• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Mieć imię to zaistnieć

    Beata Malec-Suwara

    |

    Gość Tarnowski 41/2016

    dodane 06.10.2016 00:00

    Żdżary świętowały 600-lecie miejscowości, 100-lecie szkolnictwa i 25-lecie istnienia tutejszego kościoła.

    Mszy św. rozpoczynającej uroczystości w Żdżarach przewodniczył biskup tarnowski Andrzej Jeż. W homilii zauważył, że te trzy jubileusze, które zgromadziły wiernych przy ołtarzu Pańskim, wpisują się w nurt dziękczynienia za 1050. rocznicę chrztu Polski. Biskup poświęcił także w miejscowym kościele chrzcielnicę.

    – Na chrzcie otrzymaliśmy imię, które wyróżnia nas spośród wielu innych osób – mówił, a nawiązując do przypowieści o Łazarzu i bogaczu, przypomniał, że imię ma tylko biedny Łazarz, bogacz już nie. – Ma to głębsze uzasadnienie. Imię dla słuchaczy Jezusa w kontekście semickim oznaczało być kimś, Boże wybranie do jakiegoś zadania – wyjaśniał. Takie odczytanie biblijnej przypowieści idealnie wpisuje się w legendę o powstaniu Żdżar. Mówi ona, jak to w tych okolicach przebywał na polowaniu król, prawdopodobnie Władysław Jagiełło, który zapędził się za jeleniem. Zastała go noc, więc postanowił zatrzymać się w domu, który napotkał w lesie. Kmieć, który tam mieszkał, ugościł go. Król, chcąc się odwdzięczyć, zapytał, co może dla nich zrobić. – Kmieć, tak jak typowy żdżarzanin, powiedział: „Nic nam nie trzeba, las nas żywi, wszystko dookoła mamy. Królu, jednego tylko nie mamy. Nadaj nam nazwę. Mieć imię to znaczy zaistnieć” – opowiada Daniel Bogusławski, autor książki „Kartki z dziejów wsi Żdżary”. Król rozejrzał się dookoła, dojrzał tlące się węgle po wypalonych drzewach i powiedział: „Nadam wam nazwę Żdżary”. – Nazwa ta oznacza właśnie miejsce po wypalonym lesie – wyjaśnia Bogusławski. W kontekście 100-lecia szkolnictwa w Żdżarach biskup wyraził wdzięczność siostrom służebniczkom starowiejskim. To właśnie one w 1902 r. założyły tutaj ochronkę dla dzieci. W 1916 r. za ich sprawą powstała pierwsza szkoła jednoklasowa. Choć sióstr już w Żdżarach nie ma, to jednak przybyły na jubileusz. Siostra Helena Sromyk doskonale pamięta czas, kiedy wspólnota budowała tu świątynię. – Ale się cieszyłyśmy, gdy kościół powstawał. Gotowałyśmy tym, którzy pracowali przy budowie. Siostra Józefa Piechowicz była niesamowita. Jak tylko na chwilę ucichły prace, to zaraz ponaglała ks. Stanisława Borka, żeby się wziąć do roboty. Ksiądz Borek był niezwykle zaradny, nawet dzieci były zaangażowane w pracę i nosiły cegły. A pan Stefan i pan Franciszek w jednym roku nie mogli siana skosić, bo cały czas tu siedzieli i pracowali – opowiada s. Helena, podkreślając niezwykłą życzliwość miejscowych ludzi. Największą radością dla sióstr był dzień poświęcenia kościoła. – Już wszyscy się rozjechali. Siostra Józefa zaproponowała, żebyśmy się jeszcze przeszły wokół kościoła. Przez dziurkę od klucza zaglądałyśmy i cieszyłyśmy się, że Pan Jezus zamieszkał w tym nowym domu. Nazywali go kaplicą, ale dla nas to zawsze był kościół – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół