• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Impulsy zmian

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 50/2016

    dodane 08.12.2016 00:00

    Przez lata można było obserwować powolny upadek polskich kolei, ale od niedawna wiele zrobiono, żeby odwrócić ten smutny trend.

    Anegdotyczną już stała się historia tuchowskiego dworca kolejowego, w którym został otwarty… zakład pogrzebowy, a właściwie sklep funeralny, gdzie można kupić trumny i urny oraz zamówić kompleksową obsługę pogrzebu. Wielu mieszkańców Tuchowa nie kryło zdziwienia tą przemianą, a ci z ciętym poczuciem humoru zaczęli stroić sobie z całej sytuacji żarty w mrocznym stylu. – A może to reklama, że jak ktoś wybiera się w ostatnią drogę, to najlepiej zrobi to u was? „Wybierasz się na tamten świat? – startuj w Tuchowie! – Szybko, sprawnie, komfortowo!” – dworuje sobie z tuchowian internautka podpisującą się nickiem „Czarownica z bagien”. Inny internauta ukuł nawet parafrazę dawnego powiedzenia „Proszę wsiadać, drzwi zamykać!” – „Proszę wskakiwać – otwarta pokrywa!”. Faktem jest, że właściciel zakładu działa legalnie. Choć z drugiej strony, wiele by można sobie pomyśleć o kondycji polskich kolei w wydaniu małopolskim…

    160 lat

    Kolej na ziemi tarnowskiej ma już 160 lat! – „20 lutego 1856 roku w kłębach pary i dymu, wśród huku, zgrzytu i gwizdu wjechał na tarnowski, prowizoryczny jeszcze dworzec kolejowy pierwszy pociąg. Nastąpiło oficjalne uruchomienie linii kolejowej Kraków–Bochnia–Tarnów–Dębica. Trasa miała długość 111 kilometrów. Dziennie kursowały dwa pociągi. Z Dębicy do Krakowa jechało się wówczas 4 godziny 10 minut, a do Wiednia 19 godzin 10 minut. W granicach powiatu tarnowskiego było 18,3 km tej jednotorowej linii kolejowej. Dzięki niej miasto zaczęło się rozwijać, powstawały nowe fabryki, cegielnie, domy, ulice. Z chwilą oddania połączenia kolejowego Tarnów liczył niecałe 8,5 tys. mieszkańców. W 1869 roku miał już ponad 21 tys. obywateli, a w 1910 roku – 36 731” – notuje w kalendarium historii tarnowskiej kolei Krzysztof Jasiński. O 20 lat młodsza od krakowsko-rzeszowskiej linii kolejowej jest ta, która łączy Tarnów z Leluchowem, a co za tym idzie – ze Słowacją, Węgrami i południową Europą. Zaś 110 lat miałaby tak zwana „Szczucinka”, czyli trasa między Tarnowem i Szczucinem, ale w 2000 r. ustał na niej ruch pasażerski i towarowy.

    Od rozwoju do zastoju

    W 1856 r. pociągi jeździły tylko jednym torem, ale już pod koniec XIX w. pojawił się drugi. Przy trasie zaczęły powstawać większe i mniejsze, o secesyjnej urodzie, dworce kolejowe. Tarnowski został oddany do użytku w 1910 roku. Kapitalny remont przeszedł w XXI wieku. Dziś każdy się nim zachwyca, ale jeszcze niedawno główna hala dworca była wielką wolierą dla gołębi. W pewnym momencie nad głowami pasażerów pojawiła się nawet ogromna siatka, żeby oddzielić ptaki od ludzi. Pomimo tego wchodziło się ze strachem, żeby nie wynieść z dworca jakiejś ptasiej „pamiątki”. Podobny los zaczęły też dzielić inne dworce i przystanki, z których wiele nadawało się do zamknięcia i otwarcia w nich – jak to się stało w Tuchowie – zakładów pogrzebowych. W latach 90. XX w. zaczęła też spadać liczba pasażerów, zwłaszcza dojeżdżających do pracy w Tarnowie lub Krakowie. – W czasach młodości moich rodziców były to tłumy, a i ja pamiętam jeszcze niemały tłok na przystankach i stacjach, kiedy u schyłku PRL-u dojeżdżałem codziennie do szkoły w Tarnowie Zachodnim. Później wagony opustoszały – wspomina Zbyszek, który w młodości często korzystał z usług PKP.

    Skok w przyszłość

    Ostatnie pięć lat to ogromny skok w przyszłość. W 2011 r. ruszyła kapitalna modernizacja linii Kraków–Tarnów–Rzeszów, możliwa dzięki miliardom złotych pozyskanych z funduszy europejskich. Odcinek objęty modernizacją to 140 kilometrów. – Prędkość pociągów pasażerskich przed remontem wynosiła 120 km/h, towarowe mogły jeździć 80 km/h. Ale takie prędkości były możliwe do osiągnięcia jedynie na fragmentach trasy. Po remoncie to się zmieni, a prędkość docelowa pociągów pasażerskich ma wynosić 160 km/h – mówił na specjalnej konferencji naukowej z okazji 160-lecia kolei w Tarnowie Rafał Pietrończyk, odpowiedzialny za całość projektu modernizacyjnego.

    Masa roboty

    Modernizacja objęła również całą infrastrukturę związaną z linią kolejową, więc 16 stacji, 14 przystanków osobowych i 470 obiektów inżynieryjnych, które przebudowano lub powstały od podstaw. Większość z tych ostatnich to wiadukty kolejowe, których zbudowano ponad 80, powstało też 46 mostów. – W ramach prac zwiększono bezpieczeństwo przejazdów kolejowych, 15 z nich zmodernizowano, a ponad 40 zlikwidowano. Zamiast nich poprowadzono drogi równoległe. Powstały też dwupoziomowe skrzyżowania drogowo-kolejowe, przejścia pod torami. Stacje i przystanki dostosowano do osób mających trudności z poruszaniem się i niedowidzących. Dla niepełnosprawnych i osób starszych powstały też windy przyścienne, dźwigi osobowe i pochylnie. W Tarnowie udało się zbudować parking „park&ride”. W wielu miejscach wykonano też zabezpieczenia przed zalaniem przejść pod torami – mówił podczas prezentacji Rafał Pietrończyk.

    Szybciej i ciszej

    Teraz ma być nie tylko szybciej i bezpieczniej, ale i ciszej. Z remontu powinny się też cieszyć zwierzęta, bo na całej trasie powstało 41 przejść dla nich, a na blisko 60 km zbudowano ekrany dźwiękochłonne. Łączna wartość projektu to blisko 3,5 mld złotych. To największy z projektów realizowanych na południu Polski i jeden z większych w kraju. Pierwotnie miał być zakończony w 2015 r., ale ostatecznie będzie to sierpień 2018 roku. Skąd problemy z ukończeniem robót? Przede wszystkim z powodów administracyjnych i biurokratycznych. Czemu autostrady zbudowano szybciej? – Budowniczy autostrad mogli wykonywać swoją pracę od podstaw, ja musiałem prowadzić roboty na żywym organizmie – podkreślał Rafał Pietrończyk.

    Na razie 44

    No dobrze! Trasa niebawem będzie jak nowa, ale co z taborem? I ten zmieniał się w ciągu lat, ale od grudnia 2016 r. na trasie z Tarnowa do Krakowa i z Nowego Sącza do Krakowa, pojawią się pociągi nowej generacji – nowoczesne, komfortowe Impulsy wyprodukowane w sądeckim Newagu. Małopolska kupiła już 44 takie Impulsy, a chce, by było ich 60. 28 listopada na dworcu kolejowym w Nowym Sączu oddano uroczyście do użytku 6 nowiuteńkich pociągów. Pobłogosławił je bp Andrzej Jeż. – To pojazdy na miarę XXI wieku. Naszym planem jest to, by kolej była najważniejszym środkiem transportu dla mieszkańców Małopolski – mówi marszałek Leszek Zegzda.

    Cena komfortu

    – Oddajemy do użytku naprawdę nowoczesne pociągi, piękne wizualnie, wygodne, ciche, bezpieczne. Na pewno będą służyć mieszkańcom województwa małopolskiego przez wiele lat. Koszt pięcioczłonowego pociągu to 24 mln zł, zaś czteroczłonowego – 22 mln – mówi Patrycja Kurczab z Biura Projektów Newag. Na zakup taboru przeznaczono dofinansowanie z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014–2020 w wysokości 42 mln euro. Wkład własny pokryto z budżetu województwa oraz funduszu kolejowego.

    Fajne krzesła

    W czteroczłonowych składach będzie mogło jechać 200 osób, zaś w pięcioczłonowych 250, jeśli chodzi o miejsca siedzące. Pojazdy są wyposażone w klimatyzację, internet i gniazdka elektryczne. Rowerzyści będą mogli umieścić jednoślady na specjalnych stojakach. Wprowadzono też udogodnienia dla osób niepełnosprawnych oraz rodziców z małymi dziećmi. – Wrażenie ogromne, ekstra. Jest więcej miejsca i ubikacje są bardzo eleganckie – mówi pani Celina. – Mamy nadzieję, że ceny będą niższe od autobusowych i liczymy oczywiście na zniżki dla seniorów – śmieje się pani Krystyna. Nowe pociągi przyszły obejrzeć przedszkolaki: Oskar, Szymon i Szczepan. – Pociągi są super, wygodne, fajne krzesła. Chyba będą szybko jeździć – kiwają ze znawstwem głowami.

    Samochód przegrał

    Pociągi będą mogły się poruszać z prędkością 160 km/h. na godzinę. – Czuje się różnicę między prowadzeniem Impulsa a starszą od niego jednostką. Pociąg jest wyposażony w nowoczesne systemy, które bardzo ułatwiają bezpieczną jazdę. Oczywiście nie ma autopilota, ale można włączyć tempomat – mówi Marek Dobrzański, maszynista kolejowy. By pokazać różnicę między podróżowaniem pociągiem a samochodem do Krakowa, urządzono wyścig Impulsa z kierowcą rajdowym Michałem Kościuszko. – Trasę mam wyznaczoną przez nawigację, będę jechał oczywiście z zachowaniem przepisów ruchu drogowego. Z mojej wiedzy wynika, że pociąg Impuls jest nie tylko bardziej ekologiczny w porównaniu do samochodu, ale i ekonomiczny, bo koszt przejazdu mojego samochodu wyniesie około 40 zł, a jestem przekonany, że pociągiem byłoby taniej – mówi kierowca, który ostatecznie przegrał wyścig.

    Smak goryczy

    Nie wszyscy jednak cieszą się z nowych pociągów i odnowionych tras. Podczas uroczystości w Nowym Sączu miał miejsce nieprzyjemny incydent. Wśród ludzi, którzy przyszli zobaczyć nowe Impulsy, pojawili się oburzeni mieszkańcy Doli ny Popradu, niezadowoleni z ciągłego zmniejszania liczby pociągów kursujących z Krynicy przez Muszynę do Nowego Sącza i Krakowa. Jeden z oburzonych przerywał krzykiem nie tylko przemówienia, ale i mało brakowało, a biskup nie odmówiłby modlitwy. Jedno jest pewne – Koleje Małopolskie mają jeszcze sporo do zrobienia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół