dwa cuda za wstawiennictwem o. Stanisława Papczyńskiego. Pierwszy wykorzystano w procesie beatyfikacyjnym, drugi przysłużył się do ogłoszenia go świętym. W przypadku pierwszego opinia lekarzy nie pozostawiała złudzeń: chłopczyk nie urodzi się żywy. USG wykazało zmniejszenie się pęcherzyka płodowego i brak bicia serca dziecka. Postawiono diagnozę poronienia wewnętrznego. Kobieta miała zostać poddana zabiegowi, ale obumarły płód... ożył. Nie było wątpliwości, że to cud. Drugi dotyczył uzdrowienia 20-letniej kobiety, u której stwierdzono zapalenie płuc, niewydolność najpierw krążeniową, potem wielonarządową, wstrząs septyczny. Jej stan był beznadziejny. W ostatnim dniu nowenny o jej zdrowie za wstawiennictwem Papczyńskiego, jej stan widocznie się poprawił. Kiedy prześwietlono płuca, nie było widać śladów zwłóknień, chociaż na poprzednich kliszach RTG w miejscu płuc były tylko czarne plamy. Według lekarzy – stało się niemożliwe. – I w jednym, i w drugim przypadku modliła się nie tylko rodzina, ale cała wspólnota parafialna. To pokazuje siłę modlitwy – podkreśla ks. Wałaszek.

    Jedziemy przygotowani

    5 czerwca w Rzymie papież Franciszek kanonizuje bł. Stanisława Papczyńskiego. To pierwszy święty pochodzący z Sądecczyzny. Podegrodzie modliło się o to wiele lat. Od czternastu lat organizowane są tutaj Dni Papczyńskiego. Mieszkańcy wystawili dwie sztuki o błogosławionym rodaku, do których scenariusz napisał miejscowy proboszcz. Ostatnio wystąpili w realizowanym na zlecenie zgromadzenia księży marianów fabularyzowanym filmie dokumentalnym, który powstanie na jesień. Strażacy z Podegrodzia zwozili z gór śnieg do scen zimowych kręconych przy bazylice św. Małgorzaty w Nowym Sączu. Każdego 18 dnia miesiąca w Podegrodziu odbywa się nabożeństwo do bł. o. Papczyńskiego. Kapłan sprawuje je w specjalnym ornacie wyhaftowanym przez panią Janinę Lorczyk. Kazanie poświęcone jest jednej z myśli wielkiego rodaka. Reaktywuje się miejscowe stowarzyszenie Papczyńskiego, w którego planach jest utworzenie ścieżki spacerowo-modlitewnej prowadzącej od miejsca narodzin błogosławionego, grodzisko, kapliczkę, przy której się modlił, do kościoła. Na kanonizację do Rzymu wybiera się z Podegrodzia ponad 400 osób. Do wyjazdu przygotowują się od kilku miesięcy. Większość pojedzie w strojach regionalnych. Mają banery 3- i 5-metrowe, 300 dużych flag i 2 tysiące papierowych. – To materiały nie tylko na wyjazd, ale też dla ludzi, którzy tu zostaną. Trzeba przystroić domy i miejsce narodzin naskiego Stasia, jak tu o nim mówimy – zauważa Krzysztof Bodziony, szef miejscowego GOK-u, w którym jeden z pokoi wypełniony jest pamiątkami związanymi z Papczyńskim. Obrazki, odlewy, które wykonała miejscowa młodzież i dzieci, modlitewniki, śpiewniki, płyty z przedstawień. – Kanonizacja Papczyńskiego to radość i nagroda dla nas, ludzi, którzy tu się o nią modlili – zauważa miejscowy proboszcz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół